05.07.2024, 13:11 ✶
Westchnął ciężko i ostentacyjnie. Westchnął zwielokrotnioną po tysiąckroć dezaprobatą, którą wszyscy powinni usłyszeć z ostatniego rzędu widowni. Oczy przetoczyły się wewnątrz swoich czaszkowych dziur, głowa odchyliła w geście absolutnej bezradności.
– Na tym etapie absolutnie wszyscy powinni znać francuski Morpheus na bogów, współcześnie nie jest to już nic wyjątkowego znać dwa, trzy języki. – Ów utyskiwanie jednak równie dobrze jak zagrzmiało, tak minęło, pozostawiając tylko psotne iskry w oczach Shafiq'a, który przechylił głowę rozłożony obecnie bezceremonialnie na swoim leżaku. Spoglądał na Morpheusa z miłością wytatuowaną wspólnymi latami, hektolitrem wspomnień, ulgą ostatnich wyznań i wzajemną akceptacją, która wraz z nimi przyszła. – A może to dobrze, wiesz co... pozostań nieukiem. Dzięki temu mogę być pewien, że zawsze zapukasz do moich drzwi, gdy potrzebny będzie Ci zaufany tłumacz – mówił tak, jakby wątpił w to, by Morpheus zaglądał do niego nie mając palącej potrzeby. Cóż, obaj byli ludźmi zapracowanymi, nawet jeśli w ów zapracowanie Anthony'ego powątpiewali wszyscy. Z pewnością Jonathan wyrabiał niepochlebną opinię, były na to nawet dowody rzeczowe!
– Mówiłem o gwiazdach i o życzeniach, które możemy tkać podczas ich spadania. Mówiłem o tym, że chciałbym jak najwięcej rocznic w naszym życiu. Mógłbym też powiedzieć o tym, że się starzeje i sentymentalizm, którego unikałem od najmłodszych lat rozbija się o brzegi mojego istnienia, wypłukując pragmatyczną jego skałę. – Oczy zwrócił znów ku gwiazdom, z przyjemnością wyłapując każdą biegnącą córę Persei. Oddychał spokojnie popijając doświadczenie chwili winem pełnym wspomnień. Pełnym rocznic, które już nigdy nie będą obchodzone w tym samym gronie. Edith odeszła, Lisa odchodziła każdego roku jak księżyc od ziemi, łagodnie, o niecałe dwa cale.
– Po powrocie mam spotkanie z kanclerzem w sprawie delegacji do Kambodży. Muszę podać mu pełną listę nazwisk, choć mam nadzieję, że w przypadku lekarza rodzinnego i pokojówki nie będę musiał tego czynić. Mam nadzieję, że Twój termin... nadal jest zarezerwowany? – zapytał, jakby wątpił i tak rzeczywiście było.
– Na tym etapie absolutnie wszyscy powinni znać francuski Morpheus na bogów, współcześnie nie jest to już nic wyjątkowego znać dwa, trzy języki. – Ów utyskiwanie jednak równie dobrze jak zagrzmiało, tak minęło, pozostawiając tylko psotne iskry w oczach Shafiq'a, który przechylił głowę rozłożony obecnie bezceremonialnie na swoim leżaku. Spoglądał na Morpheusa z miłością wytatuowaną wspólnymi latami, hektolitrem wspomnień, ulgą ostatnich wyznań i wzajemną akceptacją, która wraz z nimi przyszła. – A może to dobrze, wiesz co... pozostań nieukiem. Dzięki temu mogę być pewien, że zawsze zapukasz do moich drzwi, gdy potrzebny będzie Ci zaufany tłumacz – mówił tak, jakby wątpił w to, by Morpheus zaglądał do niego nie mając palącej potrzeby. Cóż, obaj byli ludźmi zapracowanymi, nawet jeśli w ów zapracowanie Anthony'ego powątpiewali wszyscy. Z pewnością Jonathan wyrabiał niepochlebną opinię, były na to nawet dowody rzeczowe!
– Mówiłem o gwiazdach i o życzeniach, które możemy tkać podczas ich spadania. Mówiłem o tym, że chciałbym jak najwięcej rocznic w naszym życiu. Mógłbym też powiedzieć o tym, że się starzeje i sentymentalizm, którego unikałem od najmłodszych lat rozbija się o brzegi mojego istnienia, wypłukując pragmatyczną jego skałę. – Oczy zwrócił znów ku gwiazdom, z przyjemnością wyłapując każdą biegnącą córę Persei. Oddychał spokojnie popijając doświadczenie chwili winem pełnym wspomnień. Pełnym rocznic, które już nigdy nie będą obchodzone w tym samym gronie. Edith odeszła, Lisa odchodziła każdego roku jak księżyc od ziemi, łagodnie, o niecałe dwa cale.
– Po powrocie mam spotkanie z kanclerzem w sprawie delegacji do Kambodży. Muszę podać mu pełną listę nazwisk, choć mam nadzieję, że w przypadku lekarza rodzinnego i pokojówki nie będę musiał tego czynić. Mam nadzieję, że Twój termin... nadal jest zarezerwowany? – zapytał, jakby wątpił i tak rzeczywiście było.