06.07.2024, 02:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.11.2024, 19:33 przez Cedric Lupin.)
Nagłe przerzucenie rozmowy na preferowane ciasta prawdopodobnie nie było zbyt trafne, skoro mieli rozmawiać o jakichś ważnych sprawach, ale skoro Brenna nie widziała w tym problemu, sam nie planował sobie tego wyrzucać. Wręcz przeciwnie, z niemałym zadowoleniem odnotował w głowie, że przyjaciółka preferuje ciasto czekoladowe. W tej chwili nie mógł z tej wiedzy skorzystać, ale miał zamiar sprawić jej mały prezent przy pierwszej lepszej okazji.
— Hmmm, w sumie to rozumiem. Sam chyba też wolę ciasto czekoladowe, ale najbardziej lubię, jeśli są na nim świeże owoce i bita śmietana. Chociaż wtedy dam radę zjeść maksymalnie dwa kawałki — na samo wspomnienie tego znakomitego deseru na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. W sumie to może sprawi taki prezent nie tylko Brennie.
— Powinniśmy częściej się spotykać, wiesz? — dodał nagle, uświadamiając sobie, jak wiele czasu minęło od ich ostatniej rozmowy. — Nie mówię już nawet o tym, że mama ma ci za złe brak odwiedzin. Po prostu... brakowało mi cię — dokończył z lekko zamyślonym spojrzeniem. Normalny Cedric raczej nie obnosiłby się ze swoimi przemyśleniami i uczuciami aż tak, ale kobieta miała przed sobą wyjątkowo zmęczoną odsłonę Lupina. Głupio będzie mu pewnie dopiero nazajutrz.
Gdy w końcu zamknęli się w jego pokoju, czułości i sentymenty odeszły na bok. Zastąpiły je troska i zmartwienie. Nawet jemu ciężko było zachować uśmiech w sytuacji takiej jak ta. Następca Grindewalda? To porównanie było bardziej niż martwiące, zwłaszcza z ust członkini Brygady Uderzeniowej. — Ech. Ciekawi mnie, czy ludzkość nauczy się kiedyś na błędach poprzedników i skończymy z tą bezsensowną przemocą — westchnął tylko, kręcąc przy tym głową.
— Odmówić? Dobrze wiesz, że nie mogę. Nie mówię nawet o moich obowiązkach jako lekarza. JA nie mógłbym przejść obojętnie wobec takiej prośby. Co prawda nigdy nie ciągnęło mnie do tajnych organizacji... ale jeśli ktoś potrzebuje pomocy, nie mogę odmówić. Ktoś musi cię składać do kupy — rzucił po wyjątkowo krótkiej chwili ciszy. Był poddenerwowany i spięty, ale w takiej sytuacji był to dość normalne reakcje. Nie czuł się na siłach stawać przeciwko komuś, kto był nowym Grindewaldem, ale...
— Możesz liczyć na moją dyskrecję — dodał jeszcze, po czym skupił się na cieście i herbacie. W trakcie konsumpcji przeszli jeszcze przez kilka tematów, a po blisko godzinie Brenna w końcu ruszyła w droge powrotną.
— Hmmm, w sumie to rozumiem. Sam chyba też wolę ciasto czekoladowe, ale najbardziej lubię, jeśli są na nim świeże owoce i bita śmietana. Chociaż wtedy dam radę zjeść maksymalnie dwa kawałki — na samo wspomnienie tego znakomitego deseru na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. W sumie to może sprawi taki prezent nie tylko Brennie.
— Powinniśmy częściej się spotykać, wiesz? — dodał nagle, uświadamiając sobie, jak wiele czasu minęło od ich ostatniej rozmowy. — Nie mówię już nawet o tym, że mama ma ci za złe brak odwiedzin. Po prostu... brakowało mi cię — dokończył z lekko zamyślonym spojrzeniem. Normalny Cedric raczej nie obnosiłby się ze swoimi przemyśleniami i uczuciami aż tak, ale kobieta miała przed sobą wyjątkowo zmęczoną odsłonę Lupina. Głupio będzie mu pewnie dopiero nazajutrz.
Gdy w końcu zamknęli się w jego pokoju, czułości i sentymenty odeszły na bok. Zastąpiły je troska i zmartwienie. Nawet jemu ciężko było zachować uśmiech w sytuacji takiej jak ta. Następca Grindewalda? To porównanie było bardziej niż martwiące, zwłaszcza z ust członkini Brygady Uderzeniowej. — Ech. Ciekawi mnie, czy ludzkość nauczy się kiedyś na błędach poprzedników i skończymy z tą bezsensowną przemocą — westchnął tylko, kręcąc przy tym głową.
— Odmówić? Dobrze wiesz, że nie mogę. Nie mówię nawet o moich obowiązkach jako lekarza. JA nie mógłbym przejść obojętnie wobec takiej prośby. Co prawda nigdy nie ciągnęło mnie do tajnych organizacji... ale jeśli ktoś potrzebuje pomocy, nie mogę odmówić. Ktoś musi cię składać do kupy — rzucił po wyjątkowo krótkiej chwili ciszy. Był poddenerwowany i spięty, ale w takiej sytuacji był to dość normalne reakcje. Nie czuł się na siłach stawać przeciwko komuś, kto był nowym Grindewaldem, ale...
— Możesz liczyć na moją dyskrecję — dodał jeszcze, po czym skupił się na cieście i herbacie. W trakcie konsumpcji przeszli jeszcze przez kilka tematów, a po blisko godzinie Brenna w końcu ruszyła w droge powrotną.
Koniec sesji