-Widzę w tym jeden z argumentów, którym mam zamiar przekonywać mamę, wuju - wyszczerzył się do Jonathana Jessie, zanim finalnie weszli do mieszkania.
Raczej nie spodziewał się zobaczyć swojej mamy w kuchni, a tym bardziej nie z nożem, i ten widok go trochę zaskoczył. A potem na jego twarzy pojawił się grymas, bo Co to za ohydna breja w równie ohydnym kolorze, która kapie z tego noża?
-Mamo, czemu brudzisz podłogę? - spytał, nim przywitał się z siostrą.
W sumie spodziewał się takiej reakcji po swojej siostrze, bo w sumie czemu miałaby nie zachwycać się pieskiem, który nagle pojawił się w ich domu, miał z nimi zostać i był taki słodziutki i malutki i taki buciu buciu? Jessie zaśmiał się cicho, obserwując siostrę, gdy ta podbiegła do pieska, trochę go przy tym strasząc, zaczęła do niego mówić i spróbowała go pogłaskać. Psiaczek, ochrzczony pięknym imieniem Benji, wpierw powąchał dłoń Rity, polizał ją i pozwolił się pogłaskać, a jego ogonek pracował tym szybciej, im dłużej trwały pieszczoty.
-Będzie nasz, jeśli pomożesz mi przekonać mamę, żeby pozwoliła go zatrzymać - szepnął Ricie na ucho, kucając obok niej. -Liczę na ciebie, siostrzyczko.
Benji jeszcze chwilę cieszył się głaskaniem, a potem zaczął delikatnie podgryzać nadgarstek Rity i jej palce, niezbyt mocno, i trącać jej ramię łapkami.
Słysząc historię, którą Jonathan opowiadał jego matce (wciąż celującej w niego nożem), odwrócił się do rodzicielki i uśmiechnął najszerzej, jak się tylko dało, by nie wyglądało to sztucznie, jakby znowu miał siedem lat i z dumą przekazywał tacie czterolistną koniczynę, którą znalazł podczas spaceru.
-Tak! Wujek bohatersko uratował go przed samobójczą śmiercią. No zobaczy, mamo, przecież to jest takie urocze stworzonko. O, i Rita go polubiła. I wszystko mamy już zorganizowane - zatoczył ramieniem koło w powietrzu, wskazując przestrzeń, jaką zajmowały wszystkie siatki z zakupionymi przez wuja Selwyna rzeczami dla psiaka. -I mamo, posłuchaj mnie - z bardzo dobrym pomysłem w głowie zerwał się na równe nogi, znowu strasząc (niechcący) biednego szczeniaczka. Tym razem Rita miała szansę, żeby go trochę uspokoić. -Możemy go nauczyć, żeby reagował na imię "Persephona". Wyobraź sobie, jakbyś go wzięła ze sobą na jakiś bankiet albo inne przyjęcie, gdzie byłaby babcia, i byś go zawołała, kiedy akurat ona by słyszała. Wyobraź sobie jej minę, jakby się zorientowała, że na jej imię reaguje pies.