07.07.2024, 18:49 ✶
Zagadki, które rozwiązywało się łatwo, były dla niego nudne i rozczarowujące.
- Gdybyś chciał, dajmy na to, okraść Departament Tajemnic, kogo w Londynie wybrałbyś do testowania swojej teorii? - Zapytał, unosząc w górę brew i mierząc go spojrzeniem, analizując jego reakcję. Czy przesadzał? Pewnie, że tak, ale przesada była jego drugim imieniem, a zarozumiałość zwyczajnie nie pozwalała mu dopuścić do głowy scenariusza, w którym ktoś tak po prostu postanowił wejść do środka i okraść go z prywatnych zapisków. Snuł więc coraz głębsze pomysły o głębokich intrygach. - No chyba nie Vablatsky - burknął, po czym pokręcił głową, jakby w geście niedowierzania. Miał w dziedzinie przepowiadania przyszłości naprawdę wielu konkurentów, o nie jednak wspominał najczęściej. Bo jego książka stała się podręcznikiem do numerologii, a o wróżbiarstwie też przecież pisał... Do wróżbiarstwa wybrali tę lafi-
Ugh.
- Warto przynajmniej napisać do Yaxleyów. Nie wydaje mi się, żeby mieli być zadowoleni, jeżeli zatai się przed nimi ogół postępowania kogoś rzucającego ot tak ich nazwiskiem, nie wdawałbym się w detale. - Mógł przecież swojej rodziny nie lubić, wciąż jednak koneksje, jakie wynosił wraz z noszeniem nazwiska Dolohov nie były do końca czymś, co chciałby zaprzepaścić. - Ale proponuję zacząć od kontaktu z jakimś twórcą zabezpieczeń - najwyraźniej nawet mimo sugestii, nie traktował ich gniewu do końca poważnie - przynajmniej takich, które w takiej sytuacji pozwolą na sprawniejszą ucieczkę.
Bo ten ślad na jego nadgarstku nadal istniał, a on pytał o to, czy powinien tam od razu zejść i naprawiać to co się stało, chociaż padł tego ofiarą. Dolohov był tchórzem, jeżeli ktokolwiek myślał, że zetknąwszy się z Thoranem sam na sam, zrobiłby cokolwiek poza teleportowaniem się w bezpieczne miejsce... ha, był bardzo, ale to bardzo naiwny. Martwiąc się o Trelawneya zamierzał wbić mu do głowy ten sam schemat myślenia. Niech na wojnie giną pracownicy Ministerstwa, oni byli dwójką badaczy i takim właśnie powinno to pozostać.
- W tym miejscu nie ma nic wartego więcej niż twoje bezpieczeństwo.
Taca z imbrykiem herbaty, cukierniczką, talerzykiem ciasteczek i filiżanką wleciała do pomieszczenia i z cichutkim stuknięciem opadła na blat stołu, dopełniając perfekcję wnętrza. Wszystko tutaj było piękne i zapewne drogie, ale jednocześnie czyste i zadbane. Urządzone zgodnie z gustem Dolohova mieszkanie momentami przytłaczało swoją nienagannością, on sam jednak zdawał się korzystać z tego bardzo, ale to bardzo swobodnie - podobnie zresztą co Annaleigh. Tym, co za bohaterskie smagnięcie Thorana zaklęciem podczas leżenia na podłodze ofiarował Peregrinowi Vakel... był jego poranek. Dosłowne. Gorący napój, paczka papierosów, przekąska mająca zapewne pozostać nietkniętą, widok na jedną z najbardziej ruchliwych ulic Londynu i dzisiejsza gazeta, która momentalnie zaszeleściła, wyprostowała swoje strony i ułożyła się elegancko, w gotowości na zostanie przeczytaną.
- Idę się ubrać - powiedział, po czym zniknął za drzwiami, w których do tej pory stał.
- Gdybyś chciał, dajmy na to, okraść Departament Tajemnic, kogo w Londynie wybrałbyś do testowania swojej teorii? - Zapytał, unosząc w górę brew i mierząc go spojrzeniem, analizując jego reakcję. Czy przesadzał? Pewnie, że tak, ale przesada była jego drugim imieniem, a zarozumiałość zwyczajnie nie pozwalała mu dopuścić do głowy scenariusza, w którym ktoś tak po prostu postanowił wejść do środka i okraść go z prywatnych zapisków. Snuł więc coraz głębsze pomysły o głębokich intrygach. - No chyba nie Vablatsky - burknął, po czym pokręcił głową, jakby w geście niedowierzania. Miał w dziedzinie przepowiadania przyszłości naprawdę wielu konkurentów, o nie jednak wspominał najczęściej. Bo jego książka stała się podręcznikiem do numerologii, a o wróżbiarstwie też przecież pisał... Do wróżbiarstwa wybrali tę lafi-
Ugh.
- Warto przynajmniej napisać do Yaxleyów. Nie wydaje mi się, żeby mieli być zadowoleni, jeżeli zatai się przed nimi ogół postępowania kogoś rzucającego ot tak ich nazwiskiem, nie wdawałbym się w detale. - Mógł przecież swojej rodziny nie lubić, wciąż jednak koneksje, jakie wynosił wraz z noszeniem nazwiska Dolohov nie były do końca czymś, co chciałby zaprzepaścić. - Ale proponuję zacząć od kontaktu z jakimś twórcą zabezpieczeń - najwyraźniej nawet mimo sugestii, nie traktował ich gniewu do końca poważnie - przynajmniej takich, które w takiej sytuacji pozwolą na sprawniejszą ucieczkę.
Bo ten ślad na jego nadgarstku nadal istniał, a on pytał o to, czy powinien tam od razu zejść i naprawiać to co się stało, chociaż padł tego ofiarą. Dolohov był tchórzem, jeżeli ktokolwiek myślał, że zetknąwszy się z Thoranem sam na sam, zrobiłby cokolwiek poza teleportowaniem się w bezpieczne miejsce... ha, był bardzo, ale to bardzo naiwny. Martwiąc się o Trelawneya zamierzał wbić mu do głowy ten sam schemat myślenia. Niech na wojnie giną pracownicy Ministerstwa, oni byli dwójką badaczy i takim właśnie powinno to pozostać.
- W tym miejscu nie ma nic wartego więcej niż twoje bezpieczeństwo.
Taca z imbrykiem herbaty, cukierniczką, talerzykiem ciasteczek i filiżanką wleciała do pomieszczenia i z cichutkim stuknięciem opadła na blat stołu, dopełniając perfekcję wnętrza. Wszystko tutaj było piękne i zapewne drogie, ale jednocześnie czyste i zadbane. Urządzone zgodnie z gustem Dolohova mieszkanie momentami przytłaczało swoją nienagannością, on sam jednak zdawał się korzystać z tego bardzo, ale to bardzo swobodnie - podobnie zresztą co Annaleigh. Tym, co za bohaterskie smagnięcie Thorana zaklęciem podczas leżenia na podłodze ofiarował Peregrinowi Vakel... był jego poranek. Dosłowne. Gorący napój, paczka papierosów, przekąska mająca zapewne pozostać nietkniętą, widok na jedną z najbardziej ruchliwych ulic Londynu i dzisiejsza gazeta, która momentalnie zaszeleściła, wyprostowała swoje strony i ułożyła się elegancko, w gotowości na zostanie przeczytaną.
- Idę się ubrać - powiedział, po czym zniknął za drzwiami, w których do tej pory stał.
Koniec sesji
with all due respect, which is none