08.07.2024, 07:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.07.2024, 10:06 przez Brenna Longbottom.)
Podchodzę do kocy, gdzie siedzą Heather i Cameron, a poza tym zerkam, obserwując łowy Woody’ego
W gruncie rzeczy Brenna nie musiała szczególnie się napracowywać przy organizacji całej zabawy – kilka osób rzuciło się do pomocy z dużym entuzjazmem, i w efekcie wystarczyło dopilnować kilku dodatkowych pomysłów. Kręciła się na plaży od jakiegoś czasu, najpierw pomagając przy rozkładaniu rzeczy i rzucaniu zaklęć, potem witając kolejne, pojawiające się osoby i bardzo starając się nie pokazać, że trochę się martwi. Zastanawiała się, na ile to wszystko było udanym pomysłem, i czy na pewno goście będą się dobrze bawić, ale jakoś tak miała wrażenie, że po wszystkich przygodach w Księżycowym Stawie była im winna coś miłego, a poza tym powinni czasem pobawić się, póki jeszcze w ogóle było to możliwe.
Postawiła na luźną, jasną koszulkę, naciągniętą na top i shorty, dla niej idealne na taką niezobowiązującą zabawę. Nie widziała sensu w wielkim strojeniu się, skoro mieli grillować, siedzieć na piasku, a i znając los, prędzej czy później ktoś skończy w wodzie. Na plaży tego wieczora gromadził się głównie Zakon, ale też kilka osób, wokół których trochę się kręcili - jak Basilius - czy może i nie mieli dołączyć, pewna współpraca mogłaby być jednak w przyszłości wskazana - jak Alexander Bell, zważywszy na to, że w cyrku były niemal same mugolaki oraz kilka osób towarzyszących.
Jak Cameron Lupin.
Kiedy Heather i Cameron rozsiedli się na kocach, ona zanurkowała na chwilę w namiocie, aby wyjąć stamtąd pojemnik. Gdy się wynurzyła, dostrzegła, że jej ciotka nie siedziała już na kocu tylko z Dorą u boku: na kocu rozwalił się w pozie podstarzałego amanta filmowego Woody. Przypatrywała się temu z pewnym namysłem, bo w takich chwilach, patrząc na wujostwo, bywała rozdarta pomiędzy „daj jej wreszcie spokój, niech o tobie zapomni” a „czy moglibyście już przestać tak krążyć wokół siebie, się pocałować, przyznać, że się kochacie i zostać parą?”
Ale nie miała już dwudziestu lat i wiedziała, że to pierwsze najwyraźniej jest niemożliwe, to drugie z kolei nie jest takie proste, i w sumie przecież organizując to wszystko spodziewała, że Woody prędzej czy później do Tessy podejdzie.
Sądziła tylko, że będzie potrzebował do tego jeszcze paru piw.
W każdym razie nic nie powiedziała, nie podchodziła, byli dorośli i w ogóle, zamiast tego podeszła do Heather i Camerona, by położyć przed nimi pudełko. W środku znajdował się tort – niezbyt wielki, niezbyt słodki, za to zabezpieczony zaklęciem przed roztopieniem się w tym upale, z bardzo fikuśnym napisem Heather&Cameron.
Była w pełni świadoma, że jest tu jeszcze jedna para, ale z nimi już obojgiem mogła pogadać, Nora nie przepadała za słodkościami, i sama robiła najlepsze, a poza tym Sam i Nora to chyba (jak na nich zerknęła, bo zerkała ogółem na wszystkich, patrząc, czy coś nie wymaga uwagi) przerabiali kolejny ważny moment w relacji.
I jedne i drugie zaręczyny były nieoczekiwane i szybkie, ale jakoś… Brenna odnosiła wrażenie, że chyba po tym Beltane więcej osób zaczęło mieć wrażenie, że trzeba żyć, jakby jutra miało nie być, bo jest spora szansa, że dokładnie tak się stanie.
– Nie miałam okazji pogratulować wam obojgu – stwierdziła, posyłając im uśmiech. – Wszystkiego najlepszego, mam nadzieję, że wszystko ułoży się po waszej myśli.
!zaklętamuszla
W gruncie rzeczy Brenna nie musiała szczególnie się napracowywać przy organizacji całej zabawy – kilka osób rzuciło się do pomocy z dużym entuzjazmem, i w efekcie wystarczyło dopilnować kilku dodatkowych pomysłów. Kręciła się na plaży od jakiegoś czasu, najpierw pomagając przy rozkładaniu rzeczy i rzucaniu zaklęć, potem witając kolejne, pojawiające się osoby i bardzo starając się nie pokazać, że trochę się martwi. Zastanawiała się, na ile to wszystko było udanym pomysłem, i czy na pewno goście będą się dobrze bawić, ale jakoś tak miała wrażenie, że po wszystkich przygodach w Księżycowym Stawie była im winna coś miłego, a poza tym powinni czasem pobawić się, póki jeszcze w ogóle było to możliwe.
Postawiła na luźną, jasną koszulkę, naciągniętą na top i shorty, dla niej idealne na taką niezobowiązującą zabawę. Nie widziała sensu w wielkim strojeniu się, skoro mieli grillować, siedzieć na piasku, a i znając los, prędzej czy później ktoś skończy w wodzie. Na plaży tego wieczora gromadził się głównie Zakon, ale też kilka osób, wokół których trochę się kręcili - jak Basilius - czy może i nie mieli dołączyć, pewna współpraca mogłaby być jednak w przyszłości wskazana - jak Alexander Bell, zważywszy na to, że w cyrku były niemal same mugolaki oraz kilka osób towarzyszących.
Jak Cameron Lupin.
Kiedy Heather i Cameron rozsiedli się na kocach, ona zanurkowała na chwilę w namiocie, aby wyjąć stamtąd pojemnik. Gdy się wynurzyła, dostrzegła, że jej ciotka nie siedziała już na kocu tylko z Dorą u boku: na kocu rozwalił się w pozie podstarzałego amanta filmowego Woody. Przypatrywała się temu z pewnym namysłem, bo w takich chwilach, patrząc na wujostwo, bywała rozdarta pomiędzy „daj jej wreszcie spokój, niech o tobie zapomni” a „czy moglibyście już przestać tak krążyć wokół siebie, się pocałować, przyznać, że się kochacie i zostać parą?”
Ale nie miała już dwudziestu lat i wiedziała, że to pierwsze najwyraźniej jest niemożliwe, to drugie z kolei nie jest takie proste, i w sumie przecież organizując to wszystko spodziewała, że Woody prędzej czy później do Tessy podejdzie.
Sądziła tylko, że będzie potrzebował do tego jeszcze paru piw.
W każdym razie nic nie powiedziała, nie podchodziła, byli dorośli i w ogóle, zamiast tego podeszła do Heather i Camerona, by położyć przed nimi pudełko. W środku znajdował się tort – niezbyt wielki, niezbyt słodki, za to zabezpieczony zaklęciem przed roztopieniem się w tym upale, z bardzo fikuśnym napisem Heather&Cameron.
Była w pełni świadoma, że jest tu jeszcze jedna para, ale z nimi już obojgiem mogła pogadać, Nora nie przepadała za słodkościami, i sama robiła najlepsze, a poza tym Sam i Nora to chyba (jak na nich zerknęła, bo zerkała ogółem na wszystkich, patrząc, czy coś nie wymaga uwagi) przerabiali kolejny ważny moment w relacji.
I jedne i drugie zaręczyny były nieoczekiwane i szybkie, ale jakoś… Brenna odnosiła wrażenie, że chyba po tym Beltane więcej osób zaczęło mieć wrażenie, że trzeba żyć, jakby jutra miało nie być, bo jest spora szansa, że dokładnie tak się stanie.
– Nie miałam okazji pogratulować wam obojgu – stwierdziła, posyłając im uśmiech. – Wszystkiego najlepszego, mam nadzieję, że wszystko ułoży się po waszej myśli.
!zaklętamuszla
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.