Może poszedł złym przykładem, porównując ostatnią wojnę czarodziejów, która trwała na prawdę długie lata, ale nie miał innego lepszego przykładu, aby nawiązać do obecnie rozpoczynającego się czegoś, co miało być następstwem działań Gellerta.
Skupił uwagę na bracie, który wyjaśniał mu tę kwestię ze swojej strony, obserwacji jako stałego mieszkańca tego miasta. Wiedział na pewno więcej. Może też posiadał wiedzę z innych źródeł? Sama prasa niczego więcej nie przedstawi, jak teraz mieli tego jasny przykład. A Richard, był właśnie świadkiem pewnego zdarzenia.
- Może i masz rację. Za szybko wyciągam porównawcze wnioski w obliczu tego, co dopiero się zaczęło. Twoje przekonanie mnie zaskakuje, jakbyś pewny był tego, że nie powinienem się o bezpieczeństwo dzieci przejmować. Ja mieszkam jeszcze w Oslo. Ty masz tutaj córkę.Wyraził tym samym zainteresowanie posiadaną wiedzą przez brata i przekonaniem, pewnością w swoich słowach, jakoby chciał go uspokoić? Zapewnić, że niczym nie powinien się przejmować? Obaj są ojcami. Richard miał więcej dzieci i może bardziej przykładał w sobie obawy o ich bezpieczeństwo, mając roztrzepanych momentami chłopaków. Nie chcąc, aby wpakowali się w jakieś kłopoty, przebywając tutaj w Anglii. Kto wie, czy nie odziedziczyli tego po nim.
Sprawa z jego obecnością w Hogsmeade bardziej zwróciła Robertowi uwagę, kiedy Richard przyznał się, iż tej nocy tam był. Teraz to dopiero musi się tłumaczyć. A mógł nic nie wspominać o tym.
Uciekł wzrokiem od pytania brata na swoją kawę.
Odparł w końcu, wracając spojrzenie m na Roberta takim "przecież żyję, nic mi nie jest". Bo faktycznie, na pierwszy rzut oka wyglądał dobrze ale na zmęczonego, nieogolonego, nie przespawszy zalecanych godzin snu. Nie było tylko pewności, czy na ciele był cały. A że mieli zimę, koszula i ciemny sweter oraz spodnie idealnie wszystko zakrywały.
- Miałem potrzebę odwiedzić stare śmieci. Zajrzeć do Pubu pod Trzema Miotłami.
Przyznał się. Westchnął i dodał.
- Tak wiem, jestem durniem i nie powinienem w takim okresie robić nocnych wycieczek aż tak daleko. Żyję. I jestem cały.
Kolejne wytłumaczenie się, po którym uciekł wzrokiem i uwagą do kubka z kawą, unosząc go prawą dłonią do ust, aby upić łyk. Wrócił jeszcze do tematu wariata i tych śmierciożerców.
- A jeżeli wariatem nazywasz tego Lorda Voldemorta, to bym trochę odpuścił. Jego ideologia nie jest zła, ale zwolenników to powinien umieć dobierać. Jedyną służbą na miejscu byłem ja.