Gdyby tylko wiedziała, że jest z nią szczery, że mówi prawdę. Nie wiedzieć czemu takiej opcji w ogóle nie brała pod uwagę. Wynikało to pewnie z jej kompleksów, z którymi borykała się od jakiegoś czasu. Nawet ona nie była w stanie nie przeżywać komentarzy innych dzieciaków, nawet ją to dotykało, chociaż z pozoru mogła się wydawać zupełnie odporna na te docinki. Sprawiała wrażenie, jakby miała wylane na to, co o niej mówią, jakby wszystko po niej spływało jak po kaczce, ale były to tylko pozory. Ona również miała uczucia, chociaż mogło się wydawać zupełnie inaczej.
Prychnęła, po raz kolejny podczas tej rozmowy. Takie komplementy nie były czymś, co doceniała. Uważała każdego człowieka za wyjątkowego, ludzie nie byli tacy sami, bez względu na to, jakiej byli płci. Te słowa ją rozjuszały, oczy błyszczały jej coraz bardziej, a na ustach pojawił się grymas. W lewej dłoni nadal trzymała niedopałek, nie wyrzuciła go przed siebie, bo w końcu powiedziała mu, że nie spali lasu, a słowa dotrzymywała.
- Co jest w nas cudownego? Chodzi o wygląd? Nic więcej, prawda? - Nie znosiła takiego powierzchownego myślenia. Nie znał jej przecież prawie wcale, nie wiedział jaka jest. No, może coś tam o niej słyszał, może wiedział, że gra w quidditcha, bo przecież drużyny nie były anonimowe, jednak nadal - nie docierało do niej to, że chciał się z nią umówić bez żadnego powodu. Tylko, dziwne, pierwszy raz ktoś nazwał ją cudowną, może nie konkretnie ją, ale jednak też była kobietą. Bardzo szybko odrzuciła od siebie te myśli, nie mogła na to patrzeć w ten sposób. Musiała dalej walczyć o swoje miejsce w tym świecie, udowodnić mu, że ten sposób myślenia jest nieodpowiedni.
Czyli miała rację? Na pewno byli w to zamieszani jacyś koledzy, to nie mogło być prawdą, że ktoś taki jak on się nią zainteresował. Zresztą przewrócił oczami, odebrała aluzję. Wiedziała, że dobrze go oceniła, to wszystko, co o nim myślała to musiała być prawda. Nie spodziewała się niczego więcej, chociaż może przez moment, gdzieś w środku tliła się w niej nadzieja, że się myli. Bardzo szybko ją zgasiła.
Nie był jedyną osobą, która poczuła złość. Irytacja rosła w niej również, była zła, że próbował ją wyrolować, że chciał się zabawić się jej kosztem, że to wszystko, to wszystko, co mówił było kłamstwem. Przyszło rozczarowanie, ogromne, mimo, że przecież się tego spodziewała. - Wiesz co, pierdol się Skeeter. - Nie obchodziło jej to, że jest prefektem, że może jej jeszcze przez te dwa miesiące napsuć krwi, musiała to z siebie wykrzyczeć.