05.07.2024, 15:12 ✶
Może miała się za maleńkość w oczach Lorraine dlatego, oceniała ją swoją miarą? Od czasu, gdy sprawy ich dwójki zaczęły nabierać powagi, kiedy emocjonalne zaangażowanie nie mijało wraz ze światłem poranka, Maeve inne kobiety zwyczajnie zbrzydły. Nadal obdarowywała je należytą czcią, a wieloletnie nawyki wychodziły przez krótką chwilę na pierwszy plan, gdy zagadywała je tak, jakby miała jakieś niecne intencje. Jednak po tych kilku słodkich słówkach wracała do zmysłów, czyniąc je zwykłymi obietnicami bez pokrycia, bo przypominała sobie, że gdzieś tam czeka na nią anielskowłosa zjawa, która zasługuje na całą uwagę, a nawet więcej.
Niemniej wiedziała, że Malfoy nie czeka na nią biernie. Jakoś nie mogła sobie zwizualizować jej majestatycznej osoby wyczekującej w oknie, tęskno wodząc wzrokiem po ulicach Nokturnu, jakby liczyła, że wsród motłochu dojrzy wiecznie zmieniającą się twarz swojej lubej. Maeve doskonale wiedziała, że ma innych; uwierało ją, jeśli były to kobiety, bolało ją, gdy byli to mężczyźni. Biorąc pod uwagę, że wszyscy pozostali zbledli w oczach Chang, gdy Lorraine zaczęła grać pierwsze skrzypce w jej życiu, a pracownicy Kościanego napotkani na ulicy pytali, czy się aby nie pochorowała, skoro nie widują już jej co drugi dzień, uznała, że Malfoy ewidentnie nie może traktować jej równie poważnie, skoro wciąż jest ktoś inny. Nieważne, czy mniej czy bardziej istotny - nadal Maeve to wadziło, zupełnie jak kamyk w bucie.
Zaufała jej w kwestii Rookwooda. Podejrzewała kłamstwo, bo obydwie wiedziały, że gdyby napomknęła Mewie o jakimkolwiek przekroczeniu granic dobrego smaku przez Kocura, ta już byłaby u bram jego nory, waląc w drzwi i krzycząc, żeby wylazł pogrozić równemu sobie. Brońcie boginie, nie miała Raine za słabszą; miała ją za lepszą - Sauriel i Maeve mieli tyle ze sobą wspólnego, że jej progi były za wysokie na ich nogi. Oczywiście, że istniała szansa, że Lorraine zaprzeczy, żeby oszczędzić im wszystkim kolejnej szarpaniny, jeszcze jednej walki psa z kotem.
Malfoy naprawdę musiała mieć coś w sobie, że wszyscy w jej otoczeniu nagle zaczynali zachowywać się jak zwierzęta.
- Odnoszę wrażenie, że powinno być na odwrót - wymruczała wręcz, nie chcąc podnosić głosu, gdy ma przy sobie wtuloną wiłę. Objęła ją ciaśniej, prawie tak mocno, jakby chciała powstrzymać ją przed ewentualnym wyślizgnięciem się - jedno ramię oplotło drobne ciało blondynki, drugą zaś ręką złapała ją za przegub nadgarstka. Maeve mogła być trochę powolna w tym wszystkim, ale nawet ona czuła powagę obecnej sytuacji; dostrzegła, że ciężar wyznań zaczyna opadać na te drobne barki, które nie przywykły do szczerych deklaracji lojalności. Malfoy od dziecka otaczali ludzi, których można było przekupić. Jak mogła nauczyć się ufać w takim położeniu? - Co możesz dla mnie zrobić takimi witkami? - Zapytała nagle, poruszając jej dłonią jakby była sflaczałą zabawką. Zaśmiała się, chcąc odwrócić uwagę Raine od spirali zobowiązań, w które się wciągały tymi obietnicami. Mewa nie wątpiła, że wszystkie słowa były szczere - zwyczajnie były zbyt wyniosłe. Nawet jeśli Lorraine potrzebowała w życiu zmiany, kogoś, kto tym razem jej nie zawiedzie, powinna przyzwyczajać się do tego stopniowo. Jeśli przywali ją tutaj ogromem swojej poddańczej miłości, jeszcze się rozpłacze, a potem będzie się biczować za żałosne okazanie emocji. Mewa już gdzieś ten film chyba widziała i nie podobało jej się zakończenie.
