Na całe szczęście obyło się bez niespodzianek, problemów i zakłóceń. Nicholas dobrze też przeczuwał, aby zabezpieczyć swoje ciało dodatkowo dymem kadzidlanym jak i świecami. Gdyż wracając tutaj, napotkał duszę zmarłej młodej lokatorki. O tyle szczęście, że nie myślała o tym, aby przejąć jego ciało. Jeszcze tego by im brakowało.
Gdyby podczas jego letargu, Sauriel postanowił się zabawić i wyrysować mu coś idiotycznego na czole, musiał by liczyć się z tym, że Traves w swojej złości może zechcieć trenować na nim avadę, albo schwytać go i dać na pożarcie swojej wilkołaczej rodzinie, lub wystawić na słońce.
Nic takiego nie miało miejsca i życie Czarnego Kota była bezpieczne. Nicholas podnosząc się, wstępnie zignorował jego powitanie, od razu przechodząc do sprawy z pytaniem o mieszkanie Greybacka. Gdy usłyszał, że ów miejsce w jakim był, było zamieszkane, umeblowane, stanowiło teraz ciekawą zagadkę.
- Żadnych mebli i rozwalonych drzwi nie było.Zakomunikował zgodnie z tym, co przed chwilą widział. Przeciągnął się i wstał na równe nogi. Wyszedł z prowizorycznego kręgu jaki zrobił i wyjął różdżkę. Machnął, aby zgasić świece, wystudzić wosk i schować wszystko do swojej torby, jak i kartonu, który zostawił dla niego Mulciber. Przy okazji wyjął opakowanie kocimiętki i rzucił w kierunku Sauriela.
- Zgodnie z umową. Zakładam, że było spokojnie i nic się nie wydarzyło?
Dopytał dla pewności. Jakby dla swojego spokoju, czy nic się nie działo podczas przeprowadzanej przez niego Eksterioryzacji w tym miejscu.