07.07.2024, 11:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.07.2024, 11:41 przez Anthony Shafiq.)
Na moment robię cierpiętniczą minę w kierunku Erika z powodu nowych ubrań, a potem dosiadam się do stolika z Camille i Laurencem, rozglądając się po sali bankietowej, żeby wiedzieć mniej więcej kto z ważnych osób dla niego jest w zasięgu wzroku
Myślał o torcie, ale jednak czuł, że nie przełknie tu niczego więcej. Nie był palaczem, a zamarzył mu się spacer z jedną z cygaretek ukrytych w wewnętrznej kieszeni. Właściwie czas, który chciał poświęcić na tę imprezę topniał znacząco, szczęśliwie było tyle osób, że wystarczy zadbać o obecność na zdjęciach, a potem absolutnie nikt nie zauważy jego braku.
Dość łatwo Erik ściągnął na siebie jego wzrok. Może było to nieodpowiednie, tak stać i się patrzeć, wewnątrz toczył wewnętrzną bitwę o to czy podejść czy nie podejść, ale mimo wszystko nie miał dopiętych kilku spraw, kilku rozmów, a jego ukochani przyjaciele potrafili mieć być szalenie gruboskórnymi padlinożercami i jeśli tylko zwietrzą krew, mogą władować się jemu, a co gorsza mogą władować się im na głowę pełni dobrych intencji i niekoniecznie dobrych metod. Dlatego też kiedy udało im się złapać kontakt wzrokowy, Anthony uśmiechnął się porozumiewawczo, palcami szarpiąc unosząc lekko poły marynarki w kolorze burgundu, wzdychając ciężko tą katorgą jakim było noszenie ubrań w kolorze, którego zwyczajnie nie mógł ocenić. A potem trzeba było pójść dalej, obaj znali zasady tej gry pozorów, nawet jeśli od kilku dni ochoczo dopisywali do niej zupełnie nowe punkty, aneksy i rozszerzenia. Wesele było jednak zbyt ryzykowne dla obojga.
Na szczęście nie musiał zbyt wymyślać wymówki. Zaiste, byłby ślepy gdyby nie zobaczył życzliwej twarzy i równie życzliwego machnięcia dłonią Camille i siedzącego obok Laurenca. Obok było puste miejsce, jak miło, że o nim pomyśleli! Był co prawda jeszcze trochę rozkojarzony skokiem, pospieszną zmianą stroju i tym jak bardzo teraz musiał wyglądać na osobę, która wcale nie robiła tego w biegu. Kiedyś marzyły mu się występy na scenie. Gdyby miał być kimkolwiek innym niż politykiem, z wielką chęcią zostałby aktorem, albo – jak podczas swojej misji w Paryżu, gdy odkrył jak przyjemnie spędza się czas przy fortepianie, kiedy z nikim nie trzeba rozmawiać – muzykiem. Artystą ze spalonego teatru, tym, który na scenie kroczy spokojnie, zgodnie z rolą, a w kulisach biegnie z prymitywnie wywalonym językiem, by jak najszybciej się przebrać, łyk wody, kłykciami uderzyć o niemalowane i znów hajda na wyznaczone miejsce i znów udawać, że nic a nic gonitwa na zapleczu nie burzy miru przedstawienia, które powinno trwać. Czym to różniło się od jego bieżącego stanu? Może operował większym majątkiem. Ach i niewiele osób było na tyle świadomych by wiedzieć, że większość jego słów odmierzała rola, którą musiał przyjmować wychodząc z bezpiecznych pieleszy swojej ukrytej za figurą smoka sypialni.
–Zupełnym przypadkiem panna Switchtone zadbała, aby mój strój był bardziej adekwatny, do zaplanowanej palety barw. – kontynuował po francusku oczywiście, jego towarzysze wszak nie mieli nic przeciwko, a jemu wygodniej było utyskiwać na amerykankę, gdy był w stanie ocenić które z otaczających go uszu będą w stanie wyłapać to z gąszczu rozmów. Nim jeszcze zajął miejsce obok dwójki, aby kontynuować rozmowę, zlustrował salę bankietową pospiesznie, aby umiejscowić tych, których los nie był mu obojętny. Jak pająk dotykał odnóżami sieci, wyczuwając gdzie są jego słodkie muchy. Zmarszczył brwi nie dostrzegając pozostałej trójki Jeźdźców, szybki rzut oka na parkiet pozwolił mu mieć pogląd na to kto szybko spożył tort i wrócił dobrze się bawić. On sam nie zamierzał jeść tortu. Nie zamierzał nic już jeść z oferty weselnej, ciesząc się, że skosztował obiadu nim zaczęła się cała zabawa ze świniami.
–O... to chyba jest bezpieczna rozrywka. Czy los będzie dla nas pomyślny? Rzadko kiedy mam okazję do wróżb tego typu, zazwyczaj polegam mimo wszystko na trzecim oku sprawdzonego wróżbity... – Uśmiechnął się serdecznie, widząc ciasteczko z wróżbą w dłoniach Camille, samemu więc też wziął jedno i przełamał je gdy wygodnie rozsiadł się obok swoich rozmówców.
Dość łatwo Erik ściągnął na siebie jego wzrok. Może było to nieodpowiednie, tak stać i się patrzeć, wewnątrz toczył wewnętrzną bitwę o to czy podejść czy nie podejść, ale mimo wszystko nie miał dopiętych kilku spraw, kilku rozmów, a jego ukochani przyjaciele potrafili mieć być szalenie gruboskórnymi padlinożercami i jeśli tylko zwietrzą krew, mogą władować się jemu, a co gorsza mogą władować się im na głowę pełni dobrych intencji i niekoniecznie dobrych metod. Dlatego też kiedy udało im się złapać kontakt wzrokowy, Anthony uśmiechnął się porozumiewawczo, palcami szarpiąc unosząc lekko poły marynarki w kolorze burgundu, wzdychając ciężko tą katorgą jakim było noszenie ubrań w kolorze, którego zwyczajnie nie mógł ocenić. A potem trzeba było pójść dalej, obaj znali zasady tej gry pozorów, nawet jeśli od kilku dni ochoczo dopisywali do niej zupełnie nowe punkty, aneksy i rozszerzenia. Wesele było jednak zbyt ryzykowne dla obojga.
Na szczęście nie musiał zbyt wymyślać wymówki. Zaiste, byłby ślepy gdyby nie zobaczył życzliwej twarzy i równie życzliwego machnięcia dłonią Camille i siedzącego obok Laurenca. Obok było puste miejsce, jak miło, że o nim pomyśleli! Był co prawda jeszcze trochę rozkojarzony skokiem, pospieszną zmianą stroju i tym jak bardzo teraz musiał wyglądać na osobę, która wcale nie robiła tego w biegu. Kiedyś marzyły mu się występy na scenie. Gdyby miał być kimkolwiek innym niż politykiem, z wielką chęcią zostałby aktorem, albo – jak podczas swojej misji w Paryżu, gdy odkrył jak przyjemnie spędza się czas przy fortepianie, kiedy z nikim nie trzeba rozmawiać – muzykiem. Artystą ze spalonego teatru, tym, który na scenie kroczy spokojnie, zgodnie z rolą, a w kulisach biegnie z prymitywnie wywalonym językiem, by jak najszybciej się przebrać, łyk wody, kłykciami uderzyć o niemalowane i znów hajda na wyznaczone miejsce i znów udawać, że nic a nic gonitwa na zapleczu nie burzy miru przedstawienia, które powinno trwać. Czym to różniło się od jego bieżącego stanu? Może operował większym majątkiem. Ach i niewiele osób było na tyle świadomych by wiedzieć, że większość jego słów odmierzała rola, którą musiał przyjmować wychodząc z bezpiecznych pieleszy swojej ukrytej za figurą smoka sypialni.
–Zupełnym przypadkiem panna Switchtone zadbała, aby mój strój był bardziej adekwatny, do zaplanowanej palety barw. – kontynuował po francusku oczywiście, jego towarzysze wszak nie mieli nic przeciwko, a jemu wygodniej było utyskiwać na amerykankę, gdy był w stanie ocenić które z otaczających go uszu będą w stanie wyłapać to z gąszczu rozmów. Nim jeszcze zajął miejsce obok dwójki, aby kontynuować rozmowę, zlustrował salę bankietową pospiesznie, aby umiejscowić tych, których los nie był mu obojętny. Jak pająk dotykał odnóżami sieci, wyczuwając gdzie są jego słodkie muchy. Zmarszczył brwi nie dostrzegając pozostałej trójki Jeźdźców, szybki rzut oka na parkiet pozwolił mu mieć pogląd na to kto szybko spożył tort i wrócił dobrze się bawić. On sam nie zamierzał jeść tortu. Nie zamierzał nic już jeść z oferty weselnej, ciesząc się, że skosztował obiadu nim zaczęła się cała zabawa ze świniami.
–O... to chyba jest bezpieczna rozrywka. Czy los będzie dla nas pomyślny? Rzadko kiedy mam okazję do wróżb tego typu, zazwyczaj polegam mimo wszystko na trzecim oku sprawdzonego wróżbity... – Uśmiechnął się serdecznie, widząc ciasteczko z wróżbą w dłoniach Camille, samemu więc też wziął jedno i przełamał je gdy wygodnie rozsiadł się obok swoich rozmówców.
!ciastkazwróżbą