07.07.2024, 14:58 ✶
Podróżowanie zawsze wydawało się łatwiejsze. Fakt, że ojciec wysyłał go na przeróżne misje może był po to, by się go pozbyć, jednakże James doceniał to, bowiem był w stanie poznać jednych z najlepszych czarodziejów na świecie. Właśnie wtedy zaczął być bardziej zdystansowany od rodzeństwa. Zawsze patrząc w przód powoli zapominał, kogo miał w tyle. Jego relacje z pozostałym rodzeństwem zaczęły lekko przypominać tę z babcią w spożywczym. Niby się znacie, ale gadanie zaczęło być uciążliwe. W końcu było tyle do oglądania, do poznania. W momencie swojego powrotu było już ciemno. Czy to lepiej? Nikt nie wiedział. Może chciał uniknąć widoku jakiejś wścibskiej sąsiadki, która to od razu zaczęłaby biadolić na całą ulicę o powrocie syna skurwysyna.
W listach, które James i Geraldine ze sobą wymieniali była wzmianka o mieszkaniu i adresie. Jeszcze o tym nie wiedziała, ale zostanie zmuszona do przyjęcia kolejnego domownika. Podchodząc po budynek wziął głęboki oddech. Czuł lekką tremę, w końcu nie widział rodzeństwa od bardzo długiego czasu. Wszedł do środka i zaczął dreptać po schodach. Z tego, co wiedział to mieszkanie znajdowało się na piętrze.
Będąc przed drzwiami jego twarz rozpromieniała. Szeroki uśmiech zagościł na jego twarzy. W końcu wrócił do domu. Może nie był zaproszony, ale kto by odmówił wielkoludowi? Nim zapukał, odpalił fajkę, co by wyglądać mądrzej i wziął kilka buchów, zastanawiając się nad pierwszą kwestią, jaką skieruje do swego rodzeństwa. Dzień dobry? Dobry wieczór raczej. - W głowie tłumiły mu się kwestie, zaś każda z nich z każdą chwilą brzmiała coraz bardziej ułomnie. Koniec końców najpierw zapukał. I wtedy właśnie plan, niby zwykły ale "kurwa sprytny" wpadł do głowy. Szybko przetransformował swe cielesne oblicze w postać wilka. Nie przewidział jedynie, że zaraz po zmianie najdzie go ochota na... Ulżenie sobie? Jego pęcherz nie był w stanie wytrzymać chociażby wilczego kroku, toteż jedyną opcją zostało oblanie drzwi. W głowie jednak modlił się by wcześniejsze pukanie nie zostało usłyszane.
W listach, które James i Geraldine ze sobą wymieniali była wzmianka o mieszkaniu i adresie. Jeszcze o tym nie wiedziała, ale zostanie zmuszona do przyjęcia kolejnego domownika. Podchodząc po budynek wziął głęboki oddech. Czuł lekką tremę, w końcu nie widział rodzeństwa od bardzo długiego czasu. Wszedł do środka i zaczął dreptać po schodach. Z tego, co wiedział to mieszkanie znajdowało się na piętrze.
Będąc przed drzwiami jego twarz rozpromieniała. Szeroki uśmiech zagościł na jego twarzy. W końcu wrócił do domu. Może nie był zaproszony, ale kto by odmówił wielkoludowi? Nim zapukał, odpalił fajkę, co by wyglądać mądrzej i wziął kilka buchów, zastanawiając się nad pierwszą kwestią, jaką skieruje do swego rodzeństwa. Dzień dobry? Dobry wieczór raczej. - W głowie tłumiły mu się kwestie, zaś każda z nich z każdą chwilą brzmiała coraz bardziej ułomnie. Koniec końców najpierw zapukał. I wtedy właśnie plan, niby zwykły ale "kurwa sprytny" wpadł do głowy. Szybko przetransformował swe cielesne oblicze w postać wilka. Nie przewidział jedynie, że zaraz po zmianie najdzie go ochota na... Ulżenie sobie? Jego pęcherz nie był w stanie wytrzymać chociażby wilczego kroku, toteż jedyną opcją zostało oblanie drzwi. W głowie jednak modlił się by wcześniejsze pukanie nie zostało usłyszane.
I'm A Hunter And I Love You. But The Thing I Love The Most Is Hunting Things I Love.
But Still, Love U <3