Machnęła ręką. Nie zamierzała przecież zacząć się tu z nim sprzeczać o to czy faktycznie starał się zmienić temat rozmowy, czy może jednak było inaczej. Oczywiście taka sprzeczka, o ile w ogóle by do niej doszło, nie byłaby czymś na poważnie. Obydwoje musieli zdawać sobie z tego sprawę. Właściwie odczytywać to, w jakim tonie to spotkanie - przynajmniej na ten moment - zdawało się przebiegać. Zamiast tego skupiła się już na dalszej części tej rozmowy. Na jej kontynuowaniu.
Uśmiechnęła się szeroko, jak zawsze zadowolona z komplementów pod swoim adresem jako artystki. Uwielbiała ich słuchać. Uwielbiała czuć, że inni doceniają jej talent. Umiejętności, które szlifowała przez długie lata. Poza tym, najpewniej za sprawą swojej babki, która była wiłą, w świetle reflektorów, Celine czuła się wręcz wyśmienicie. Uwielbiała znajdywać się w centrum uwagi. Niekiedy wręcz zdawało jej się, że potrzebowała tego zainteresowania ze strony innych niczym powietrza.
Kelner, który im na moment przerwał, poproszony przez Philipa o przekąski do wina, sięgnął po notes i długopis.
- Do białego wina mogę zaproponować deskę serów, zawierających opcje takie jak parmezan, cheddar, mozzarella oraz ricotta. Alternatywą będą owoce morza, w przypadku wybranego wina, mogę doradzić na przykład ostrygi. Z owoców, dostępną opcją jest ananas, winogrona lub gruszki. - poinformował, oczekując zapewne, że Philip zdecyduje się na jedną z tych opcji. Kiedy zaś otrzymał odpowiedź, starannie ją zanotował, pozostawiając ich na powrót samych przy stoliku.
- Przystawki, mon ami? Od kiedy to jesteś takim smakoszem? - skomentowała wesoło. Mimo tych słów, prawda była taka, że Celine różnego rodzaju przystawki do wina, serwowała praktycznie na każdym przyjęciu, które organizowała. To samo dotyczyło jej rodziców czy ciotki Agnes. - Właśnie z tego założenia wychodzę. Jeden występ na jarmarku, później drugi, a za jakiś czas będą mnie nazywać jarmarczną artystką. Nawet nie wiesz jak bardzo byłoby mi w takiej sytuacji wstyd. - możliwe, że trochę przesadzała, ale która artystka nie miała do takiego przesadzania, takiego dramatyzmu, pewnego... hm, talentu? Na pewno nie brakowało go nigdy Celine. Blondynka nie była ideałem, miała swoje wady, od czasu do czasu zdarzało jej się całkiem mocno gwiazdorzyć. Aczkolwiek, aby to zaobserwować, trzeba było pozostawać blisko niej. Na co dzień, nie zaś od święta.
- W takim razie być może powinieneś pozwolić sobie na taki wypad. Krótką wycieczkę. We Francji życie ma jednak trochę inny smak. Tempo. A poza tym, posiadają najlepsze wina. - z tymi słowy, wyciągnęła dłoń w stronę napełnionej białym winem lampki. Uniosła ją ku górze. Przysunęła do ust. Nosa. Zaciągnęła się zapachem. Pierw delikatnym. Następnie zakręciła lampką, chcąc wydobyć jego cięższy aromat. Ten prawdziwy? - Tutejsze wina, nawet te wychodzące z winnicy należącej do mojej rodziny, nie dorównują prawdziwemu, francuskiemu winu. - wreszcie skomentowała, pozwalając sobie tuż po tych słowach upić jeden, może ze dwa łyki. Nieśpiesznie, doceniając jego smak. Wbrew temu, co przed chwilą powiedziała, naprawdę lubiła wina Leroux. Po prostu było to bardziej lubienie na zasadzie - gdy się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.