07.07.2024, 16:51 ✶
Nie mógł liczyć na lepsze towarzystwo przy stoliku. Przesunął znudzonym spojrzeniem po twarzach współgraczy, po tym jak opadł na wolne miejsce, spóźniony, skinieniem głowy witając się ze znajomym krupierem.
Ten pierdolony auror go prześladował. Sądził, że pierścionek, który wygrał od niego w maju – pierścionek po byłej narzeczonej – musiał być obłożony klątwą. Gówniarska koleżaneczka Loretty – nawet urocza blondyneczka z kwaśną miną – może gdyby się uśmiechnęła pokusiłby się kiedyś, by rozłożyć jej krzywe nogi. Powinna wziąć przykład z roześmianej czarnowłosej kobiety, zasiadającej u boku Bulstrode'a, pomyślał, wpijając wzrok w niespokojne palce kobiety – bawiła się żetonem – podobała mu się jej maniera, dziwna chochlikowatość, która czaiła się w tym geście. Nieco dłużej zatrzymał przenikliwe spojrzenie lodowatych oczu – oczu jasnowidza – na twarzy Prewetta, którego obecność tutaj doskonale tłumaczyło posiadane nazwisko. Ostatnio widział go jednak w zgoła innych okolicznościach przyrody. Windermere. Dziennikarz, doczepiony do niego niczym rzep do psiego ogona, też tam był.
Swobodna postawa Alexandra, nonszalancko rozwalonego na krześle, kontrastowała z zaskakująco elegancką powierzchownością. Gładko ogolony, w nudnym, acz nieskazitelnym garniturze, jedyną frywolnością, na jaką sobie pozwolił były zdobiące jego palce pierścienie, pokryte inskrypcjami.
– Trzydzieści pięć. – Rozbawiło go, że nikt nie odpuścił zakładu. Kim był Mulciber, by sprzeciwiać się wyrokom losu? Podbił. Być może, tego wieczoru, wszyscy mieli sobie coś do udowodnienia. Gram, żeby coś poczuć, powiedział kiedyś Lorien, częstując ją papierosem: stali pod nieco obskurnym kasynem – wybrali to miejsce ponieważ nikt ich tu nie znał – przegrali wszystko, co mogli przegrać dzisiejszego wieczora, ale kiedy dym okadzał ich, niby święte kadzidło, nagle nie miało to znaczenia. Całkiem niezły blef, Crouch, musimy to powtórzyć.
Teraz też odpalił papierosa. Nie musiał być jasnowidzem, by wiedzieć, jak cholernie będzie go kusiło, aby zgasić peta na mordzie Bulstrode'a.
Ten pierdolony auror go prześladował. Sądził, że pierścionek, który wygrał od niego w maju – pierścionek po byłej narzeczonej – musiał być obłożony klątwą. Gówniarska koleżaneczka Loretty – nawet urocza blondyneczka z kwaśną miną – może gdyby się uśmiechnęła pokusiłby się kiedyś, by rozłożyć jej krzywe nogi. Powinna wziąć przykład z roześmianej czarnowłosej kobiety, zasiadającej u boku Bulstrode'a, pomyślał, wpijając wzrok w niespokojne palce kobiety – bawiła się żetonem – podobała mu się jej maniera, dziwna chochlikowatość, która czaiła się w tym geście. Nieco dłużej zatrzymał przenikliwe spojrzenie lodowatych oczu – oczu jasnowidza – na twarzy Prewetta, którego obecność tutaj doskonale tłumaczyło posiadane nazwisko. Ostatnio widział go jednak w zgoła innych okolicznościach przyrody. Windermere. Dziennikarz, doczepiony do niego niczym rzep do psiego ogona, też tam był.
Swobodna postawa Alexandra, nonszalancko rozwalonego na krześle, kontrastowała z zaskakująco elegancką powierzchownością. Gładko ogolony, w nudnym, acz nieskazitelnym garniturze, jedyną frywolnością, na jaką sobie pozwolił były zdobiące jego palce pierścienie, pokryte inskrypcjami.
– Trzydzieści pięć. – Rozbawiło go, że nikt nie odpuścił zakładu. Kim był Mulciber, by sprzeciwiać się wyrokom losu? Podbił. Być może, tego wieczoru, wszyscy mieli sobie coś do udowodnienia. Gram, żeby coś poczuć, powiedział kiedyś Lorien, częstując ją papierosem: stali pod nieco obskurnym kasynem – wybrali to miejsce ponieważ nikt ich tu nie znał – przegrali wszystko, co mogli przegrać dzisiejszego wieczora, ale kiedy dym okadzał ich, niby święte kadzidło, nagle nie miało to znaczenia. Całkiem niezły blef, Crouch, musimy to powtórzyć.
Teraz też odpalił papierosa. Nie musiał być jasnowidzem, by wiedzieć, jak cholernie będzie go kusiło, aby zgasić peta na mordzie Bulstrode'a.
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat