Wpatrywała się właściwie w eter. Myślami była już gdzieś w puszczy, może w Rumunii? Czy była to Norwegia, nie pamiętała dokładnie, jednak była w tych miejscach w zeszłoroczne wakacje. Nie miała pojęcia, gdzie Gerard postanowi ją zabrać w tym roku, na jakie bestie będzie polowała. Bardzo to lubiła, brakowało jej wiatru we włosach, adrenaliny, zapachu lasu. Upewniła się w tym, że będzie podążała swoją rodzinną ścieżką. Nie było nic piękniejszego od polowania, mimo, że ludzie, większość z nich uważali to za coś okropnego. Tak, tak. Tacy jak ona przecież krzywdzili niewinne stworzonka, słodkie, małe zwierzaczki. Nie miała pojęcia dlaczego to właśnie o nich myśleli najpierw. Dlaczego nikt nie widział ile żyć uratował jej ojciec? To wydawało się zupełnie nie być istotne dla tych obrońców potworów.
Była tak bardzo zamyślona, że nie usłyszała, że ktoś się do niej zbliża. Jej zmysły ją zawiodły, nie ostrzegły przed ewentualnym niebezpieczeństwem. Dowiedziała się o tym, że ktoś do niej podszedł dopiero w chwili, w której się odezwał. Kurwa. Miało być bezpiecznie, wszyscy mieli już dawno być w zamku. Nikt nie miał jej tutaj przyłapać na paleniu. Zaliczyła już zbyt wiele szlabanów, wolała ich unikać, ojciec na pewno się wkurzy, jak po raz kolejny doniosą mu o tym, że jara. Mówił, że może to robić, ale tak, żeby nikt nie widział, matka się na niego złościła, że Gerry przez niego jest taka. Dziwna, nieokrzesana, niezbyt dziewczęca. No nic, jakoś sobie z tym poradzić, musiała pogodzić się z ewentualnymi konsekwencjami.
Drgnęła więc, gdy usłyszała głos, bo nie wiedziała kto ją przyłapał. Zapach dymu się nad nią unosił. Nie wyprze się tego, że nie robiła nic złego, dosłownie została złapana na gorącym uczynku. Z fajką w dłoni. Nie brakowało jej odwagi, więc nie wyrzuciła tego papierosa kiedy się odwróciła, żeby zobaczyć któż to zamierzał przeszkadzać jej w tej krótkiej przyjemności.
Miała szczęście, znaczy szczęście w nieszczęściu. Nie był to żaden nauczyciel, chociaż prefekci potrafili się rządzić jeszcze bardziej od profesorów. Bardzo szczycili się swoją władzą.
Znała tę twarz bardzo dobrze. Westchnęła ciężko, gdy zobaczyła z kim ma do czynienia. Trafił się jej ciężki kaliber. Pamiętała, jak jej dokuczał, pamiętała te wszystkie razy, kiedy ciągnął ją za włosy, o robakach również nie zapomniała. Jego czarujący uśmiech wcale nie powodował, że mu to wybaczyła. Nadal nie kojarzył jej się zbyt przyjemnie, mimo, że od jakiegoś czasu nie było w nim tej złośliwości, ale takich rzeczy się nie zapomina, wręcz przeciwnie. Rozmyślała o tym nieraz, kiedy budziła się w środku nocy z koszmarów, dlaczego padło na nią, dlaczego to jej chciał uprzykrzyć życie?
- Nie spłonie. - Powiedziała bardzo pewnym tonem głosu. Kto, jak kto, ale akurat ona wiedziała, jak należy się zachować w tym miejscu. Na pewno nie zostawiłaby niedopałka, który mógłby spowodować pożar.
Postanowił koło niej usiąść, jego ramię nawet otarło się o jej, co było dziwne, dlaczego znalazł się tak blisko niej? Czyli nici z jej wieczornego rytuału, odwróciła głowę w jego stronę. Nie miała pojęcia dlaczego sobie stąd nie poszedł. [a] - No i co? - Jakby w ogóle miało to komuś przeszkadzać. Mógł dostrzec w jej oczach blask, była gotowa do konfrontacji - zawsze.
Tego, co wydarzyło się później nie spodziewała się zupełnie. Mrugnęła, nie wiedzieć czemu, czy się przesłyszała? Czy to był kolejny durny wybryk na który się pokusił? Na pewno się z kimś założył, że zaprosi ją na randkę, a później wystawi. Nie była głupia, na pewno nie pozwoli mu na to, aby zrobić z siebie pośmiewisko już i tak przecież wytykali ją palcami. - Zwariowałeś, prawda? - Nie odsunęła się jednak, tylko nadal w niego wpatrywała.