07.07.2024, 15:01 ✶
Moje ego było takie wybujałe, że nawet jakby mi wprost powiedziała, że nie podobałem się jej z wyglądu to bym nie uwierzył. Tyczyło się to też innych kobiet. Po prostu miałem o sobie bardzo wysokie mniemanie, w ogóle nie zauważając, że czasem nawet nazbyt wysokie. Zawdzięczałem to swoim rodzicom, którzy od najmłodszych lat wpajali mi do głowy, że jestem znacznie lepszy od innych dzieci oraz pielęgnowali we mnie poczucie wyjątkowości. Matka zwłaszcza chwaliła się mną koleżankom. Byłem legendarnym synem koleżanki twojej mamy.
- Dobrze, spróbuję – zaśmiałem się w głos i to o dziwo naprawdę szczerze. Na pewno chodziło o to, że byłem teraz księżniczką, a nie dlatego że mnie rozbawiła. Żywiłem taki uraz do Geraldine Yaxley, że niemożliwością jest, aby mnie rozbawiły jej słowa. Na pewno chodziło o rolę księżniczki.
- O, czyli też umówiłaś się z tą Francuzką – spojrzałem zaskoczony. No jaki ten świat mały. W mojej pijackiej głowie teraz naprawdę zaistniało powiązanie między Ger, tamtą francuską a bajką o kocpołuchu. Zupełnie nie wziąłem pod uwagę faktu, że przecież wiele mugolskich osób zapewne znało tę opowieść. To chyba oznaczało, że gdybym jeszcze choć trochę włożył do ust ognistej whisky to skończyłbym pod płotem. Uważałem siebie (o zgrozo dla kobiet z którymi się umawiałem) za gentelmana i niekoniecznie chciałbym, aby ktokolwiek zobaczył mnie w takim stanie. Całe szczęście padło na nią, a nie wyglądała mi na osobę zajmującą się plotkowaniem.
Chciałem odpowiedzieć, że ona jest moją wredną siostrą, bo kazała mi się przecież pierdolić jakieś dziesięć lat temu, ale ugryzłem się w język i udałem, że w ogóle nie usłyszałem pytania.
- A to niby dlaczego nie będzie pocałunku? – trochę przestałem jej słuchać, bo mi się niedobrze zrobiło od nadmiaru alkoholu, ale słowo pocałunek wyhaczyłem z prędkością światła.
Gdy wyciągnęła do mnie dłoń i mnie za nią złapała to stanowczo pokiwałem głową i wysunąłem w jej stronę zgiętą w łokciu rękę, proponując w ten sposób poprowadzenie, bo to ja jestem mężczyzną i gentelmanem i przecież doskonale wiem, gdzie iść. Może i upadniemy po drodze, ale za to zanim to się stanie to będziemy szli z klasą.
- Może i jestem księżniczką, ale to ty jesteś damą – podsumowałem krótko. Nawet pijany potrafiłem zachować maniery jakie wpajali we mnie rodzice od najmłodszych lat.
- Dobrze, spróbuję – zaśmiałem się w głos i to o dziwo naprawdę szczerze. Na pewno chodziło o to, że byłem teraz księżniczką, a nie dlatego że mnie rozbawiła. Żywiłem taki uraz do Geraldine Yaxley, że niemożliwością jest, aby mnie rozbawiły jej słowa. Na pewno chodziło o rolę księżniczki.
- O, czyli też umówiłaś się z tą Francuzką – spojrzałem zaskoczony. No jaki ten świat mały. W mojej pijackiej głowie teraz naprawdę zaistniało powiązanie między Ger, tamtą francuską a bajką o kocpołuchu. Zupełnie nie wziąłem pod uwagę faktu, że przecież wiele mugolskich osób zapewne znało tę opowieść. To chyba oznaczało, że gdybym jeszcze choć trochę włożył do ust ognistej whisky to skończyłbym pod płotem. Uważałem siebie (o zgrozo dla kobiet z którymi się umawiałem) za gentelmana i niekoniecznie chciałbym, aby ktokolwiek zobaczył mnie w takim stanie. Całe szczęście padło na nią, a nie wyglądała mi na osobę zajmującą się plotkowaniem.
Chciałem odpowiedzieć, że ona jest moją wredną siostrą, bo kazała mi się przecież pierdolić jakieś dziesięć lat temu, ale ugryzłem się w język i udałem, że w ogóle nie usłyszałem pytania.
- A to niby dlaczego nie będzie pocałunku? – trochę przestałem jej słuchać, bo mi się niedobrze zrobiło od nadmiaru alkoholu, ale słowo pocałunek wyhaczyłem z prędkością światła.
Gdy wyciągnęła do mnie dłoń i mnie za nią złapała to stanowczo pokiwałem głową i wysunąłem w jej stronę zgiętą w łokciu rękę, proponując w ten sposób poprowadzenie, bo to ja jestem mężczyzną i gentelmanem i przecież doskonale wiem, gdzie iść. Może i upadniemy po drodze, ale za to zanim to się stanie to będziemy szli z klasą.
- Może i jestem księżniczką, ale to ty jesteś damą – podsumowałem krótko. Nawet pijany potrafiłem zachować maniery jakie wpajali we mnie rodzice od najmłodszych lat.