Nie taki był cel, żeby mu to wszystko popsuć, a żeby pomóc, bo Victoria widziała, że alkohol chyba mu trochę za bardzo pomieszał wyczucie. Jednak, zamiast pomóc, to tylko bardziej to popsuła, coś tam coś tam, dobrymi chęciami, coś tam. Nie myślała o tym niczego konkretnego, a na pewno nie myślała nic złego, ani nie była rozczarowana czy coś, ot po prostu wydało jej się, że tak może będzie łatwiej… nie było. I widziała ten jego pełen niezrozumienia wzrok, tak samo patrzyła na nią Luna, kiedy chowała przed nią coś, co strasznie ją ciekawiło, a było potencjalnie niebezpieczne.
– Przepraszam. Myślałam, że tak ci będzie trochę łatwiej – powiedziała, kiedy już się zatrzymali na tym uboczu. – Jak wolisz prowadzić, to nie ma problemu – dodała zaraz, żeby nie było wątpliwości, że to tylko dla jego komfortu, bo jej to było akurat obojętne, mogła się dopasować w tę czy inną stronę. Sauriel jednak uznał, że to pora zapalić. Skoro musiał… Wsunęła więc rękę pod jego ramię, pozwalając się poprowadzić do wyjścia z sali bankietowej i na ogród; miała tylko nadzieję, że się całkiem nie zniechęcił przez to, że się nie zgrali. Ale wszak… była jeszcze cała noc, dopiero podano tort, jeśli tylko Sauriel będzie chciał, to będą mieli jeszcze czas, żeby to wyszło dobrze.
– Naprawdę? – była trochę zdumiona, właśnie to mu chodziło po głowie? Ten zestaw? Szlugi rozumiała, whisky też. Ale kokaina? Jak zebrała go z Pokątnej po tym jak został przyćpany, to mówił jej, że nie ćpa, że kiedyś, dawno temu tak, ale już nie. Wierzyła mu. Dziwki? Miała nadzieję, że to tylko dlatego, że w ogóle wyszedł ten dziwny temat, w którym jej nagła miłość do truskawek w czekoladzie, kojarzyła mu się z nieco bardziej dosłownym schrupaniem, niż mogłoby się to wydawać w pierwszej chwili. To, że sama chodziła mu teraz po głowie… Cóż, byłoby dziwne, jeśli nie. Choć w całym tym zestawieniu, które jawiło się jako jedno wielkie uzależnienie… Nie wydawało jej się, by i ona się do tego grona zaliczała. Sauriel jednak szybko jej wyjaśnił, o co dokładnie chodzi z tymi dziwkami. Jedzenie. No tak. Płacisz im, ale po to, żeby spokojnie zjeść, nic innego, nic poza tym. Pokiwała więc głową, dając znać, że go słucha i rozumie, co do niej mówi, bo faktycznie, cóż… Było to na pewno wygodniejsze, nawet jeśli brzmiało to w pierwszej chwili, jak brzmiało. – Nad krokami? Czy melodią? – a może nad jednym i drugim? Poczekała, aż Sauriel sobie spokojnie odpali papierosa i nadal pod rękę z nim wyszli na zewnątrz, gdzie szybko wypatrzyła ławkę, na której sobie usiadła.
– Próba? A po co mam próbować takie rzeczy? – za kogo on ją miał? Za jakąś głupią dziewuszkę, która będzie próbowała mu się przypodobać? Jak tak, to się pomylił, Victoria była na to zbyt dumna. Obiecała mu, że coś zrobi, chciała dać mu szansę i nadzieję… i myślała o tym nawet wtedy, gdy dostała kosza i ją zwyczajnie odrzucił. Mogłaby to olać, ale nie olała, bo nadal był dla niej ważny. – Myślałam, że już nie ćpasz – jak nie o koksie, to o opium… Aż musiała to powiedzieć, bo pamiętała jego deklarację z wtedy, wypowiedzianą jakby się bał, że mogła pomyśleć inaczej, źle, a teraz co? Hihi jakbyś się zajmowała makiem, to miałabyś pełną atencję. No hehe, bardzo zabawne. Tylko, ze Victorii nie było do śmiechu. Człowiek na haju był mniej ostrożny, a to źle wróżyło na wiele spraw. – Jeżeli to maku poszukujesz, to zły adres – bo nie zamierzała mu dawać czegoś, czym sobie jeszcze bardziej zaszkodzi. Jak chciał nadal sobie utrudniać życie, to bez jej udziału. Czy brzmiała na odrobinę nadąsaną? Mogła, bo niespecjalnie podobał jej się ton tej rozmowy, kiedy chciała mu przekazać coś tak ważnego, a on jej mówił, że miałaby pełną atencję, ale wtedy, kiedy zajmowałaby się makiem. – O ile dobrze pójdzie, to coś, co pozwoliłby ci wyjść na słońce – ale testowanie… Testowanie będzie trzeba przeprowadzić w bardzo kontrolowanych warunkach. To powiedziała jednak bardziej miękko, bez pretensji.