- Już jest dobrze. - W głosie Chinki był tylko i wyłącznie spokój. - Jesteś pewna, że nie pomyliłaś definicji dobrego z perfekcyjnym? -
Nie mogła przecież narzekać, bo i tak dostała od losu więcej niż w najśmielszych snach przypuszczała. Raine trafiła się jej jak ślepej kurze ziarno; póki była zdrowa, szczęśliwa i tuż obok, czego mogła chcieć więcej? Choć kwestia szczęścia prawdopodobnie mogłaby zostać poddana dyspucie przez obecną tu władczynię, która dokładała sobie niepotrzebnych zmartwień gwoli przekonania, że musi się zająć wszystkim i to najlepiej na cito, z perspektywy Maeve wróżba się już dawno spełniła. Ciasteczko przepowiedziało oczywistość.
Kiedy nazwała się zwykłą kurwą, mowę jej odjęło. Spojrzała na Lorraine z góry, nie kryjąc zawodu w oczach, braku wiary w to, co słyszy. Westchnęła ciężko, wiercąc się chwilę, ewidentnie nie wiedząc, ani co powiedzieć, ani co zrobić z rękami, kiedy ta niewinnie, subtelnie je gładziła. Przywalić jej? Nie, absolutnie nie. Musiałaby sobie potem tę dłoń odrąbać.
Złapała Lorraine za podbródek i pociągnęła odrobinę w górę. Pocałowała dziewczynę tak, jakby chciała zmusić do wybudzenia się z koszmaru, w którym nosi taki paskudne miano. Nie był niczym więcej niż fikcją, nawet jeśli starannie utkaną z oszczerstw przez nią usłyszanych. Nieistotne, czy od innych, czy od samej siebie.
- To nie było na zachętę - ostrzegła ostro, odrywając się od ciepłych ust ukochanej. - Zamknij się, Malfoy. Nawet pracownice Kościanego się tak nie mianują, a ty będziesz? - Maeve próbowała stłumić złość, ale nie umiała jej ukryć. Nie potrafiła grzecznie wtulić się w jej włosy i wyszeptać nie mów tak, jakby to była łagodna prośba. To było żądanie. Nie mogła stać biernie i pozwalać jej dawać się tak traktować, nawet jeśli całe zło płynęło od niej samej do niej samej.
- Nie chcę żebyś była moją sługą, błaznem, czy królem. Chcę po prostu, żebyś była moja, bez żadnych głupich przydomków. Czy aż tak trudno ci to pojąć? - Zapytała wprost, przechylając w zmartwieniu głowę. Było w tym coś dziecinnego; może ta bezbrzeżna szczerość?
Niemniej wiedziała, że Malfoy nie czeka na nią biernie. Jakoś nie mogła sobie zwizualizować jej majestatycznej osoby wyczekującej w oknie, tęskno wodząc wzrokiem po ulicach Nokturnu, jakby liczyła, że wsród motłochu dojrzy wiecznie zmieniającą się twarz swojej lubej. Maeve doskonale wiedziała, że ma innych; uwierało ją, jeśli były to kobiety, bolało ją, gdy byli to mężczyźni. Biorąc pod uwagę, że wszyscy pozostali zbledli w oczach Chang, gdy Lorraine zaczęła grać pierwsze skrzypce w jej życiu, a pracownicy Kościanego napotkani na ulicy pytali, czy się aby nie pochorowała, skoro nie widują już jej co drugi dzień, uznała, że Malfoy ewidentnie nie może traktować jej równie poważnie, skoro wciąż jest ktoś inny. Nieważne, czy mniej czy bardziej istotny - nadal Maeve to wadziło, zupełnie jak kamyk w bucie.
Zaufała jej w kwestii Rookwooda. Podejrzewała kłamstwo, bo obydwie wiedziały, że gdyby napomknęła Mewie o jakimkolwiek przekroczeniu granic dobrego smaku przez Kocura, ta już byłaby u bram jego nory, waląc w drzwi i krzycząc, żeby wylazł pogrozić równemu sobie. Brońcie boginie, nie miała Raine za słabszą; miała ją za lepszą - Sauriel i Maeve mieli tyle ze sobą wspólnego, że jej progi były za wysokie na ich nogi. Oczywiście, że istniała szansa, że Lorraine zaprzeczy, żeby oszczędzić im wszystkim kolejnej szarpaniny, jeszcze jednej walki psa z kotem.
