Pokiwał głową, rozglądając się trochę w poszukiwaniu rzeczonego stoiska. Tylko na chwilę spojrzał, czy kotka śpi, albo przynajmniej siedzi dalej w tym koszyku, ale tak - miała się rewelacyjnie i ani myślała wystawiać nosa nad tę koszulkę. Ważne, że się przydała.
Czy powinien zacząć liczyć odpowiedzi, które zostały zbyte, na które odpowiedź nie pojawiała się wprost, albo które w ogóle zostały przemilczane? Ewentualnie te odpowiedzi, których pilnym zadaniem było ukierunkowanie skupienia na dalszym temacie, albo innym? Może powinien, ale on, w przeciwieństwie do swojego towarzysza, matematycznym specjalistą nie był. Gdyby miał wybitną księgową, która potrafiła robić sprawne machlojki w księgach na pieniądze i nie była przy tym zbyt pazerna, by znikały zbyt duże sumy, to Laurent by nawet tego nie zauważył. To nie była jego bajka - świat matematyki. Jedyne wyliczenia, jakie robił, to te ludzkich charakterów, a tam niekoniecznie pojawiały się cyfry.
- Plany, Flynn, plany. - Odetchnął. - To przedsięwzięcie wymagające przygotowań, planów, zatrudnienia osób, koordynacji. Czasu. - Te rysunki były piękne i inspirujące, ale czy w swojej obecnej pracy w ogóle miał czas na takie przedsięwzięcie jak zaangażowanie się w stawianie domu? Nie miał pojęcia. - Nie musiałeś chcieć. Nie zostawiłbym cię bez zapłaty za coś takiego. - Laurent czasami się zapominał, że niektórzy ludzie mogli chcieć się przykolegować i zbliżyć tylko dla pieniędzy, ale to chyba wynik obracania się w większości w wysokich kręgach, gdzie każdy te pieniądze miał. Pandora, jego siostra, była o wiele bardziej na to wyczulona. Z drugiej strony to nie ona lubiła latać po tych wszystkich bankietach i zabawiać śmietankę towarzystwa, kiedy była taka potrzeba. Ona wolała przebrać się w wygodne spodnie i latać po okolicznych drzewach, żeby... sam nie wiedział, żeby co. Ale może to przez nią miał na głowie pierwsze siwe włosy.
Przystanął na moment, kiedy i Flynn się zatrzymał. Podniósł wzrok na scenę, gdzie znajomy Morpheus występował z jakąś niewiastą. Widząc minę Flynna chyba niekoniecznie miał z tymi osobami najlepsze kontakty. Z drugiej strony - po nim nic nie wiadomo.
- Tutaj jest jedno stoisko z biżuterią. - Wskazał gestem stragan Viorici... której opis całkiem pasował do tego, co przedstawił Flynn. Spojrzał na niego kontrolnie, zanim się zbliżyli. - Dobry wieczór. - Przywitał się, wysilając na uśmiech, nim jego wzrok szybko zboczył na te cudne świecidełka i kryształy, które prawie wołały do niego: zabierz mnie stąd. I tak, Laurent miał na palcu pierścionek, który kobieta stworzyła.