Pewnie mogli się o to pokłócić, nie raz, czy nie dwa, bo miała strasznie lekkie podejście do tego, jak wyglądała. Nie chciała nigdy nikomu imponować, najlepiej czuła się właśnie tak, jak stała teraz przed nim. W tym skórzanym płaszczu, ciężkich butach, trochę jakby właśnie wyszła z lasu. Od zawsze twierdziła, że wygląd nie jest istotny, że się nie liczy, dla niej najważniejsze było wnętrze i chciała pokazać wszystkim wokół, że tak właśnie jest, chociaż miała świadomość, że gdyby tylko chciała, to umiałaby zwrócić na siebie uwagę wyglądem. Doszło to do niej po zakończeniu szkoły, kiedy zaczęła podróżować, wtedy nabrała nieco więcej pewności siebie.
- Polowałam, tym się zajmuję, jestem łowczynią. - Postanowiła podzielić się z nim tą informacją, nie była to też żadna tajemnica, ludzie wiedzieli czym się zajmuje, jej rodzina przecież słynęła z tego, że zabijała potwory. Nie wstydziła się też tego, czym się zajmowała, wręcz przeciwnie, była dumna z tej profesji.
- Widzę, że bardzo dobrze znasz się na tym, jak być damą, może minąłeś się z powołaniem? - Skoro był takim specjalistą, to najwyraźniej powinien zostać jedną z nich, na pewno wyśmienicie by się w tym odnalazł z tą całą wiedzą, którą posiadał. Nie zamierzała jednak ciągnąć tego tematu, bo wzbudzał w niej mieszane uczucia, a że denerwowała się bardzo szybko, to wolała po prostu unikać takich rozmów, aby nie doprowadzać do kłótni. Najwyraźniej przez te lata, kiedy się nie widzieli zaczęła też trochę pracować nad swoim zachowaniem, kiedyś pewnie w ogóle by się nie przejmowała tym, że może dojść do konfrontacji mniej, czy bardziej przyjemnej. Miała by gdzieś to, że jej słowa mogą ranić mocniej niż sztylet, czy miecz. Zresztą sam Luno miał wątpliwą przyjemność się o tym przekonać.
Zatrzymali się przed drzwiami kamienicy. Chyba trafili na miejsce. Wtedy odezwał się do niej po raz kolejny. Yaxley wpatrywała się w niego dłuższą chwilę. Rozpoznał ją, dopiero teraz jej o tym wspomniał, dlaczego nie powiedział o tym wcześniej, okropnie go potraktowała podczas ich ostatniego spotkania, ale wydawało jej się, że na to zasługiwał.
Dalej brnął w tę narrację, którą stosował kiedy jeszcze byli dzieciakami, tyle, że teraz nie było szansy na to, że chciał komuś zaimponować. Byli tu tylko oni, ich spotkanie należało do tych zupełnie przypadkowych, a on znowu powiedział jej, że jest bardzo ładna.
Czy mogła się mylić? Czy wtedy źle go oceniła? Zaczęła myśleć o tym, że popełniła błąd traktując go wtedy tak okropnie, ale miała swoje powody, sam je jej dawał. Poczuła, że policzki zaczynają ją palić, zawstydziła się, nie miała pojęcia, w jaki sposób powinna się zachować. Nie znosiła tego uczucia. - Przepraszam. - Chyba chodziło jej o to, jak kazała mu się pierdolić, rychło w czas te słowa przeszły jej przez gardło.