08.01.2023, 20:18 ✶
Póki się nie widywali to zachowywał spokój ducha i zajmował się swoimi sprawami. Pochłonięty pracą i Fergusem nie musiał kłopotać się denerwującą kuzynką, której ego jest większe niż cały Londyn i obrzeża. Niestety, ale wróciła do niego niczym bumerang i chcąc nie chcąc musiał zainicjować spotkanie. Nie kwapił się wysyłać do niej list ani tym bardziej patronusa. To byłoby pójście na łatwiznę i choć chętnie odpuściłby spotkanie tak wolał od razu przerobić z nią ten "problem" aby go nie obciążał.
- Twoja arogancja ma jakieś granice?- zapytał cierpko, siedząc z kwaśną miną. Latająca wokół niej magia i brak różdżki (a może świadomość, że Sophie nie jest uzależniona od magicznego drewna i rdzenia) też go drażniło. To niebywałe jak zmienia się obraz człowieka kiedy żywisz wobec niego żale - od razu przeszkadza i drażni wiele pomniejszych aspektów, które w innym przypadku byłyby co najmniej interesujące.
- Musisz to jakoś przeżyć. - odparł zimno, nie mając ochoty przejmować się jej lunchem. Za bardzo był na nią wściekły za tak poniżające potraktowanie go i uważanie, że jest się lepszym od wszystkich wokół. Przyszła znikąd (a dokładniej spadła mu z nieba) i zaczęła się rządzić, nie przyjmując do świadomości, że ktoś nie będzie szedł jej na rękę.
- Co z tym zrobisz? Mam prawo wiedzieć skoro to list do mnie.- ciekaw był jak z tego wybrnie bo on nie chciał kłamać dalszej rodzinie. Żałował, że mieli taki słaby początek spotkania po latach. Nie przypominał sobie aby w tamtych czasach była taka zadziorna i wyniosła jak teraz. Jak nic dogadałaby się z Lorettą, jedna od drugiej zaczerpnęłaby więcej zajadłości i stworzyłyby duet niebezpieczny. Mógłby ją wprowadzić do towarzystwa, zapoznać z bardzo wartościowymi jednostkami ale… nie czuł tej chęci póki sobie paru spraw nie wyjaśnią.
Popatrzył na nią z lekkim osłupieniem kiedy zaproponowała kawę. To ostatnia rzecz o jaką mógłby ją podejrzewać. W pierwszym odruchu otwierał usta aby oschle dać jej do zrozumienia, że kawy zatrutą jej jadem nie zamierza dotykać ale w porę ugryzł się w język. Z lekkim przymusem przywołał się do porządku i przez zaciśnięte zęby nabrał tchu.
- Nie, dziękuję.- odparł formalnym tonem choć bardzo dużo go to kosztowało. Rozmasował palcami swoje brwi i powieki jakby walczył sam ze sobą. Tak naprawdę nawet nie wiedział gdzie Sophie się zatrzymała.
- Gdzie zamieszkałaś?- zapytał i ryzykował, że każe mu spadać. Przygotowywał się na taką odpowiedź bo nie miała obowiązku udzielać mu żadnych informacji. Mimo wszystko nie dałoby mu spokoju gdyby nie zapytał, nawet jeśli go spławi. W głębi duszy - bardzo, bardzo głęboko na samym dnie - w jakiś sposób się o nią martwił. Bądź co bądź nosili to samo nazwisko więc więzy były, czy tego chcieli czy nie.
- Twoja arogancja ma jakieś granice?- zapytał cierpko, siedząc z kwaśną miną. Latająca wokół niej magia i brak różdżki (a może świadomość, że Sophie nie jest uzależniona od magicznego drewna i rdzenia) też go drażniło. To niebywałe jak zmienia się obraz człowieka kiedy żywisz wobec niego żale - od razu przeszkadza i drażni wiele pomniejszych aspektów, które w innym przypadku byłyby co najmniej interesujące.
- Musisz to jakoś przeżyć. - odparł zimno, nie mając ochoty przejmować się jej lunchem. Za bardzo był na nią wściekły za tak poniżające potraktowanie go i uważanie, że jest się lepszym od wszystkich wokół. Przyszła znikąd (a dokładniej spadła mu z nieba) i zaczęła się rządzić, nie przyjmując do świadomości, że ktoś nie będzie szedł jej na rękę.
- Co z tym zrobisz? Mam prawo wiedzieć skoro to list do mnie.- ciekaw był jak z tego wybrnie bo on nie chciał kłamać dalszej rodzinie. Żałował, że mieli taki słaby początek spotkania po latach. Nie przypominał sobie aby w tamtych czasach była taka zadziorna i wyniosła jak teraz. Jak nic dogadałaby się z Lorettą, jedna od drugiej zaczerpnęłaby więcej zajadłości i stworzyłyby duet niebezpieczny. Mógłby ją wprowadzić do towarzystwa, zapoznać z bardzo wartościowymi jednostkami ale… nie czuł tej chęci póki sobie paru spraw nie wyjaśnią.
Popatrzył na nią z lekkim osłupieniem kiedy zaproponowała kawę. To ostatnia rzecz o jaką mógłby ją podejrzewać. W pierwszym odruchu otwierał usta aby oschle dać jej do zrozumienia, że kawy zatrutą jej jadem nie zamierza dotykać ale w porę ugryzł się w język. Z lekkim przymusem przywołał się do porządku i przez zaciśnięte zęby nabrał tchu.
- Nie, dziękuję.- odparł formalnym tonem choć bardzo dużo go to kosztowało. Rozmasował palcami swoje brwi i powieki jakby walczył sam ze sobą. Tak naprawdę nawet nie wiedział gdzie Sophie się zatrzymała.
- Gdzie zamieszkałaś?- zapytał i ryzykował, że każe mu spadać. Przygotowywał się na taką odpowiedź bo nie miała obowiązku udzielać mu żadnych informacji. Mimo wszystko nie dałoby mu spokoju gdyby nie zapytał, nawet jeśli go spławi. W głębi duszy - bardzo, bardzo głęboko na samym dnie - w jakiś sposób się o nią martwił. Bądź co bądź nosili to samo nazwisko więc więzy były, czy tego chcieli czy nie.