06.07.2024, 15:15 ✶
Brenna przypatrywała się Basiliusowi z pewnym niedowierzaniem. Nie dlatego, że mu nie wierzyła, a że ciężko jej było sobie wyobrazić dżganie tych korzeni i próbę palenia przy nich papierosów po tym jak zareagowały na ogień. Isaac Bagshot najwyraźniej niewiele się zmienił od czasów szkoły i Brenna pomyślała mimowolnie, że może to dlatego tak mocno zdziwiło go, że inni, podobnie jak relacje między nimi, ulegli zmianom. Nawet jeśli niektóre z nich ciężko było dostrzec na pierwszy rzut oka.
- Bardzo się cieszę, że korzenie was nie zamordowały, mimo prób odpalania papierosów. I słyszałam coś o walce z tymi korzeniami, więc chyba jednak pomogliście - powiedziała. - Przecież siedzę, tak? To się liczy jako odpoczynek.
Gdyby była trochę bardziej przekorna, możne wstałabym i zaczęła kręcić się po okolicy tylko po to, by pokazać, że wcale nie musi odpoczywać. Ale choć Brenna bywała uparta i narwana, to przynajmniej starała się nie zachowywać bezsensownie.
- Zginął - przytaknęła. Sama myśl o końcu Robertsa była przerażajaca: okropna, bezsensowna śmierć. - Był mężem kobiety, która się tutaj utopiła. Teraz myślę, że do wody ściągnęły ją trytony... opętane tą calą czernią. Niezbyt to rozumiem - przyznała. Fiolet, który chroni. Czerń, która niszczy. Czaszka i moc czarnoksiężnika zmieniające zaklęcie.
Biorąc pod uwagę, że od początku było powiązane z nekromancją pewnie nic dziwnego, że udało się je tak odmienić. Zaklęcie utkane z życia Triony, z bezlitosność biskupa i z miłości ich obojga do tej ziemi.
- Musimy sprawdzić zaginięcia, bo teraz jestem już pewna, że umarł tu ktoś jeszcze. Nie dalej niż dwa dni temu.
Ciało które znalazła nie było żadną halucynacją i nie należało do Owena, a więc jeszcze jakaś rodzina czekała aż ich krewny powróci z wyjazdu. Nigdy nie dowiedzą się, co naprawdę go spotkało.
- To naprawdę nic specjalnego - powiedziała, ale posłusznie pokazała mu dłonie. Nie kłamała nawet, były obtarte po upadku, i wciąż nosiły drobne pozostałości starszego oparzenia, ale były to tylko skaleczenia i przemyła je już wodą, pozbywając się ziemi. - Bagshot mówił coś więcej? Musiał odkryć to zaklęcie, przynajmniej tak wnioskuję po tym co mówiła Peppa o bibliotece. I że chciał włamywać się do krypty.
- Bardzo się cieszę, że korzenie was nie zamordowały, mimo prób odpalania papierosów. I słyszałam coś o walce z tymi korzeniami, więc chyba jednak pomogliście - powiedziała. - Przecież siedzę, tak? To się liczy jako odpoczynek.
Gdyby była trochę bardziej przekorna, możne wstałabym i zaczęła kręcić się po okolicy tylko po to, by pokazać, że wcale nie musi odpoczywać. Ale choć Brenna bywała uparta i narwana, to przynajmniej starała się nie zachowywać bezsensownie.
- Zginął - przytaknęła. Sama myśl o końcu Robertsa była przerażajaca: okropna, bezsensowna śmierć. - Był mężem kobiety, która się tutaj utopiła. Teraz myślę, że do wody ściągnęły ją trytony... opętane tą calą czernią. Niezbyt to rozumiem - przyznała. Fiolet, który chroni. Czerń, która niszczy. Czaszka i moc czarnoksiężnika zmieniające zaklęcie.
Biorąc pod uwagę, że od początku było powiązane z nekromancją pewnie nic dziwnego, że udało się je tak odmienić. Zaklęcie utkane z życia Triony, z bezlitosność biskupa i z miłości ich obojga do tej ziemi.
- Musimy sprawdzić zaginięcia, bo teraz jestem już pewna, że umarł tu ktoś jeszcze. Nie dalej niż dwa dni temu.
Ciało które znalazła nie było żadną halucynacją i nie należało do Owena, a więc jeszcze jakaś rodzina czekała aż ich krewny powróci z wyjazdu. Nigdy nie dowiedzą się, co naprawdę go spotkało.
- To naprawdę nic specjalnego - powiedziała, ale posłusznie pokazała mu dłonie. Nie kłamała nawet, były obtarte po upadku, i wciąż nosiły drobne pozostałości starszego oparzenia, ale były to tylko skaleczenia i przemyła je już wodą, pozbywając się ziemi. - Bagshot mówił coś więcej? Musiał odkryć to zaklęcie, przynajmniej tak wnioskuję po tym co mówiła Peppa o bibliotece. I że chciał włamywać się do krypty.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.