Psy zwiały, tak jak im nakazała, chociaż one jej słuchały, jedyne, co jej się w życiu udało, przynajmniej jak na razie. Nie zmieniało to jednak faktu, że nadal, tuż przed nią stał pierdolony wilk. Skąd wziął się wilk w jej kamienicy? Nie miała pojęcia, ten zapach tytoniu, który wcześniej wyłapała mógł wskazywać na to, że był tu człowiek. Mógł to też być animag, sama w końcu była jedną z osób, które potrafiły zmieniać się w zwierzęta, więc ta opcja akurat dla niej wydawała się być całkiem prawdopodobna.
Zaczął na nią warczeć. Ten wilk. Nie wróżyło to niczego dobrego. Niestety jednak trochę się rozproszyła i nie zdążyła zareagować odpowiednio szybko, a może to przez ten alkohol, który wypiła?
Zwierzę skoczyło w jej kierunku wystawiając zębiska, nie ma co - świetny był z niej łowca potworów patrząc na to, że mu na to pozwoliła. Nie spodziewała się jednak tego, że za drzwiami czai się niebezpieczeństwo inaczej pewnie miałaby w dłoni jeden ze swoich sztyletów, powinna posłuchać pewnego mądrego człowieka, który wspominał o stałej czujności... ale tego nie zrobiła.
Więc zwierzę skoczyło w jej kierunku, Gerry już wyobrażała sobie jego zębiska wbijające się w jej szyję, tyle, że w locie, w locie zmienił się w człowieka. Ogromnego człowieka. - JA PIERDOLEEE - Jedyne słowa na które było ją stać. Znała go, kurwa, to był jej brat. Pierdolony śmieszek, nie chwalił się w listach, że nauczył się nowej sztuczki. Co, jak co, ale jego powrotu do domu się nie spodziewała.
Jego pojawienie się w jej mieszkaniu zabolało. Zakończyli ten lot na podłodze, ściskał ją mocno, nie było to jednak specjalnie wygodne, na pewno mu wybaczyć te chwilowe niedogodności. - Co ty tutaj robisz? - Czy on płakał? Gerry uśmiechała się od ucha do ucha, naprawdę cieszyła się, że się pojawił, chociaż wejście należało do tych smoczych. Może tego właśnie potrzebowała, była w takiej czarnej dupie, a on wrócił. Nie ma co, miał idealne wyczucie.