08.01.2023, 21:27 ✶
Tutaj chodziło o zabawę. O dreszczyk emocji. O chwilowe zapomnienie. A może przede wszystkim o przełamanie lodów. O wyczucie terenu. O zaprzestanie tego ciągłego stresu, który nie przynosił nic dobrego. Ileż można tak na siebie warczeć? Victoria wiedziała, że długo. Ale nie chciała powtórki, nie po tym, co już raz przeżyła, gdzie ciągle była grzeczną córeczką nie narzekającą na charakter wybranego jej przez rodziców partnera. Więc było bardzo dalekie od nudy.
- Bo tak jest wygodniej i łatwiej – i dlatego, że tego ich uczą od najmłodszych lat. Tak ich szkolą, tresują. Dzieci były podatnym gruntem. Jeśli później wykazywali się brakiem samodzielnego myślenia (a tak było najłatwiej przepłynąć przez życie), to karuzela kręciła się dalej. Poza tym… mając już pewien statut tak trudno było z niego zrezygnować. A czarodzieje czystej krwi mieli status. Mieli też bogactwo. - To są wieki doprowadzania spierdolenia do perfekcji, trudno się tego wyzbyć – i trudno się z tego wyrwać. Victoria? Póki co grzecznie wykonywała polecenia rodziców, bo nie wiedziała jak mogłaby inaczej, matka ją tak wytresowała. I jednocześnie odznaczała się myśleniem. Zaś po otrzeźwieniu, po kuble zimnej wody na twarz kilka dni temu… Bardzo nieśmiało zastanawiała się co z tym fantem zrobić. Stąd ta mała zemsta, stąd chęć, by nic rodzicom nie mówić i czekać, przetestować co zrobią. To był też dla niej czas, by obmyślić jakiś plan działania. By nie obudzić się któregoś dnia z ręką w nocniku.
Uśmieszek na jej twarzy nieco się powiększył.
- Póki nie wybierzesz, to się nie przekonasz – czy to była taka podpucha? Sauriel mógł sobie coś takiego wyczuwać, nie znając jej właściwie w ogóle. Prawda była jednak taka, że Victoria po prostu się z nim teraz bawiła. A bawiąc – uczyła. Nie zamierzała w tym wypadku robić niczego na przekór. Może Sauriel po dokonaniu wyboru spiąłby się, czekał na uderzenie i największym zdziwieniem byłoby, że nic zupełnie się nie stało?
Kotwice mogły służyć do rożnych rzeczy. Do tego, by pójść na dno, do tego, by się zatrzymać i nie odpłynąć, a czasami do tego, by gwałtownie zmienić kurs rejsu.
- Piękna wróżba, jasnowidzu – czy to było rozważne? Snuć plany na to, co będą robić za dziesięć lat, kiedy dzisiaj był prawdziwie pierwszy dzień, w którym przeprowadzili od początku do końca cywilizowaną rozmowę nie zakrapianą złością czy nienawiścią. Obserwowanie szerokiego uśmiechu wampira, który pokazywał swoje kły było w pewnym sensie równie surrealistyczne. Na momencik poczuła się przy tym nieswojo, ale tylko na momencik. Musisz do tego przywyknąć. Jak i do wielu innych rzeczy. Przepracować je, przemyśleć, przyzwyczaić się.
Wróciła w końcu do swojego obiadu, o którym ciągle zapominała i to pomimo tego, że była taka głodna, kiedy się tutaj zjawili. Dopiła też wino i nawet poprosiła o drugą lampkę – przecież się od tego nie wstawi. W końcu stwierdziła jednak, że jej to już wystarczy – i jeśli tylko Sauriel nie zmienił zdania… to mogli zacząć drugą część tego dziwacznego wieczoru. Tego, w którym wyjdą z restauracji jak gdyby nigdy nic, tego w którym on poda jej ramię, a ona je złapie, sprawiając wszystkie pozory. Tego, w którym wyjdą, przespacerują się kawałek do miejsca, w którym można się bezpiecznie teleportować i ona poprosi go, by dał jej pięć minut. Pięć minut, w ciągu których zamierzała teleportować się prosto do własnego pokoju, przebrać w coś zdecydowanie wygodniejszego, i wrócić, nie alarmując przy tym swoich rodziców.
