07.07.2024, 10:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.07.2024, 11:02 przez Bard Beedle.)
Za jakiś czas, gdy zapyta o to Dorę, Erik miał przekonać się, że nie zabrał żadnego składnika do eliksirów, a słoik zawierający szczątki – być może jeden z elementów wykorzystanych do rytuału, mającego na celu animowanie zwłok z ogródka. W tej chwili ten złowieszczy pakunek spoczywał bezpiecznie w jego kieszeni.
Estella Julius i Galahad Bulstrode – a może ktoś jeszcze – spoczywali pod ziemią od kilkudziesięciu lat. Znaleziony wisiorek nie był obiektem klątwy, a swego rodzaju trofeum po usunięciu ostatniej córki znienawidzonej rodziny, a ich zwłoki podniesiono teraz zapewne z jednego powodu: Lydia zorientowała się, że w Księżycowym Stawie jest wielu lokatorów i węszą wokół niej. Wokół tajemnicy zagłady rodu Juliusów. Kręciła się w pobliżu, była pod domem, gdzie jej ślady znaleźli Millie i Thomas, może zobaczyła, jak idą do wioski, a może i dzika lokatorka po swojej ucieczce udała się właśnie do niej…
Miotła Wood przyleciała posłusznie na wezwanie, a Heather mogła błyskawicznie pomknąć w stronę posiadłości, wzdłuż śladów, które zaobserwowali wcześniej. O ile wcześniej ten, kto pokonał tę drogę, miał nad nimi zaledwie parę minut przewagi, teraz zyskał więcej czasu: o tym, że ktoś dotarł do Księżycowego Stawu jakiś czas przed nią Wood mogła przekonać się jeszcze zanim doleciała do otwartej bramy w murze, otaczającym posiadłość. Nad tym unosił się widoczny z daleka dym.
Może był to przypadek, przewrócono jakąś lampę, może Lydia przebiegła tędy (zanim – o czym nie wiedzieli ruszyła nad wodę w lesie, wznieść ciało ukryte tam) i rzuciła jakieś czary, a może rozkaz, jaki otrzymali nieumarli brzmiał: niszczyć. Zabijać.
Żywopłoty, które kiedyś tworzyły labirynt, dumę Juliusów, a później wyrosły ponad miarę, pochłaniając rozstawione tam rzeźby, fontanny i ławki, płonęły. Rośliny szybko stawały się łupem ognia, zwłaszcza latem. Ogień zajął już połowę obszaru zielonego labiryntu, bez magii zapewne nie byłby możliwy do opanowania, i jeszcze dwie, trzy minuty, a dotarłby i do posiadłości, rozszedł na resztę ogrodu…
Jeszcze chwila i zastaliby tutaj po prostu płonącą ruinę.
Lydia, przekonana, że jej uczynki mogą wyjść na jaw, postanowiła ostatecznie zniszczyć Księżycowy Staw i zabić tych, którzy jak sądziła, mogli odkryć jej sekret.
W tej turze do posiadłości dociera jedynie Heather, reszta piechotą zostaje z tyłu.
Thomas i Dora mogą, ale nie muszą odpisywać – wystarczy mi deklaracja, czy idą za Erikiem, czy jeszcze zostają w domu. Jeśli odpisujecie, tura do 11.07, godzina 20.00. Jeśli nie, wrzucę kolejny odpis po poście od Heather.
Estella Julius i Galahad Bulstrode – a może ktoś jeszcze – spoczywali pod ziemią od kilkudziesięciu lat. Znaleziony wisiorek nie był obiektem klątwy, a swego rodzaju trofeum po usunięciu ostatniej córki znienawidzonej rodziny, a ich zwłoki podniesiono teraz zapewne z jednego powodu: Lydia zorientowała się, że w Księżycowym Stawie jest wielu lokatorów i węszą wokół niej. Wokół tajemnicy zagłady rodu Juliusów. Kręciła się w pobliżu, była pod domem, gdzie jej ślady znaleźli Millie i Thomas, może zobaczyła, jak idą do wioski, a może i dzika lokatorka po swojej ucieczce udała się właśnie do niej…
Miotła Wood przyleciała posłusznie na wezwanie, a Heather mogła błyskawicznie pomknąć w stronę posiadłości, wzdłuż śladów, które zaobserwowali wcześniej. O ile wcześniej ten, kto pokonał tę drogę, miał nad nimi zaledwie parę minut przewagi, teraz zyskał więcej czasu: o tym, że ktoś dotarł do Księżycowego Stawu jakiś czas przed nią Wood mogła przekonać się jeszcze zanim doleciała do otwartej bramy w murze, otaczającym posiadłość. Nad tym unosił się widoczny z daleka dym.
Może był to przypadek, przewrócono jakąś lampę, może Lydia przebiegła tędy (zanim – o czym nie wiedzieli ruszyła nad wodę w lesie, wznieść ciało ukryte tam) i rzuciła jakieś czary, a może rozkaz, jaki otrzymali nieumarli brzmiał: niszczyć. Zabijać.
Żywopłoty, które kiedyś tworzyły labirynt, dumę Juliusów, a później wyrosły ponad miarę, pochłaniając rozstawione tam rzeźby, fontanny i ławki, płonęły. Rośliny szybko stawały się łupem ognia, zwłaszcza latem. Ogień zajął już połowę obszaru zielonego labiryntu, bez magii zapewne nie byłby możliwy do opanowania, i jeszcze dwie, trzy minuty, a dotarłby i do posiadłości, rozszedł na resztę ogrodu…
Jeszcze chwila i zastaliby tutaj po prostu płonącą ruinę.
Lydia, przekonana, że jej uczynki mogą wyjść na jaw, postanowiła ostatecznie zniszczyć Księżycowy Staw i zabić tych, którzy jak sądziła, mogli odkryć jej sekret.
W tej turze do posiadłości dociera jedynie Heather, reszta piechotą zostaje z tyłu.
Thomas i Dora mogą, ale nie muszą odpisywać – wystarczy mi deklaracja, czy idą za Erikiem, czy jeszcze zostają w domu. Jeśli odpisujecie, tura do 11.07, godzina 20.00. Jeśli nie, wrzucę kolejny odpis po poście od Heather.