Oczywiście, że go rozpoznała, jak bowiem miałaby nie rozpoznać własnego brata? Nawet kiedy był taki zarośnięty i wyglądał jak jakiś dzikus z buszu. Nie odpuszczał, nadal na niej leżał i przytulał się do niej na tej ziemi. - To boli. - Rzuciła jeszcze, jednak całkiem żartobliwie, nie tak łatwo było ją przecież uszkodzić, może była od niego nieco drobniejsza, ale jej sylwetka była bardzo atletyczna. Ciekawe, czy pokonałaby go teraz w walce, nie wiedzieć czemu od razu ku rywalizacji pomknęły jej myśli. Uwielbiała konkurować z większymi i silniejszymi od siebie osobnikami, a James należał do grona osób, które faktycznie mogły jej dorównać, nie zakładała, że pokonałby ją, była naprawdę pewna siebie, jeśli chodzi o sprawy związane z walką, trenowała bardzo dużo czasu i nadal nie odpuszczała, chcąc mieć pewność, że nikt nie będzie w stanie sobie z nią poradzić. Ambitna z niej była bestia.
Od czego miała zacząć? Zapytał co u niej, nie miała pojęcia o co konkretnie mu chodziło. Działo się tak wiele, że naprawdę nie wiedziała o czym powinna mu opowiedzieć. Nie zdążyła się jednak odezwać, kiedy położył rękę na jej brzuchu, co to miało być? - Chyba jebnąłeś się w głowę przy lądowaniu na podłodze. - Rzuciła do niego na ten komentarz o tym, że zostanie wujkiem.
W końcu udało im się podnieść z podłogi. Nareszcie, nie było to szczególnie wygodne miejsce do przywitania się z tak długo niewidzianym bratem.
Gerry wstała również. Wpatrywała się w niego dłuższą chwilę, nie wiedziała do końca, co powinna zrobić. Był jej bratem, stęskniła się za nim, ale była strasznie chujowa w tych wszystkich rodzinnych sprawach, brakowało jej wyczucia, nie należała do osób specjalnie wylewnych. - Widzę, a dlaczego wróciłeś? - Próbowała jakoś zacząć rozmowę. Czy powinęła mu się noga, może coś się wydarzyło, pewnie był jakiś konkretny powód. Skoro tyle czasu spędził w drodze, to dlaczego wrócił akurat teraz.
- Chodź do kuchni, możemy się czegoś napić. - Nie będą przecież dyskutować w przedpokoju, gospodyni była z niej średnio doświadczona, ale chyba wypadało ugościć go w jakikolwiek sposób.
Gdy weszła do kuchni sięgnęła do jednej z szafek po szklankę, butelka whisky do połowy opróżniona stała na stole. Nie pytała go na co ma ochotę, nalała tego, co stało. Do pełna. Wręczyła mu szklankę, po czym nalała i sobie, przecież nie będzie patrzyła na to, jak on pije. - Trochę cię nie było. - Odparła, po czym usiadła na parapecie, było to jej ulubione miejsce w tym pomieszczeniu.