Westchnął z rezygnacją. Zostawił jednak ten temat. Może wrócą do niego jutro, albo kolejnego dnia z rzędu. Ten dzień był męczący i może faktycznie lepiej, jakby Robert udał się odpocząć. Lecz Richard czuł się trochę niekomfortowo z tym, że mógł jakoś urazić brata. Sam był niekiedy o coś zazdrosny. Ale to mijało. Jemu też powinno przejść.
- Nie zapomnę.Odpowiedział z zapewnieniem, doceniając w tym przypadku troskę. Odprowadził brata aż ten zniknął mu na zakręcie i na schodach.
W salonie zrobił to, co zaplanował. Aż zebrał się i podszedł do okna, aby spojrzeć na pogodę. Nie padało. O tyle dobrze. Skierował się do korytarza, gdzie ubrał buty i płaszcz. Wyszedł, niby z początku planując przejść się ulicami Londynu, to jednak ostatecznie, udał do Hogsmeade. Zakładał spacer na jakąś godzinę lub mniej, lecz mogło nie być go dłużej.
Richard nie przespał pozostałej nocy. Może z dwie godziny. Nawet nie sprawdzał. Wiedział już, że nie zaśnie, zatem pozbierał się z łóżka i ogarnął na tyle, aby z rana jakoś funkcjonować. Umył się, ale nie ogolił. Ubrał na siebie tradycyjnie koszulę i granatowy z kratkę sweter i ciemne spodnie. Rozruszał trochę kości, rozmasowując sobie lewe ramię. Ta noc nie tyle co była trudna w zaśnięciu ale i bardzo wysiłkowa, jeżeli nie powiedzieć, że wdał się w jakąś walkę. O tyle dobrze, że wrócił do domu cały.
Zszedł na dół, chowając ręce do kieszeni spodni, zjawił się w jadalni. Nie zdziwił go widok brata siedzącego już przy śniadaniu, na swoim szczytnym miejscu przy stole. Można było domyślić się, że chciał zjeść sam w spokoju.
Richard nie wyglądał na wyspanego a zmęczonego. Jakby noc miał ciężką.
Odpowiedział, informując tym samym, że na razie nie miał ochoty na jedzenie. Obszedł stół za siedzącym Robertem, aby zając swoje miejsce obok niego. Odsunął krzesło i usiadł tak, jakby wrócił z ciężkiego treningu.
- Piszą coś ciekawego?
Zagadał. Rejestrując, że czytał proroka. Być może zastanawiało go, czy opisywaliby coś, co miało miejsce w nocy. Czy raczej sprawa zostałaby zatuszowana? Wątpliwe, aby huk w jednej posiadłości, nie był słyszalny w tamtejszej okolicy.