05.07.2024, 15:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.07.2025, 22:18 przez Lorraine Malfoy.)
“Finansowe ryzyko”, powtórzyła w myślach. Twarz Lorraine pojaśniała, choć uśmiech nie sięgnął oczu wiły – była poważna. Spodobał jej się eufemizm Eden. Krótkie “dziękuję”, jakie padło, kiedy kuzynka wręczała jej żetony, było tak szczere, jak wieloznaczne: nie dała tego po sobie poznać, ale spodziewała się raczej wspierać krewną w grze, nie zaś bezpośrednio w niej uczestniczyć. Nie czuła niepokoju, nie – ze wszystkich “lekcji” Eden, ta była najłatwiejsza – jedyne, co czuła, to upiorne przekonanie, że pomyliły swoje role. To Eden nie wiedziała, czym jest finansowe ryzyko, a Lorraine zrozumiała, że nie chce, by ta kiedykolwiek się dowiedziała. Nieważne, jak wiele dzisiaj przegrają czy wygrają – nieważne, że dla Lorraine ryzykiem był wydatek rzędu kilku galeonów, a kuzynka lekką ręką wydała tysiąc – rodzinny skarbiec Malfoyów zdawał się być niewyczerpany. Nie było w tym ryzyka. Nie takiego, które byłoby w stanie poruszyć Lorraine. Nie po tym, jak całe życie patrzyła na ojca tracącego majątek w kartach.
– Anthony, niczym królewski Zeus, zgromadził wokół siebie cały panteon bóstw. – Nieposkromiona w swej dzikości Artemida, mężny Ares, wyniosła Atena oraz słodka jak grzech Afrodyta. Tak samo jak w przypadku czarodziejskiej arystokracji, rodzinne więzy nie wykluczały rywalizacji, a wręcz zdawały się jej sprzyjać. – Proszę powiedzieć, panie Birla – czy Anglia dorównuje świetnością Olimpowi? – do jakich bogów zwykł pan zanosić modły o przychylność w swojej ojczyźnie?
W przedziwnych, złocistych oczach cudzoziemca czaiła się obietnica mitycznego Eldorado. Intensywnie niebieskie spojrzenie Lorraine wwiercało się przez dłuższą chwilę w czaszkę Aryamana, jak gdyby próbowała przebić się do kopalni kruszcu w jego głowie. Złoto i lapis lazuli – połączenie godne królów.
– Wyrównuję. Dwadzieścia. – Przesunęła odpowiednią ilość żetonów. Dotyk jej dłoni potrafił dzisiaj przeistaczać materię w złoto.
Zrób z nimi, co uważasz za słuszne.
Cóż, jedynym, co wydawało się słuszne, było kontynuowanie gry.
– Anthony, niczym królewski Zeus, zgromadził wokół siebie cały panteon bóstw. – Nieposkromiona w swej dzikości Artemida, mężny Ares, wyniosła Atena oraz słodka jak grzech Afrodyta. Tak samo jak w przypadku czarodziejskiej arystokracji, rodzinne więzy nie wykluczały rywalizacji, a wręcz zdawały się jej sprzyjać. – Proszę powiedzieć, panie Birla – czy Anglia dorównuje świetnością Olimpowi? – do jakich bogów zwykł pan zanosić modły o przychylność w swojej ojczyźnie?
W przedziwnych, złocistych oczach cudzoziemca czaiła się obietnica mitycznego Eldorado. Intensywnie niebieskie spojrzenie Lorraine wwiercało się przez dłuższą chwilę w czaszkę Aryamana, jak gdyby próbowała przebić się do kopalni kruszcu w jego głowie. Złoto i lapis lazuli – połączenie godne królów.
– Wyrównuję. Dwadzieścia. – Przesunęła odpowiednią ilość żetonów. Dotyk jej dłoni potrafił dzisiaj przeistaczać materię w złoto.
Zrób z nimi, co uważasz za słuszne.
Cóż, jedynym, co wydawało się słuszne, było kontynuowanie gry.