Wolałaby z nim tańczyć wtedy, gdy nie był już na tyle wstawiony, że musiał się skupiać na krokach. Wiedziała doskonale, że Rookwood miał wyczucie rytmu i czuł muzykę, chociaż raptem dwa razy słyszała jak gra na gitarze i to dawno temu, tańczyła z nim też dwa razy i wyglądało to inaczej. Nie pilnowała go, a najwyraźniej Sauriel nie miał hamulców jeśli chodzi o alkohol, zaczynała się nawet zastanawiać, czy gdyby nie był taki podpity, to w ogóle zaprosiłby ją do tańca… szybko jednak wyrzuciła tę myśl z głowy, żeby teraz sobie niepotrzebnie nie dokładać i skupiła się na tym, by jednak poprowadzić ten taniec, skoro Sauriel miał małe problemy. Bo co miał się tym martwić, skoro ona była trzeźwa i mogła to wziąć na siebie? Mógł więc poczuć lekką zmianę nie tyle w samych ruchach, co dynamice tańca, kiedy Victoria przejęła pałeczkę i kilkoma zdecydowanymi ruchami dała czarnookiemu znać, że to ona będzie prowadzić. Powinni sobie poradzić.
Parsknęła za to pod nosem na resztę tej rozmowy.
– No chyba sobie żartujesz – żartował? Miała nadzieję. Naprawdę nie chciała teraz słyszeć, że Sauriel faktycznie się zastanawia nad taką kwestią, jakby było nad czym się zastanawiać w ogóle. To już ją obrażało. Może i były kobiety, którym takie miejsca jak dom publiczny pasowały i odpowiadały, ale Victoria z pewnością do nich nie należała i nawet nie chciała słuchać, że Sauriel poważnie nad tym myśli, zamiast znać odpowiedź ktoś brzmiała “nie”, a już w ogóle że będzie się pytać o to ojca. Co do kurwy? Trudno powiedzieć co było gorsze: to, czy nazywanie jej klaczą rozpłodową, czym zapiekł ją do żywego.
– Nie wiem, właśnie próbuje to ustalić – odparła miękko, zauważając jego zamyślenie. To, że nie miał podzielności uwagi i myślał bardzo jednowątkowo, jak typowy facet, zauważyła akurat dość dawno, więc się o to nie złościła, ani nie zdziwiła. Nie była za to pewna, czego to zamyślenie dotyczyło. Kwestii burdelu? – Nie wiem, co ci chodzi po głowie i nie umiem cię teraz za bardzo… rozgryźć – uśmiechnęła się uprzejmie, odrobinę nawet rozbawiona swoim gładkim nawiązaniem do reszty rozmowy o truskawkach, chociaż nie taki był jej cel na początku. O tym mówiła akurat całkiem szczerze: że go trochę nie ogarnia. No bo na trzeźwo nigdy jej nie bajerował, a teraz ewidentnie to robił, z mniejszym czy większym skutkiem – Victoria była czasami w kropce, jeśli chodziło o zachowanie Sauriela, nie zawsze potrafiąc zrozumieć jego intencje, jak choćby w ten pamiętny spacer… Być może Sauriel sam ich nie znał i działał bezmyślnie, trochę na autopilocie, a gdy go zapytać to się wkurzał i stawał okoniem, bo sam nie tego nie rozumiał?
Ale postanowiła być równie bezczelna co i Sauriel dzisiaj w stosunku do niej. Dlatego w którymś momencie, z nieprzemijającym uśmieszkiem, zmniejszyła odległość pomiędzy nimi, by spleść ramiona na jego karku, co zapewne zmusiło go do tego, by położyć obie dłonie na jej biodrach. Cóż, prosił żeby go w tańcu uraczyć zgrabnymi nóżkami i pośladkami, Victoria spełniała więc właśnie jego własne życzenie.
– Pamiętasz naszą rozmowę? O eliksirach – i o tym, że spróbuje coś zrobić, żeby mu pomóc. Może nie za wiele później o tym rozmawiali, ale Victoria ciągle o tym pamiętała i zabrała się do tego mocno na poważnie. – Prawie skończyłam jeden, ale będzie wymagał jeszcze przetestowania… zanim będę mogła to ogłosić sukcesem – powiedziała to zaskakująco łagodnie jak na to, jak blisko się teraz znajdowała i jaki wydźwięk miała reszta ich rozmowy, w tym też mowa ciała.