Malfoy naprawdę musiała mieć coś w sobie, że wszyscy w jej otoczeniu nagle zaczynali zachowywać się jak zwierzęta.
- Odnoszę wrażenie, że powinno być na odwrót - wymruczała wręcz, nie chcąc podnosić głosu, gdy ma przy sobie wtuloną wiłę. Objęła ją ciaśniej, prawie tak mocno, jakby chciała powstrzymać ją przed ewentualnym wyślizgnięciem się - jedno ramię oplotło drobne ciało blondynki, drugą zaś ręką złapała ją za przegub nadgarstka. Maeve mogła być trochę powolna w tym wszystkim, ale nawet ona czuła powagę obecnej sytuacji; dostrzegła, że ciężar wyznań zaczyna opadać na te drobne barki, które nie przywykły do szczerych deklaracji lojalności. Malfoy od dziecka otaczali ludzi, których można było przekupić. Jak mogła nauczyć się ufać w takim położeniu? - Co możesz dla mnie zrobić takimi witkami? - Zapytała nagle, poruszając jej dłonią jakby była sflaczałą zabawką. Zaśmiała się, chcąc odwrócić uwagę Raine od spirali zobowiązań, w które się wciągały tymi obietnicami. Mewa nie wątpiła, że wszystkie słowa były szczere - zwyczajnie były zbyt wyniosłe. Nawet jeśli Lorraine potrzebowała w życiu zmiany, kogoś, kto tym razem jej nie zawiedzie, powinna przyzwyczajać się do tego stopniowo. Jeśli przywali ją tutaj ogromem swojej poddańczej miłości, jeszcze się rozpłacze, a potem będzie się biczować za żałosne okazanie emocji. Mewa już gdzieś ten film chyba widziała i nie podobało jej się zakończenie.
- Już jest dobrze. - W głosie Chinki był tylko i wyłącznie spokój. - Jesteś pewna, że nie pomyliłaś definicji dobrego z perfekcyjnym? -
Nie mogła przecież narzekać, bo i tak dostała od losu więcej niż w najśmielszych snach przypuszczała. Raine trafiła się jej jak ślepej kurze ziarno; póki była zdrowa, szczęśliwa i tuż obok, czego mogła chcieć więcej? Choć kwestia szczęścia prawdopodobnie mogłaby zostać poddana dyspucie przez obecną tu władczynię, która dokładała sobie niepotrzebnych zmartwień gwoli przekonania, że musi się zająć wszystkim i to najlepiej na cito, z perspektywy Maeve wróżba się już dawno spełniła. Ciasteczko przepowiedziało oczywistość.
Kiedy nazwała się zwykłą kurwą, mowę jej odjęło. Spojrzała na Lorraine z góry, nie kryjąc zawodu w oczach, braku wiary w to, co słyszy. Westchnęła ciężko, wiercąc się chwilę, ewidentnie nie wiedząc, ani co powiedzieć, ani co zrobić z rękami, kiedy ta niewinnie, subtelnie je gładziła. Przywalić jej? Nie, absolutnie nie. Musiałaby sobie potem tę dłoń odrąbać.
Złapała Lorraine za podbródek i pociągnęła odrobinę w górę. Pocałowała dziewczynę tak, jakby chciała zmusić do wybudzenia się z koszmaru, w którym nosi taki paskudne miano. Nie był niczym więcej niż fikcją, nawet jeśli starannie utkaną z oszczerstw przez nią usłyszanych. Nieistotne, czy od innych, czy od samej siebie.
- To nie było na zachętę - ostrzegła ostro, odrywając się od ciepłych ust ukochanej. - Zamknij się, Malfoy. Nawet pracownice Kościanego się tak nie mianują, a ty będziesz? - Maeve próbowała stłumić złość, ale nie umiała jej ukryć. Nie potrafiła grzecznie wtulić się w jej włosy i wyszeptać nie mów tak, jakby to była łagodna prośba. To było żądanie. Nie mogła stać biernie i pozwalać jej dawać się tak traktować, nawet jeśli całe zło płynęło od niej samej do niej samej.
- Nie chcę żebyś była moją sługą, błaznem, czy królem. Chcę po prostu, żebyś była moja, bez żadnych głupich przydomków. Czy aż tak trudno ci to pojąć? - Zapytała wprost, przechylając w zmartwieniu głowę. Było w tym coś dziecinnego; może ta bezbrzeżna szczerość?
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —