07.07.2024, 11:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.07.2024, 13:20 przez Luno Skeeter.)
Nigdy chyba nikomu nie dałem drugiej szansy, ale może mnie pamięć mylić. Jeśli ktoś zawiódł moje zaufanie to przestawał być moim przyjacielem, a jeśli ktoś nie przypadł mi do gustu od pierwszego spotkania to oznaczało dla mnie, że nigdy nie zostaniemy znajomymi. Miałem bardzo wąskie grono przyjaciół i chciałem, aby tak pozostało. Im ufałem, zrobiłbym dla nich wszystko.
- Czyli nie podobam ci się – westchnąłem ciężko, wciąż z błąkającym się uśmiechem na mojej twarzy. – Wolisz blondynów – stwierdziłem niby zmartwiony, ciągnąc swoje małe przedstawienie. W normalnych warunkach, czyli takich, gdzie nie byłbym upity, zapewne nie odezwałbym się do niej słowem. Spojrzałbym jedynie na Geraldine pogardliwie, zmierzył ją wzrokiem w taki sposób, że poczułaby się zgnieciona jak robak i poszedłbym dalej.
- TAK! – krzyknąłem z zachwytu. Zawsze chciałem zostać księżniczką, proszę nie oceniać. – Postaram się nie zgubić pantofelka – nie wiem, czy zna tą mugolską bajkę, ale ja zacząłem się śmiać pod nosem. Gdy byliśmy w Europie z Isaaciem zdarzyło nam się być w mugolskim pubie. Poderwałem wtedy bardzo ładną francuskę z którą niekoniecznie rozmawiałem tym francuskim, bo niestety poliglotą nie jestem. Opowiedziała mi wówczas tę bajkę, zdziwiona, że nigdy o niej nie słyszałem.- Nie wiem, czy znasz tę mugolską bajkę - zanim odpowiedziała to spieszyłem już z wyjaśnieniami. - Była tam księżniczka nazwana Kocpołuchem czy jakoś tak. Miała dwie siostry i wrednego ojczyma. Poszła na bal, nie pamiętam już zupełnie jak i całowała się z księciem. Została później księżniczką, ale zgubiła pantofelka. Niestety nie pamiętam jak to się skończyło - spojrzałem jeszcze raz w niebo, jakby ono miało mi przynieść zakończenie opowieści, a następnie na Ger. - Ale my możemy napisać swoje własne zakończenie - uśmiechnąłem się do niej, podnosząc jedną brew.
Chwilę musiałem zastanowić się nad adresem. Bardziej dlatego, że bałem się strzelić gafę, a nie przez to, że miałem problemy z przypomnieniem go sobie. Udawałem nieświadomego kim jest kobieta, która ze mną rozmawia, ale chciałem wypaść jak najlepiej. Niech żałuje.
- Aleja Horyzontalna 93D – właściwie to D mieściło się już wewnątrz budynku.
Spojrzałem na nią ponownie. Teraz jednak przez dłuższy moment, wpatrując się jedynie w jej twarz, a nie mierząc od góry do dołu. Stwierdziłem, że zdecydowanie wyładniała. Ale już nie za specjalnie gustowałem w takich dziewczynach, więc serce nie biło mi szybciej na jej widok jak za czasów szkolnych. Nie oznaczało to, że nie uważałem jej dalej za ładną, bo przecież wręcz przeciwnie - stała się jeszcze piękniejsza niż w Hogwarcie. Po prostu przez swoje zachowanie wpadła do kategorii przeciętna.
- Czyli nie podobam ci się – westchnąłem ciężko, wciąż z błąkającym się uśmiechem na mojej twarzy. – Wolisz blondynów – stwierdziłem niby zmartwiony, ciągnąc swoje małe przedstawienie. W normalnych warunkach, czyli takich, gdzie nie byłbym upity, zapewne nie odezwałbym się do niej słowem. Spojrzałbym jedynie na Geraldine pogardliwie, zmierzył ją wzrokiem w taki sposób, że poczułaby się zgnieciona jak robak i poszedłbym dalej.
- TAK! – krzyknąłem z zachwytu. Zawsze chciałem zostać księżniczką, proszę nie oceniać. – Postaram się nie zgubić pantofelka – nie wiem, czy zna tą mugolską bajkę, ale ja zacząłem się śmiać pod nosem. Gdy byliśmy w Europie z Isaaciem zdarzyło nam się być w mugolskim pubie. Poderwałem wtedy bardzo ładną francuskę z którą niekoniecznie rozmawiałem tym francuskim, bo niestety poliglotą nie jestem. Opowiedziała mi wówczas tę bajkę, zdziwiona, że nigdy o niej nie słyszałem.- Nie wiem, czy znasz tę mugolską bajkę - zanim odpowiedziała to spieszyłem już z wyjaśnieniami. - Była tam księżniczka nazwana Kocpołuchem czy jakoś tak. Miała dwie siostry i wrednego ojczyma. Poszła na bal, nie pamiętam już zupełnie jak i całowała się z księciem. Została później księżniczką, ale zgubiła pantofelka. Niestety nie pamiętam jak to się skończyło - spojrzałem jeszcze raz w niebo, jakby ono miało mi przynieść zakończenie opowieści, a następnie na Ger. - Ale my możemy napisać swoje własne zakończenie - uśmiechnąłem się do niej, podnosząc jedną brew.
Chwilę musiałem zastanowić się nad adresem. Bardziej dlatego, że bałem się strzelić gafę, a nie przez to, że miałem problemy z przypomnieniem go sobie. Udawałem nieświadomego kim jest kobieta, która ze mną rozmawia, ale chciałem wypaść jak najlepiej. Niech żałuje.
- Aleja Horyzontalna 93D – właściwie to D mieściło się już wewnątrz budynku.
Spojrzałem na nią ponownie. Teraz jednak przez dłuższy moment, wpatrując się jedynie w jej twarz, a nie mierząc od góry do dołu. Stwierdziłem, że zdecydowanie wyładniała. Ale już nie za specjalnie gustowałem w takich dziewczynach, więc serce nie biło mi szybciej na jej widok jak za czasów szkolnych. Nie oznaczało to, że nie uważałem jej dalej za ładną, bo przecież wręcz przeciwnie - stała się jeszcze piękniejsza niż w Hogwarcie. Po prostu przez swoje zachowanie wpadła do kategorii przeciętna.