07.07.2024, 00:09 ✶
Południowe stragany, Château des Dragons
Na szczęście predator i jego zimna towarzyszka odeszli od stanowiska, a Tahira znów mogła rozluźniona rozlać się na ladzie i powrócić do słodziaczka, który próbował być mądrzejszy niż w rzeczywistości był. W sumie lubiła takich, jak on, zwłaszcza na kolacji. Tylko pytanie czy z nią by jadł, czy on byłby jedzony? Oblizała się na samą myśl, ale szybko wzięła i napiła się wina, żeby zwalić na trunek, że zaschło jej w ustach tak tak, na pewno nie chodziło o jego wychudłą, nieco mysią twarz. Jak długo musiałabym go połykać? Jak długo bym spała potem trawiąc kawałek po kawałku jego ciało i kości? – syk w głowie kusił. Syk w głowie zachęcał do kolejnych kroków. Na szczęście syk w głowie nie był nią.
– Odpowiedź na tę zagadkę jest prostsza niż Ci się wydaje. To zdjęcie nie było zrobione tutaj, tylko w australii w tamtejszym rezerwacie. Pan Shafiq jako miłośnik smoków co roku wynajduje podupadające legalne hodowle i 10% z dochodu danego rocznika przekazuje właśnie po to, by te enklawy nie upadały. – Oczywistym było, że dzięki temu cieszył się w tych miejscach specjalnymi względami. W tych i kolejnych, które chciałyby zaskarbić sobie jego przychylność. Wiedziała o tym, bo korespondencja w tematyce smoczej należała do jej obowiązków już od kilku lat.
– Pan Shafiq nie sprowadza rzeczy do kraju mój drogi – zmrużyła ciemne oczy, uśmiechając się z miną nieco rozleniwioną. Teoretycznie miała do przekazania dość nudne informacje o tym jaki był zakres działania OMSHM-u, niewielkiego wydziału Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, z drugiej zaś jej wewnętrzna bestia przeciągała się leniwie w głodzie, teraz gdy nie było konkurencji, gdy mogła swobodnie fantazjować o przyjemnym wieczorze. –... on decyduje co może być legalne. Organ Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego – to jego działka, żeby patrzeć co jest potrzebne, a co już nie tu na wyspach. Nie interesujesz się polityką prawda? Nie martw się, nie musisz. Tylko pamiętaj, że ona interesuje się Tobą. – Niemal wysunęła język, chcąc złapać jego zapach. Czarne turmaliny zapomniane powędrowały do kieszeni, już unosiła głowę, a złota łuska zalśniła na skroni (z pewnością przyklejona ozdoba), gdy słońce padło na nią pod innym kontem.
A potem wyczuła jego dzisiejszy zapach i momentalnie spokorniała. Anthony przeszedł obok, nie zwracając na nią uwagi, w towarzystwie tego dużego, który czasem narzekał na to, że Tahira podobnie jak jej szef, za rzadko pojawia się w biurze. Wyprostowała się i dała Leonowi jego butelki.
– Także spokojnie obywatelu. Wszystko tu jest legalne i transparentne, a pan właśnie pomógł jakiemuś opalookiemu przeżyć kolejny miesiąc w dobrych warunkach. Brawo! – Odchyliła głowę i odsunęła się nieco od lady, w poszukiwaniu swojej ścierki. Musiała czymś zająć ręce, by nie myśleć o śnie, jaki czekałby na nią z pełnym żołądkiem.
– Odpowiedź na tę zagadkę jest prostsza niż Ci się wydaje. To zdjęcie nie było zrobione tutaj, tylko w australii w tamtejszym rezerwacie. Pan Shafiq jako miłośnik smoków co roku wynajduje podupadające legalne hodowle i 10% z dochodu danego rocznika przekazuje właśnie po to, by te enklawy nie upadały. – Oczywistym było, że dzięki temu cieszył się w tych miejscach specjalnymi względami. W tych i kolejnych, które chciałyby zaskarbić sobie jego przychylność. Wiedziała o tym, bo korespondencja w tematyce smoczej należała do jej obowiązków już od kilku lat.
– Pan Shafiq nie sprowadza rzeczy do kraju mój drogi – zmrużyła ciemne oczy, uśmiechając się z miną nieco rozleniwioną. Teoretycznie miała do przekazania dość nudne informacje o tym jaki był zakres działania OMSHM-u, niewielkiego wydziału Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, z drugiej zaś jej wewnętrzna bestia przeciągała się leniwie w głodzie, teraz gdy nie było konkurencji, gdy mogła swobodnie fantazjować o przyjemnym wieczorze. –... on decyduje co może być legalne. Organ Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego – to jego działka, żeby patrzeć co jest potrzebne, a co już nie tu na wyspach. Nie interesujesz się polityką prawda? Nie martw się, nie musisz. Tylko pamiętaj, że ona interesuje się Tobą. – Niemal wysunęła język, chcąc złapać jego zapach. Czarne turmaliny zapomniane powędrowały do kieszeni, już unosiła głowę, a złota łuska zalśniła na skroni (z pewnością przyklejona ozdoba), gdy słońce padło na nią pod innym kontem.
A potem wyczuła jego dzisiejszy zapach i momentalnie spokorniała. Anthony przeszedł obok, nie zwracając na nią uwagi, w towarzystwie tego dużego, który czasem narzekał na to, że Tahira podobnie jak jej szef, za rzadko pojawia się w biurze. Wyprostowała się i dała Leonowi jego butelki.
– Także spokojnie obywatelu. Wszystko tu jest legalne i transparentne, a pan właśnie pomógł jakiemuś opalookiemu przeżyć kolejny miesiąc w dobrych warunkach. Brawo! – Odchyliła głowę i odsunęła się nieco od lady, w poszukiwaniu swojej ścierki. Musiała czymś zająć ręce, by nie myśleć o śnie, jaki czekałby na nią z pełnym żołądkiem.
Opis Tahiry
Postać prowadzi: Millie Moody
Postać prowadzi: Millie Moody