Oczywiście, że miał rację. Bo jakżeby inaczej? Znał swojego brata znacznie dłużej od Lorien, aby wiedzieć jakie może mieć zdanie w niektórych sprawach. Jak by sam postępował, lub czego by sobie sam nie życzył, jeżeli chodziło chociażby o wychowanie dzieci. A na pewno obaj nie chcieli ich wychowywać tak radykalnie jak to zrobił z nimi ojciec. Szczególnie takie podejście miał Richard. Najwięcej przez rodzica wycierpiał. Najbardziej mógł się go obawiać. Najbardziej chciał jego śmierci.
Lorien zaczynała kolejne swoje wygibasy siedząc na biurku. Pilnował tylko, żeby nie zleciała znów. Tym razem nie zdąży jej złapać i połamie się na dobre. To, że odzież nocna nieco odkryła jej blizny i siniaka, nie interesowało go. Nie wpatrywał się nawet w jej części ciała, jakby próbowała zwrócić w ten sposób jego uwagę na siebie. To na niego nie działało.
Temat zachowania Sophie wciąż był omawiany. Szwagierka nie mogła się najwyraźniej pogodzić z tym, że młodej wiewiórze zezwolono na własny alkoholowy interes.
"Już myślałem, że o sobie mówisz." – skomentował w myślach jej słowa, począwszy od "mała nieopierzona ptaszyna", po "naiwna i głupia". Nie skomentował tego na głos, bo jeszcze by oberwał tą wielką księgą podatków, za jawne stwierdzenie, że Lorien jest również naiwna i głupia. Zachował to dla siebie, ale słuchał jej.- Żyjemy w takich czasach, że musimy sobie sami radzić. Prowadzenie biznesu samodzielnie, to także lekcja samodzielności i odpowiedzialności. Może chce, aby tego doświadczyła i sama zmierzyła się z prawdziwą dorosłością. Skoro przyszło jej urodzić się tutaj. W tych czasach.
Odpowiedział tak, jakby sam przez podobny proces przeszedł, doświadczył go. Co prawda dawał radę i nie poddał się. Ale tylko i wyłącznie dzięki temu, że miał wsparcie brata.
- Swoją drogą. Nie kręć na tym biurku bo znów zlecisz.
Zwrócił jej uwagę, zmieniając trochę temat. Aby uważała na swoje ptasie ciało.