07.07.2024, 21:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.07.2024, 21:29 przez Anthony Shafiq.)
Patrzył w dal i myślał o deszczu, o szarości którą niósł, szarości ludzkiej skóry, ludzkiej egzystencji. Myślał o popiele i o tym jak każde z ciał kiedyś stanie się popiołem, choć w jego percepowaniu świata skóra już była wysycona mieszaniną czerni i bieli, pozbawiona różowości, a tylko odcienie szarości, jakby moralność odbijała się w zarumienionej twarzy, zwykle odwrotnie proporcjonalna, albowiem im bliższy bieli był jego rozmówca, tym prawdopodobniej rozleglejsze obszary zgnilizny toczyły jego wnętrzności. Ileż razy spoglądał we własne lustro po wizycie w zakładzie Potterów, dbających o to, by słońce na które tak chętnie się eksponował, nie naniosło zbyt wiele szkód, zbyt wiele niesymetrycznych łat, zbyt jasnych włosów. Gdy przychodziło lato a on zapominał się w przechadzkach po wisielczym lesie, zbyt łatwo zaczynał przypominać chłopię, lokowanego, prostolinijnego chłopca, którym nie był i nie chciał być. Biel była drogą, jak tych którzy go otaczali, padlinożerców czekających na jedno potknięcie. Drapieżnik musi być największym z drapieżników by uratować skórę. Choćby i miał te komunikaty wysyłać podprogowo, była to kwestia jego przeżycia, jego utrzymania się na powierzchni. Nawet teraz, zwłaszcza teraz, gdy Międzynarodowa Unia Magiczna funkcjonowała dopiero od kilku lat i w każdej chwili ktoś mógł ukręcić jej łeb.
Myślał, a trzask drzwi i.. co gorsza! przekręcany zamek wyrwały go z tego zamyślenia. To mógł być przeciąg, ale przeciąg nie zamknąłby go na klucz.
Nieśmiały poltergeist? Czyżby musiał zamówić egzorcystę? W sumie w ubiegłym tygodniu deboginizował piwnicę, byłoby oczywiste, że gdzieś rzeczywiście jakaś biała dama mogła się zagnieździć w kącie, którego jeszcze nie sprawdził.
To był jeden ruch różdżką. Jeden wystarczył. Teleportował się przed drzwi, to nie był problem przecież będąc magiem, by przejść nie tyle co przez drzwi a za drzwi.
I wtedy zderzył się z... tym czymś. Nią? Istotą? Intruzem? Człowiekiem? Zjawą?
– Que?! – Żachnął się w języku w którym rozmyślał o polityce wyraźnie wzburzony. Nie było widać jego oczu za czarnymi okrągłymi szkłami w których odbił się grom, który z wyczuciem chwili rozorał niebo z hukiem.
Myślał, a trzask drzwi i.. co gorsza! przekręcany zamek wyrwały go z tego zamyślenia. To mógł być przeciąg, ale przeciąg nie zamknąłby go na klucz.
Nieśmiały poltergeist? Czyżby musiał zamówić egzorcystę? W sumie w ubiegłym tygodniu deboginizował piwnicę, byłoby oczywiste, że gdzieś rzeczywiście jakaś biała dama mogła się zagnieździć w kącie, którego jeszcze nie sprawdził.
To był jeden ruch różdżką. Jeden wystarczył. Teleportował się przed drzwi, to nie był problem przecież będąc magiem, by przejść nie tyle co przez drzwi a za drzwi.
I wtedy zderzył się z... tym czymś. Nią? Istotą? Intruzem? Człowiekiem? Zjawą?
– Que?! – Żachnął się w języku w którym rozmyślał o polityce wyraźnie wzburzony. Nie było widać jego oczu za czarnymi okrągłymi szkłami w których odbił się grom, który z wyczuciem chwili rozorał niebo z hukiem.