• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
[25 Czerwca 1972] Life is full of "what-ifs" | Brenna x Anthony

[25 Czerwca 1972] Life is full of "what-ifs" | Brenna x Anthony
Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#7
07.07.2024, 16:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.03.2025, 22:03 przez Anthony Ian Borgin.)  
Życie nie układało się tak, jak ludzie tego chcieli — podejmowane przez nich decyzje, często niesione emocjami i wewnętrzną frustracją, zwykle były przeciwne temu, czego pragnęło ich serce. Tkwił w położeniu beznadziejnym, nie widział dla siebie żadnego światła w tunelu i przyszłość jawiła się w ciemnych barwach — głównie też przez to zdecydował się wyznać jej wszystko, powiedzieć, zanim straci i tę cząstkę siebie, którą widok Brenny utrzymywał przy życiu. Nigdy nie był romantykiem, nigdy też nie był w głębi serca człowiekiem złym i perfidnym, o czym sam się przekonał podczas pobytu na przeklętym statku. Los tego chłopca, niezależnie od jego krwi, nie mógł mu być obojętny, bo był tak podobny, do jego własnego. Wciąż miał perłę, którą od niego dostał — czarną, noszoną każdego dnia, obecnie na bransoletce z czarnych rzemyków, która tkwiła pod rękawem koszuli. Obserwował ją bez złości czy niechęci, jedynie ze smutkiem i żalem na niesprawiedliwość losu, bo chociaż głos w głosie szeptał mu, że ją stracił, to tak naprawdę, nigdy jej nie miał. Czuł jednak potrzebę przekazania jej swoich uczuć, niezależnie od reakcji jej czy otoczenia, musiał zostać względem nich uczciwy. Zawsze były tym czystym, niewinnym elementem jego codzienności, nawet jeśli dla samej Longbottom mógłby zrobić wszystko, gdyby wymagało tego jej bezpieczeństwo — nawet czyny paskudne i niegodne. Nijak wymalowywała się w obraz poukładanej panny na wydaniu, córki dobrego rodu, nawet jeśli jego poglądy różniły się od tych, które głosili Borginowie i to chyba było w niej najpiękniejsze. Czasem zastanawiał się, czy nie zakochał się w niej też po części na przekór wszystkim i wszystkiemu, wiedząc w głębi serca, że nic z tego nie będzie. Wciąż miał wszystkie listy od brunetki, a w zakurzonym albumie znalazłyby się jakieś zdjęcia z czasów szkolnych.

