Nigdy w życiu nie domyśliłaby się, że faktycznie może wydawać się atrakcyjna dla kogoś jego pokroju. Nie była dziewczyną, na którą patrzono w ten sposób. Wyróżniała się, niekoniecznie tak, jak powinna. Nie miała problemów z konfrontacjami, jej reputacja nie była przez to najlepsza. Kumplowała się z większością swoich równolatków, ale nikt nigdy nie uważał jej za materiał na dziewczynę. Zresztą ona sama nie szukała takiego zainteresowania, była młoda, po szkole miała podróżować i zwiedzać świat. Ceniła sobie swoją niezależność, była dla niej ważna, mimo, że miała dopiero piętnaście lat. Większość dziewcząt w jej wieku marzyła o księciu z bajki, pewnie o kimś takim jak Luno.
Nie można było mu odmówić atrakcyjności, widać było też po tym, jak się obnosi, że zna swoją wartość. Był od niej starszy, to też często pociągało dziewczęta. Jednak nie ją, ona była inna, jej marzenia nie dotyczyły zakładania rodziny, ani byciem częścią czyjegoś życia. Na pewno nie wtedy. Miała raczej pstro w głowie i dziwne marzenia, które miały się spełnić, chociaż jeszcze wtedy o tym nie wiedziała. Nie miała pojęcia, że kiedyś może się to zmienić, że kiedyś będzie żałowała swojego podejścia. Jak wiadomo, zazwyczaj człowiek uczy się na błędach, tak miało być i tym razem.
Prychnęła, kiedy usłyszała jego argument. Przy okazji poparzyła się w usta filtrem od papierosa, którego przeciągnęła, odsunęła go raptownie od ust powstrzymując się od syknięcia z bólu.
- Czy ja ci wyglądam na każdą inną? - Zapytała jeszcze. Najwyraźniej nie tylko on uważał siebie za wyjątkowego. Gerry miała świadomość, że wyróżnia się trochę swoim nieokrzesaniem na tle reszty. Miała też inne zainteresowania, ukierunkowane w konkretną stronę. Już wtedy wiedziała, co zamierza zrobić ze swoim życiem, jednym z najważniejszych punktów na jej małej liście marzeń było to, aby nigdy nie dać się nikomu zniewolić, nie przywiązać się do kogoś za bardzo. To było dla niej ważne. Robiła więc wszystko, aby zniechęcić do siebie ludzi. Miała kilkoro przyjaciół, ale było to dla niej wystarczające. Niedługo skończą szkołę i ich drogi się rozejdą, a na pewno ona zniknie z ich żyć. Po co więc usilnie szukać i trzymać się kolejnych znajomości.
- Przyznaj się, ktoś czai się w krzakach i czeka, aż się zgodzę? Wtedy będziecie mogli się ze mnie pośmiać? - Odwróciła się nawet na krótką chwilę, by zobaczyć, czy nie ma racji. Nie zauważyła jednak żadnego ruchu.