06.07.2024, 23:27 ✶
Chwilę wpatrywałem się w przestrzeń przede mną, jakbym widział coś więcej niż tylko przycięte drzewa i krzewy. Oniemiały. Właściwie to zamarłem na dobrą chwilę, niezdrowo podniecony tym, co miałem okazję widzieć. Faktycznie tak było. Widziałem coś, coś więcej niż to, co było przed nami. Właściwie to nie widziałem, tylko, tak na dobrą sprawę, to czułem całym sobą. Miałem je wszystkie na wyciągnięcie magii. Intensywne bicia serca i to nie tylko te serce bijące w piersi Ojca, ale również służby w znaczniejszym oddaleniu, bo przebywała w domu, zapewne również innych domowników.
Po fascynacji zalało mnie przerażenie. MOC. Moc, której pragnąłem, była na wyciągnięcie ręki, ale bałem się jej. Obawiałem się, co mogłem z nią zrobić. Była taka... żywa, kompletnie inna niż moje obiekty badań. Kusiła... robić więcej. Kusiła wyciągać dłonie po serca jak po te Marianne. Czy gdybym... Czy gdybym teraz wyciągnął dłoń po serce swojego Ojca... Czy on by w jakikolwiek sposób temu przeciwdziałał? Czy by się zorientował? Czy by się spodziewał?
Odetchnąłem głęboko. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że wstrzymuję oddech. Odwróciłem spojrzenie w kierunku Ojca. Mówił do mnie. Pochwalił moją decyzję, ale... to było coś dumnego, ale to uczucie, które mnie zalewało jeszcze chwilę temu... Ech. Nie mogłem dać się temu omotać.
Obniżyłem wzrok do moich dłoni, po czym pokiwałem głową. Delikatnie, uważnie zaraz ruszyłem w kierunku domu. Tak wiele się wydarzyło, tak wiele, a On nawet niczego nie poczuł. Sam zamierzał zająć się problemem, bo ja nie byłem w stanie. Tak, nie byłem w stanie. Jedynie ponownie podniosłem tarcze, żeby chronić nas przed odłamkami. W ten oto sposób w końcu dotarliśmy w bezpieczne mury domu.
Po fascynacji zalało mnie przerażenie. MOC. Moc, której pragnąłem, była na wyciągnięcie ręki, ale bałem się jej. Obawiałem się, co mogłem z nią zrobić. Była taka... żywa, kompletnie inna niż moje obiekty badań. Kusiła... robić więcej. Kusiła wyciągać dłonie po serca jak po te Marianne. Czy gdybym... Czy gdybym teraz wyciągnął dłoń po serce swojego Ojca... Czy on by w jakikolwiek sposób temu przeciwdziałał? Czy by się zorientował? Czy by się spodziewał?
Odetchnąłem głęboko. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że wstrzymuję oddech. Odwróciłem spojrzenie w kierunku Ojca. Mówił do mnie. Pochwalił moją decyzję, ale... to było coś dumnego, ale to uczucie, które mnie zalewało jeszcze chwilę temu... Ech. Nie mogłem dać się temu omotać.
Obniżyłem wzrok do moich dłoni, po czym pokiwałem głową. Delikatnie, uważnie zaraz ruszyłem w kierunku domu. Tak wiele się wydarzyło, tak wiele, a On nawet niczego nie poczuł. Sam zamierzał zająć się problemem, bo ja nie byłem w stanie. Tak, nie byłem w stanie. Jedynie ponownie podniosłem tarcze, żeby chronić nas przed odłamkami. W ten oto sposób w końcu dotarliśmy w bezpieczne mury domu.
Koniec sesji