06.07.2024, 01:42 ✶
Południowe stragany
Flynn uśmiechnął się do niego, biorąc wypowiedź Laurenta za przedłużenie swojego dowcipu. Tak naprawdę nie rozbawiło go to wcale, normalnie zareagowałby wymownym milczeniem, ale jemu akurat chciał sprawić przyjemność, nawet jeżeli uderzył tym żartem w człowieka, który bardzo lubił liczyć i znał się na świecie tak dogłębnie, że niewątpliwie zawstydziłby lubującego podróżach Laurenta. Gdyby tylko nie pisał jak kura pazurem, pewnie byłby o wiele lepszą księgową New Forest niż jego obecna pracownica. Już teraz wtykał nos w nie swoje sprawy (czyli dokumenty cyrku zalegające na biurku Alexandra). Jedyny problem był taki, że on by taką księgową za żadne skarby nie chciał być.
- Tak, jest jubilerką. - Ona. Viorica. Nie spodziewał się, że będzie tutaj takich straganów więcej. - Ładna, kręcone, ciemne włosy. - Pewnie byście się polubili. Oboje lubili świecidełka i flirtowanie z typami, od których Crowowi zbierało się na wymioty. Nie miał pojęcia, jak mogło wyglądać i nazywać się jej stoisko, więc idąc do przodu, rozglądał się wokół dosyć niepewnie. - Nie zamierzam porzucać Fantasmagorii, jeżeli o to ci chodzi. - Nie, nie lubił tego trybu życia. Kochał tańczyć, nie cierpiał występować na scenie. Lubił tworzyć, ale nie uzewnętrzniać się przed tłumem ludzi. W takich chwilach coraz mocniej rozumiał ludzi, którzy wychodzili z domu tylko po to, żeby zaszyć się w pubie w jakiejś piwnicy... Ale nigdy by tego Laurentowi nie powiedział. Bo Fantasmagoria to oczko w głowie Alexandra. Tak, kłócili się. Tak, wyrzucił go z wozu i od kilku dni spał u Fiery. Tak, dostał od niego pięścią w twarz i sam już nie mógł wytrzymać tego napięcia, odliczał dni do końca... Nie znaczyło to jednak, że przestał go kochać i zechce opowiedzieć Prewettowi o czymkolwiek co go głębiej dotyczyło. Gdyby przyznał się do występowania na scenie po to, żeby spełnić marzenie swojego ukochanego, pewnie w pierwszej chwili wywołałoby to krótkie awww, bo to było słodkie. Dopóki człowiek nie zauważył, że Flynna to zabijało. Zdarł sobie skórki wokół paznokci do krwi. Zwymiotował do kubła. Chwytał się czegokolwiek, jakiejkolwiek szalonej myśli, żeby tylko traktować tych ludzi jako bliskich, a nie kolejnych nieznajomych, których próbował ratować chuj wie czemu. Pokręcił głową i zmarszczył brwi. - Laurent... dlaczego w ogóle zakładałeś, że nie traktuję tego poważnie? Pokazałem ci nawet swoje szkice. - Bardzo sprawnie odgonił to od siebie, ignorując zadane pytanie, nawiązując jedynie do dalszej części wypowiedzi. - Nigdy nie chciałem za to pieniędzy. - To Bellowie byli biedni, nie on. I nawet gdyby coś dostał, rozdałby to. Nie mógłby dać im tych pieniędzy. Poza tym Alexander nigdy by ich nie przyjął, gdyby wiedział, od kogo Flynn je ma.
Nagle zatrzymał się, zadzierając głowę i z zaciekawieniem lustrując występ na scenie. Trochę słabo widział zza tłumu ludzi, w dodatku wszystko mu się zlewało... ale kurwa mać, to nie była ta cizia z jego przeszłości? Ona też była policjantką? Zmrużył oczy, próbując dostrzec cokolwiek, ale poddał się dosyć szybko i wrócił do poszukiwań Viorici. Mildred Moody, funkcjonariuszka Brygady Uderzeniowej... Dwa lata BUMu, później robisz kurs... Moody to była rodzina Aurorów... Jego myśli mimowolnie pognały w kierunku Caina i posmętniał nieco, bo nie widział go od dawna i denerwowało go to coraz mocniej.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.