- Florence Bulstrode, od lat mnie składa i przepisuje recepty na bezsenność. Jest najlepsza w swoim fachu. - Tak naprawdę to Ger nie znała po prostu zbyt dobrze innych medyków, ale była od wielu lat pod opieką Flo i ufała jej bardzo mocno jeśli chodzi o sprawy zdrowotne i nie tylko. Gdyby nie ona zapewne już dawno gryzłaby ziemię. Ceniła sobie ich przyjaźń, mimo, że miała wrażenie, że trochę nadużywa dobroci przyjaciółki. Szczególnie ostatnio dosyć często potrzebowała jej pomocy, bo ciągle pakowała się w kłopoty.
- Wiadomo, że lepiej z polecenia. Flo jest wspaniała, chociaż z początku może się wydawać mocno specyficzna. - Wiedziała, że jest traktowana przez Bulstrode w wyjątkowy sposób z racji na ich długoletnią znajomość, przy pierwszym poznaniu mogła się wydawać bardzo oschła i mocno służbowa, bo taka już była.
- Nie no, nie masz się z czego tłumaczyć, w ogóle słyszałam, że to Beltane było pojebane, a mnie standardowo wszystko ominęło. Gio teleportował mnie do domu, a później nie mogłam tam wrócić, pojebana sprawa. - Trochę żałowała, że nie mogła im wszystkim pomóc. Kto jak kto, ale ona byłą stworzona do walki. Może nie pracowała jako stróż prawa, ale oni zaatakowali niewinnych ludzi. Takim była gotowa pomagać - zawsze. - Nie umiem sobie wyobrazić bycia starą, wiesz o co chodzi? W sensie, co wtedy, nie będę mogła chyba już polować. Boję się strasznie tego, że nie będę taka sprawna jak jestem teraz. - Tak naprawdę to aktualnie wydawało jej się, że tej starości po prostu nie dożyje, z racji na to, że sobowtór chciał ją wpierdolić na obiad, ale dobrze było myśleć o bardziej przyziemnych problemach, jak to, że kiedyś będzie niedołężna. To skutecznie odsuwało od niej myśli o czającej się chuj wie gdzie bestii.
- Wiesz, ja też jestem pierdolnięta, więc idealnie się dopasowujemy Thunder, od zawsze na zawsze. - Powiedziała z uśmiechem. Tak naprawdę miała świadomość, że one we dwie trochę się różnią od większości ludzi. Były dzikie, nieokiełznane, robiły zawsze to, na co miały ochotę, nie przejmowały się niczym, przynajmniej z pozoru. Ciekawe, czy Millie jak ona nocami wracała do różnych wspomnień i zastanawiała się, co by się stało, gdyby zachowała się inaczej. O czym śniła, gdy gasły wszystkie światła?
- Ja jebie, ty nie wiesz, ja ciągle coś trenuje przecież. - Była wiecznie w ruchu, nie sądziła jednak, żeby jej sylwetka ostatnio jakoś się zmieniła. Może to przez tę jazdę konną, której zaczęła się uczyć? Sama nie widziała w sobie zmian, no bo przecież codziennie przeglądała się w lustrze. Najwyraźniej Thunder, która nie widziała jej przez jakiś czas dostrzegła zmiany. Nie musiała jej namawiać, jeśli miało jej to sprawić przyjemność to da się jej pomacać po ręce.
Yaxley wstała i się wyprostowała. Była zdecydowanie większa od swojej przyjaciółki. - Serio? Jeszcze się pytasz, mogłabym tobą rzucać na odległość przecież. - Nie chciała się jeszcze rozbierać tak do końca, ale zdjęła z siebie flanelową koszulę, żeby Moody mogła popatrzeć na jej szerokie bary.