- Bo tak jest wygodniej i łatwiej – i dlatego, że tego ich uczą od najmłodszych lat. Tak ich szkolą, tresują. Dzieci były podatnym gruntem. Jeśli później wykazywali się brakiem samodzielnego myślenia (a tak było najłatwiej przepłynąć przez życie), to karuzela kręciła się dalej. Poza tym… mając już pewien statut tak trudno było z niego zrezygnować. A czarodzieje czystej krwi mieli status. Mieli też bogactwo. - To są wieki doprowadzania spierdolenia do perfekcji, trudno się tego wyzbyć – i trudno się z tego wyrwać. Victoria? Póki co grzecznie wykonywała polecenia rodziców, bo nie wiedziała jak mogłaby inaczej, matka ją tak wytresowała. I jednocześnie odznaczała się myśleniem. Zaś po otrzeźwieniu, po kuble zimnej wody na twarz kilka dni temu… Bardzo nieśmiało zastanawiała się co z tym fantem zrobić. Stąd ta mała zemsta, stąd chęć, by nic rodzicom nie mówić i czekać, przetestować co zrobią. To był też dla niej czas, by obmyślić jakiś plan działania. By nie obudzić się któregoś dnia z ręką w nocniku.
Uśmieszek na jej twarzy nieco się powiększył.
- Póki nie wybierzesz, to się nie przekonasz – czy to była taka podpucha? Sauriel mógł sobie coś takiego wyczuwać, nie znając jej właściwie w ogóle. Prawda była jednak taka, że Victoria po prostu się z nim teraz bawiła. A bawiąc – uczyła. Nie zamierzała w tym wypadku robić niczego na przekór. Może Sauriel po dokonaniu wyboru spiąłby się, czekał na uderzenie i największym zdziwieniem byłoby, że nic zupełnie się nie stało?
Kotwice mogły służyć do rożnych rzeczy. Do tego, by pójść na dno, do tego, by się zatrzymać i nie odpłynąć, a czasami do tego, by gwałtownie zmienić kurs rejsu.
- Piękna wróżba, jasnowidzu – czy to było rozważne? Snuć plany na to, co będą robić za dziesięć lat, kiedy dzisiaj był prawdziwie pierwszy dzień, w którym przeprowadzili od początku do końca cywilizowaną rozmowę nie zakrapianą złością czy nienawiścią. Obserwowanie szerokiego uśmiechu wampira, który pokazywał swoje kły było w pewnym sensie równie surrealistyczne. Na momencik poczuła się przy tym nieswojo, ale tylko na momencik. Musisz do tego przywyknąć. Jak i do wielu innych rzeczy. Przepracować je, przemyśleć, przyzwyczaić się.
Wróciła w końcu do swojego obiadu, o którym ciągle zapominała i to pomimo tego, że była taka głodna, kiedy się tutaj zjawili. Dopiła też wino i nawet poprosiła o drugą lampkę – przecież się od tego nie wstawi. W końcu stwierdziła jednak, że jej to już wystarczy – i jeśli tylko Sauriel nie zmienił zdania… to mogli zacząć drugą część tego dziwacznego wieczoru. Tego, w którym wyjdą z restauracji jak gdyby nigdy nic, tego w którym on poda jej ramię, a ona je złapie, sprawiając wszystkie pozory. Tego, w którym wyjdą, przespacerują się kawałek do miejsca, w którym można się bezpiecznie teleportować i ona poprosi go, by dał jej pięć minut. Pięć minut, w ciągu których zamierzała teleportować się prosto do własnego pokoju, przebrać w coś zdecydowanie wygodniejszego, i wrócić, nie alarmując przy tym swoich rodziców.
Koniec sesji