Richardowi mogło się tak po prostu zdawać. Mało spał dzisiejszej nocy, nie ogarnął się jeszcze w pełni i dopiero zaczął pić kawę. Z boku mogło to wyglądać inaczej, kiedy się rozmawiało. A Robert mógł przecież dzień dobrze zacząć, pomijając niezadowolenie z przeczytania beznadziejnego wydania Proroka Codziennego, dnia dzisiejszego.
Śniadanie dogadane, Selar zostanie powiadomiona aby zrobić tosty, gdyż dzieci będą uszczęśliwione. Później będzie trzeba pomyśleć, jak im dzień zagospodarować, czy bezpieczniej będzie puścić ich samych na miasto. Po dzisiejszej przygodzie, Richard miał pewne wątpliwości. Dlatego poważniej podszedł do tego tematu, poruszając go póki jeszcze siedzieli sami.
Robert zgodził się poświęcić jeszcze tę chwilę, choć nie udzielił odpowiedzi od razu, ale zadał pytanie. Skąd w ogóle o to pyta? Prawda, że mimo mieszkania za granicą, nie musiałby się tym przejmować. Ale jednak wracał do Londynu znacznie częściej niż kiedy jeszcze żył ich ojciec.
- Ze względu na bezpieczeństwo naszych dzieci. O ile będę starał się swoich trzymać z dala od tego, tak sam planuję wrócić do kraju, jak Ci obiecałem. Za dwa lata moja córka kończy Instytut Magii. Nie wiem czy do tego czasu to się zakończy, ale pamiętasz ile trwała ostatnia wojna czarodziejów?Odniósł się oczywiście do Gellerta Grindelwakda. Jeszcze za ich czasów, było o tym przecież głośno. Czy będzie powtórka? Tego nikt nie potrafił przewidzieć.
Robert w końcu postanowił udzielić odpowiedzi, wyjaśniając jak ogólnie wygląda sprawa z tymi atakami. Słuchał go uważnie. Zapamiętywał, analizował. Chciał być w miarę na bieżąco z sytuacją w rodzinnym kraju.
Gdy brat skończył, Richard spojrzał na zawartość kubka swojej kawy. Siedział, opierając się przedramionami o blat stołu.
- Miałem okazję spotkać… śmierciożerców. Jak ci wspomniałem o wyjściu na spacer, udałem się do Hogsmeade.Przyznał, nie kłamiąc. Skierował spojrzenie na brata, aby to mógł nawet w oczach wyczytać. To, że tutaj siedział, widocznie nic mu nie zrobili. Tak, na pierwszy rzut oka można było tak stwierdzić. Na razie nie mówił nic więcej. Chcąc zapewne sprawdzić reakcję brata. Lecz po chwili dodał parę zdań.
- Narobili zamieszania w jednym z domostw. Hałasy było słychać na ulicy.