07.07.2024, 12:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.07.2024, 13:13 przez Alexander Mulciber.)
Status relacji: znajomi.
Poznali się jakieś sześć-siedem lat temu, wedle przybliżonych szacunków Mulcibera, choć on sam nie pamięta ich pierwszej rozmowy: wedle relacji Agnès, nawiązali znajomość podczas jednego z wielu arystokratycznych przyjęć, organizowanych przez znanego podróżnika z rodu Skamander. Właśnie wrócił z podróży do Laos, i, absolutnie napruty, stał nieruchomo, wpatrzony w wymyślną mozaikę na ścianie – ułożona z drobnych płytek inkrustowanych kamieniami szlachetnymi została zaczarowana tak, by mienić się tysiącami barw – ignorując resztę gości na rzecz psychodelicznej podróży. Sympatyczna Agnès po prostu przechodziła obok, ale widząc przejęcie odmalowane na twarzy Alexandra, zatrzymała się, by razem z nim pogrążyć się w kontemplacji dzieła. Najpierw powzięła małomówność młodego mężczyzny za nieśmiałość, więc – kierowana porywem dobrej woli (a może zwykłą litością) – próbowała mu pomóc wdrożyć się towarzysko w przyjęcie: wystarczyło kilka jej celnych uwag, by Mulciber obudził się z transu. W autystycznym zapamiętaniu zaczął nawijać o magicznych artefaktach, starożytnych runach i obcych kulturach, które poznał, będąc za granicą, zalewając zaskoczoną panią Delacour potokiem słów. Agnès, lekko już wstawiona, chętnie weszła w dyskusję z rozemocjonowanym Alexandrem, choć zapewne słuchała jego opowieści jednym uchem, zajęta ocenianiem wysokiego kąta sklepienia jego kości policzkowych i odcienia błękitu niebieskich oczu.
Przy następnym przypadkowym spotkaniu, kiedy Agnès przywołała ich poprzednią rozmowę w formie anegdotki, Alex miał już towarzystwo – u jego boku stała Diana – więc nieco lepiej poradził sobie z towarzyską presją: jako że nie pamiętał niczego z tamtej nocy, zdecydował się przeprosić panią Delacour za swoje zachowanie, a resztę wieczoru milczał. Utwierdziło to Agnès w przekonaniu, że udręczona, acz bardzo przystojna twarz mężczyzny, skrywa jakąś mroczną tajemnicę – może nawet szaleństwo? – z czystej ciekawości zaprosiła go na swój wieczór z hazardem. Widząc, jakie cuda wyczynia z kartami, uznała, że Mulciber ma w sobie coś z sawanta, bo trudno o doskonalsze połączenie geniuszu i głupoty. Doszły ją zresztą słuchy, że matka Alexandra również cierpi z powodu choroby psychicznej – cygańska klątwa, gadają ludzie – więc jest skłonna wybaczyć mu wiele niezręczności przez wzgląd na obciążające dziedzictwo.
Pani Delacour musi być świadoma krążących o Mulciberze plotek, ale osobiście zna go jako nieco niezręcznego towarzysko ekscentrycznego podróżnika i zapalonego hazardzistę. Alexander okazjonalnie gości na wieczorkach organizowanych przez Agnès, zwykle w towarzystwie Diany.
Poznali się jakieś sześć-siedem lat temu, wedle przybliżonych szacunków Mulcibera, choć on sam nie pamięta ich pierwszej rozmowy: wedle relacji Agnès, nawiązali znajomość podczas jednego z wielu arystokratycznych przyjęć, organizowanych przez znanego podróżnika z rodu Skamander. Właśnie wrócił z podróży do Laos, i, absolutnie napruty, stał nieruchomo, wpatrzony w wymyślną mozaikę na ścianie – ułożona z drobnych płytek inkrustowanych kamieniami szlachetnymi została zaczarowana tak, by mienić się tysiącami barw – ignorując resztę gości na rzecz psychodelicznej podróży. Sympatyczna Agnès po prostu przechodziła obok, ale widząc przejęcie odmalowane na twarzy Alexandra, zatrzymała się, by razem z nim pogrążyć się w kontemplacji dzieła. Najpierw powzięła małomówność młodego mężczyzny za nieśmiałość, więc – kierowana porywem dobrej woli (a może zwykłą litością) – próbowała mu pomóc wdrożyć się towarzysko w przyjęcie: wystarczyło kilka jej celnych uwag, by Mulciber obudził się z transu. W autystycznym zapamiętaniu zaczął nawijać o magicznych artefaktach, starożytnych runach i obcych kulturach, które poznał, będąc za granicą, zalewając zaskoczoną panią Delacour potokiem słów. Agnès, lekko już wstawiona, chętnie weszła w dyskusję z rozemocjonowanym Alexandrem, choć zapewne słuchała jego opowieści jednym uchem, zajęta ocenianiem wysokiego kąta sklepienia jego kości policzkowych i odcienia błękitu niebieskich oczu.
Przy następnym przypadkowym spotkaniu, kiedy Agnès przywołała ich poprzednią rozmowę w formie anegdotki, Alex miał już towarzystwo – u jego boku stała Diana – więc nieco lepiej poradził sobie z towarzyską presją: jako że nie pamiętał niczego z tamtej nocy, zdecydował się przeprosić panią Delacour za swoje zachowanie, a resztę wieczoru milczał. Utwierdziło to Agnès w przekonaniu, że udręczona, acz bardzo przystojna twarz mężczyzny, skrywa jakąś mroczną tajemnicę – może nawet szaleństwo? – z czystej ciekawości zaprosiła go na swój wieczór z hazardem. Widząc, jakie cuda wyczynia z kartami, uznała, że Mulciber ma w sobie coś z sawanta, bo trudno o doskonalsze połączenie geniuszu i głupoty. Doszły ją zresztą słuchy, że matka Alexandra również cierpi z powodu choroby psychicznej – cygańska klątwa, gadają ludzie – więc jest skłonna wybaczyć mu wiele niezręczności przez wzgląd na obciążające dziedzictwo.
Pani Delacour musi być świadoma krążących o Mulciberze plotek, ale osobiście zna go jako nieco niezręcznego towarzysko ekscentrycznego podróżnika i zapalonego hazardzistę. Alexander okazjonalnie gości na wieczorkach organizowanych przez Agnès, zwykle w towarzystwie Diany.
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat