Oczywistym było, żeby zakupić stroje wyjściowe na wesele Blacków, wypadałoby te zakupy zrobić u Rosiera. Jednakże Camille, na jednym z wiadomości listownych, zaproponowała innego projektanta. O ile nie do końca Laurence był do tej zmiany przekonany, postanowił tym razem zgodzić się na pewną odmianę i zaufać pannie Delacour. Nie ukrywał zaskoczenia, że zaplanowane miejsce spotkania miało odbyć się w Domu Mody, znajdującego w Niemagicznej części Londynu. Sam siebie musiał mocno przekonywać, że to tylko jeden raz, jak się na to zgadza. Oby nie zawiódł się tym, co tam zobaczy.
Termin spotkania został wybrany z odbywającym się wydarzeniem Lammas. I najpewniej mogli spotkać się w Domu Mody dopiero w godzinach popołudniowych. Laurence postarał się tego dnia zakończyć pracę zgodnie z grafikiem, nie mając pojęcia, że tego dnia, na kiermaszu dojdzie do sytuacji wymagających interwencji uzdrowicieli. Nie otrzymał pisma, w którym zawarta byłaby prośba o obstawienie wydarzenia uzdrowicielami. Być może inny zastępca takowy otrzymał, albo poszło bezpośrednio na biurko Szefa Departamentu. Ewentualnie, uzgodnienia poszły ze Szpitalem Św. Munga. A skoro nie przypadło mu na ten dzień więcej obowiązków, mógł spokojnie umówić się z Camille w wyznaczonym miejscu i godzinie.
Umówili się, że spotkają na miejscu. A on, jeżeli będzie przed czasem, poczeka przy wejściu. Tak więc zjawił się ubrany w beżowe spodnie i białą koszulę z krótkim rękawem, rozpiętą pod szyją. Stać go było na posiadanie odzieży prosto od Rosiera i jako Lestrange, odpowiednio się prezentował.
Cierpliwie spoglądał na zegarek, wypatrując z każdej strony, w której mogłaby dołączyć do niego Camille. I wtedy ją dostrzegł. Zbliżała się. Posłał jej uprzejmy uśmiech i jeżeli pozwoliła, przywitał ją ucałowaniem w policzek.
- Pięknie wyglądasz.Pochwalił, zarzucił komplementem, gdyż większość kobiet to uwielbiała. Podnosiło to im prestiż.