Nie było to łatwe. Nie znosiła pokazywać, że sobie nie radzi, ale tak ją wypytywał, ciągnął za język, że pękła. Oczywiście, że nie powiedziała wszystkiego, nie wspomniała przecież o wyimaginowanym bracie bliźniaku, który postanowił ją zabić, ale to wolała zostawić na kiedyś indziej, zresztą Astarothowi też nie zdradzała szczegółów związanych z tą sprawą. To był jej problem i sama miała sobie z nim poradzić. Taaak, na pewno. Był to jednak problem Geraldine z przyszłości, nie tej teraz.
Czy ulżyło jej, kiedy to wszystko z siebie wykrzyczała? No raczej średnio. Wyszła trochę na królową dramatyzmu, ale sam pytał, sam chciał dowiedzieć się, co u niej słychać. Nic nie szło jak powinno, wszystko czego się dotknęła się pierdoliło, jakby przyciągała do siebie całe gówno tego świata.
Uśmiechał się, kurde mać, czy traktował ją w ogóle poważnie. Odetchnęła głęboko, to było jedyne na co mogła sobie w tej chwili pozwolić, nie chciała dalej gadać bez sensu, rzucać argumentów, które były zupełnie niepotrzebne i miały raczej zranić drugą stronę niżeli wnieść coś do rozmowy. Potrafiła wzbudzić wyrzuty sumienia u rozmówcy, ale niekoniecznie o to jej chodziło w tej konwersacji. Naprawdę cieszyła się, że wrócił, wybrał tylko trochę chujowy moment, kiedy była dosyć mocno rozjebana emocjonalnie.
Zeszło z niej ciśnienie zupełnie, kiedy smyrał ją po głowie. Czy to możliwe, że czyjaś obecność mogła powodować taki spokój, miała wrażenie, że przechodzą na nią jego pokłady pozytywnej energii, czy coś.
- Naszczałeś mi na drzwi. - Zmieniła temat teraz na nieco mniej dramatyczny. - Nie chwaliłeś się, że umiesz takie sztuczki. - Dorzuciła jeszcze, bo najwyraźniej nauczył się czegoś ciekawego podczas tych swoich dalekich podróży.