Cóż, panna Yaxley była więc bardzo daleka od typu kobiet za którym mógłby się obrócić Luno. Zazwyczaj nosiła się po męsku, ubrania które wybierała były zrobione ze skór zwierząt, które udało jej się upolować. Buty, cóż, buty były zdecydowanie bardzo ciężkie, najwygodniejsze do lasu. Nie przywiązywała też specjalnie wagi do swojego wyglądu, chyba, że przyszło jej się pokazać na jakimś przyjęciu. Wtedy, od czasu do czasu naprawdę potrafiła zrobić wrażenie na ludziach, często jej nie poznawali, bo raczej nie przywykli do tego, że prezentowała się w ten sposób. Dużo łatwiej jest robić wrażenie, gdy na co dzień wygląda się raczej niechlujnie. To była taka magiczna sztuczka, którą stosowała.
- Opowiedziała mi ją pewna mała dziewczynka, kiedy byłam w Alpach. - Wolała pominąć fragment o tym, że szukała w górach jedną z magicznych bestii, która niepokoiła mugoli. Wiedziała, że to może zmienić sposób, w jaki ją postrzegał. Ludzie nie lubili, gdy wspominała o swojej pracy, dla większości nie była nikim więcej niżeli mordercą. Miała tego świadomość. Przywykła do tego.
- Nie wydaje mi się, żeby ładny wygląd wystarczał do tego, żeby ktoś był prawdziwą damą, tu raczej chodzi o zachowanie. - Przynajmniej tak powtarzała jej matka. Miała wrażenie, że już kiedyś w podobny sposób wypowiadał się w jej towarzystwie na temat kobiet, wtedy, gdy kazała mu się pierdolić. Czyżby nadal wrzucał wszystkie do jednego worka?
Czuła na sobie jego wzrok, wiedziała, że jej się przygląda. Tylko, że był pijany, pewnie mu się dwoiło i troiło w oczach, na pewno to było tym spowodowane. - Mam coś na twarzy? - Zatrzymała się nawet na moment, może potrzebował bardziej się jej przyjrzeć, czy coś. Nie mogła się powstrzymać przed zadaniem tego pytania, nie chciała uciekać wzrokiem, nie była osobą, która unikała zaczepek, wręcz przeciwnie bardzo chętnie sama inicjowała rozmowy, które nie zawsze były może szczególnie górnolotne.