Nie wiedziała o tym, jak duże blizny zdobiły jego plecy i ramiona. Nie wiedziała też o tym, czego słuchał całe swoje życie i jaki wpływ miało to na jego obecną prezencję, bo nie chciał robić z siebie ofiary i nie chciał, żeby było jej go żal. Nie chciał litości, musiał to znosić, jak mężczyzna — zawsze to sobie powtarzał. Nie mógł odpuścić, bo obowiązek spadłby na jego młodszego brata, któremu wolności nie chciał zabierać i który miał zupełnie inne plany na życie, odbiegające od Londynu. Nie mógł odwrócić się i odejść, bo matce pękłoby serce, bo jego ukochana siostra trafiłaby na rynek małżeńskim niczym krowa i wydaliby ją za kogokolwiek, kto miał odpowiednie środki, a dziewczyna na to nie zasługiwała. Nie mógł odpuścić, bo Stanley zawsze w niego wierzył i bronił go przed rodziną, nawet jeśli to na niego rzucało złe światło, bo Antek był przecież czarną owcą tego rodu. To, że chciałby to wszystko rzucić, nie znaczyło, że mógł. Tak wiele osób było zależnych od tego, że to on nosił ten okropny sygnet. I nie, wcale nie uważał się za kogoś godnego, ale był mniejszym złem. Bo w przeciwieństwie do większości seniorów, wziąłby winę na siebie, byle chronić swoje rodzeństwo, swoją matkę — zwłaszcza po tym, co zgotował jej mąż. I pewnie, gdyby miał pojęcie o Crawleyach, też by ich chronił. O tym jednak Anthony nie wiedział, bo zgodnie z tym, co powiedział Brennie — wiele jeszcze nie wiedział.
Przetarł dłonią oczy, westchnął ciężko, a ton jej głosu przypominał sztylety o zakrzywionych ostrzach, które bezlitośnie wbijały się w jego ciało, a potem wyszarpywały fragmenty skóry. Nie umiał jej wszystkiego wytłumaczyć tak, jak powinien to zrobić i tak, jak chciałby to zrobić, nie znając wszystkich elementów układanki i bez narażania bliskich mu ludzi. Nie chciał być potworem w jej oczach, bo tego spojrzenie z jej strony zwyczajnie by zniósł, pękłby i rozsypał się, zatracając do reszty w beznadziejności swojej sytuacji. Ni stąd, ni zowąd, odsunął się nieco na krześle i rozpiął mankiety koszuli, podwijając rękawy, ukazując perłę na sznurkach i kilka pociągłych, wąskich blizn, które przypominały zadrapania.
- Nie musisz nic mówić Brenna. Chciałem po prostu, żebyś wiedziała. Musiałem się upewnić, że wiesz, niezależnie od tego, co przyniesie przyszłość. Bo nie wstydzę się tego, co do Ciebie czuje, nawet jeśli nie podoba się to nikomu w tym przeklętym Londynie, nawet Tobie. I.. - urwał, zwilżając wargi. Uśmiechnął się blado, wysuwając ręce w jej stronę, najpierw pokazując ot tak miejsca, gdzie zwykle tkwił mroczny znak, którego przecież nie miał pokazanego, aby udowodnić jej, że nie był tak przesiąknięty złem, za jakiego ubzdurał sobie, że go uważa.- Sama powinnaś wiedzieć, że czasem podjęcie właściwego wyboru nie jest możliwe, bo niesie za sobą krzywdę wielu ludzi dookoła. - rzucił różdżkę na biurko, odchylając głowę do tyłu na kilka sekund. Ciężko było mu zebrać myśli, bił się wewnętrznie pomiędzy chęcią uderzenia w cokolwiek, a upicia się w swoim nieszczęściu. Nie mógł, bo nie wypadało, chociaż jego kostki nosiły ślady wcześniejszego wybuchu bezradności, a ona była kobietą inteligentną. - Dziękuje, że mnie wysłuchałaś. Mam nadzieję, że będziesz szczęśliwa i wbrew temu, co mówisz, nie zginiesz w tej wojnie. Możesz być pewna, że zrobię wszystko, żeby tak było. - podniósł się nieco i wyjął ze szkatułki kartę, nie poprawiając niedbałości swojego ubioru, bo było mu to wszystko już kurwa wszystko jedno. Przesunął kartę w jej kierunku, sugerując, żeby ją ze sobą zabrała. Niepozorny przedmiot wydawał się kluczem. Przyglądał się jej przy tym łagodnie i dokładnie, jakby zdawał sobie sprawę, że mogą nie mieć okazji na prywatną rozmowę, bo pewnie nie będzie chciała już nigdy z nim rozmawiać, poza sprawami służbowymi. Od tych jednak odciąć całkiem się nie mogli. Było to w pewnym sensie ulgą, bo mógł sprawdzać, czy wszystko było z nią w porządku.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Ian Borgin (3300), Brenna Longbottom (2495)




Wiadomości w tym wątku
[25 Czerwca 1972] Life is full of "what-ifs" | Brenna x Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 09.06.2024, 22:52
RE: [25 Czerwca 1972] | Brenna x Anthony - przez Brenna Longbottom - 09.06.2024, 23:45
RE: [25 Czerwca 1972] Life is full of "what-ifs" | Brenna x Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 11.06.2024, 22:25
RE: [25 Czerwca 1972] Life is full of "what-ifs" | Brenna x Anthony - przez Brenna Longbottom - 11.06.2024, 23:07
RE: [25 Czerwca 1972] Life is full of "what-ifs" | Brenna x Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 23.06.2024, 21:13
RE: [25 Czerwca 1972] Life is full of "what-ifs" | Brenna x Anthony - przez Brenna Longbottom - 23.06.2024, 22:20
RE: [25 Czerwca 1972] Life is full of "what-ifs" | Brenna x Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 07.07.2024, 16:36
RE: [25 Czerwca 1972] Life is full of "what-ifs" | Brenna x Anthony - przez Brenna Longbottom - 07.07.2024, 17:02

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa