08.07.2024, 00:55 ✶
siedzę z bazylem na kocykach i jestem ogrywany w karty
Atreus spojrzał na karty ostatni raz, przyglądając się znaczeniom, które nie układały się w nic, co pozwoliłoby mu chwalebnie odbić się od dna i pokonać kuzyna jakimś nagłym zrywem szczęścia. Był w dupie. To był koniec. Całkowita porażka - dlatego też uniósł ku górze puste już dłonie, przyznając się do tego, że nie miał już czym grasz. Dobrze, że to była tylko głupia gra w wojnę.
- Nie wierzę, kurwa, w to twoje szczęście. Szkoda, że tak dobrze ci nie szło ostatnim razem kiedy siedzieliśmy nad kartami - mruknął kąśliwie, sięgając po ustawioną obok siebie na piasku butelkę i pociągając z niej łyk piwa.
Przyleciał do tej całej Doliny Godryka na miotle, stwierdzając że skoro i tak zapowiadało się to na dość leniwy dzień to nic nie stało na przeszkodzie, żeby dodatkowo zrobić sobie krótką wycieczkę na samo miejsce zabawy. Teraz stała koło namiotu, gdzie można było dostać jedzenie, czekając aż cała zabawa dobiegnie końca. Wcześniej, kiedy tylko pojawił się na zabawie, zdążył przywitać się i porozmawiać z Brenną, ale po drodze ta gdzieś mu uciekła, gnając do jakichś super bardzo ważnych spraw. Trochę żałował, bo o wiele chętniej by sobie teraz zamienił z nią parę słów, zamiast patrzeć na to jak Basilius zbiera wszystkie karty w stosik i je tasuje.
- Wiesz co, tak sobie myślałem, że co ty na to żeby się złapać na początku września z Vioricą i przejść we trójkę na tor? Ostatnio gadałem sobie z Laurentem, powiedział że mój ma duże szanse zająć wysokie miejsce, można by pokibicować. Albo standard czylie wieczór w kasynie, pozwolę ci wybrać.
!zaklętamuszla