• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 17 Dalej »
[listopad 1970] Our doomsday is calling | Lorien & Woody

[listopad 1970] Our doomsday is calling | Lorien & Woody
pocket size elderich horror
I don't sleep.
I just dream.
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#1
07.07.2024, 08:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.06.2026, 10:10 przez Morrigan.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Lorien Mulciber - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Rozliczono - Woody Tarpaulin - osiągnięcie Piszę, więc jestem

25.11.1970 | Rejwach
Nie było nic dziwnego w tym, że przeróżne ptaszyska szukały bezpiecznego schronienia w dziurawych stropach barów Nokturnu lub wpadały zagubione przez szpary miotając się w panice. Wyjątkowo niemądre stworzonka, jakby kto pytał, zważywszy na fakt ile czarodziejskich przepisów na potrawki rozpoczynało się słowami "wypatrosz świeżo zabitego gołąbka…"

Jeśli tego listopadowego wieczoru trafił się w Rejwachu jakikolwiek pijaczyna-ornitolog, mógł zaobserwować ciekawe zjawisko. Otóż przez komin do pubu wleciał drobny czarny ptak. Wilgowron – stwierdziłyby co bardziej obeznane głowy, wskazując na mieniące się odcieniami błękitu i kobaltu skrzydła. Ptak początkowo przysiadł na oparciu jeden z kanap. Podskoczył parokrotnie, wydając z siebie wręcz płaczliwy dźwięk. Kiedy jednak to nie ściągnęło na niego wystarczającej uwagi zajętego za barem Tarapaulin’a, ptak ewidentnie zmienił taktykę. Przeleciał nad ladą, wręcz zahaczając skrzydłem o szanownego pana gospodarza i zajął strategiczne miejsce na wystawce z alkoholami.
Paskuda doskonale wiedziała co robi, popychając główką zdawałoby się ciężką butelkę jakiegoś whisky.
Bardziej złośliwy kot niż głupi ptak.
Szkło trzasnęło o podłogę, wilgowron potrząsnął skrzydłami, odczekał moment i jak gdyby nigdy nic poleciał na zaplecze. Ach, te ptaki, prawda? Niemądre i impulsywne.

- * -

- Ugh.- Lorien chodziła nerwowo po zapleczu, otrzepując się z popiołu, którym była umorusana od czubka głowy po rąbek długiej (niegdyś zapewne ciemnozielonej, aktualnie szarawej) szaty. Próbowała przy okazji ogarnąć dość rozczochrane włosy, chociaż na brudne policzki i sadzę na nosie zdawała się nie zwracać uwagi. W myśl zasady – „od odrobiny popiołu nikt jeszcze nie umarł”. Wyglądała na zmęczoną, niewyspaną, może nawet poddenerwowaną. Ale czy można było jej się dziwić? Londyn huczał od plotek, Ministerstwo zostało postawione w stan gotowości, a Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów odchodził od zmysłów przyjmując kolejne bardziej i mniej potwierdzalne zgłoszenia. Tonęła w papierologii, a przy tym…. Zdawało się, że mieli związane ręce.
Kurwa, byli Ministerstwem Magii, a jakiś pierwszy lepszy domorosły Lord miał robić co mu się żywnie podobało? Poglądy poglądami, to czy mówił z sensem nie miało znaczenia – kpił z nich jakby byli cyrkiem Bell’ów, a nie instytucją która od wieków trzymała porządek. A tymczasem można było odnieść wrażenie, że Jenkins grubi się w swoich własnych obowiązkach i boi się rozpocząć tego co nieuniknione. Wojna czarodziejów wisiała w powietrzu.
Przypadek Grindelwalda naprawdę niczego ich nie nauczył.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lorien Mulciber (2723), Woody Tarpaulin (2076)




Wiadomości w tym wątku
[listopad 1970] Our doomsday is calling | Lorien & Woody - przez Lorien Mulciber - 07.07.2024, 08:52
RE: [listopad 1970] Our doomsday is calling | Lorien & Woody - przez Woody Tarpaulin - 19.07.2024, 13:23
RE: [listopad 1970] Our doomsday is calling | Lorien & Woody - przez Lorien Mulciber - 21.07.2024, 09:37
RE: [listopad 1970] Our doomsday is calling | Lorien & Woody - przez Woody Tarpaulin - 29.07.2024, 19:05
RE: [listopad 1970] Our doomsday is calling | Lorien & Woody - przez Lorien Mulciber - 21.08.2024, 10:54
RE: [listopad 1970] Our doomsday is calling | Lorien & Woody - przez Woody Tarpaulin - 07.09.2024, 21:46
RE: [listopad 1970] Our doomsday is calling | Lorien & Woody - przez Lorien Mulciber - 29.09.2024, 15:33
RE: [listopad 1970] Our doomsday is calling | Lorien & Woody - przez Woody Tarpaulin - 12.10.2024, 13:04
RE: [listopad 1970] Our doomsday is calling | Lorien & Woody - przez Lorien Mulciber - 22.03.2025, 15:44

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa