- Rien ne va plus. – czuwający nad wszystkim Peter, korzystając z dobrze znanej stałym bywalcom kasyn wstawki w języku francuskim, poinformował wszystkich o tym, że czas na obstawianie dobiegł końca. Nadszedł ten moment, w którym należało wprawić w ruch koło od ruletki, a następnie, w przeciwnym kierunku do ruchu tego koła, rzucić kulkę. To też zrobił mężczyzna. – Za chwilę zobaczymy, gdzie się zatrzyma.
Czekając na wyrok losu, Agnes spojrzała w kierunku Lorien.
- Zobaczymy czy takie szczęśliwe, moja droga. – odpowiedziała. Prawda była jednak taka, że zapewne nikt by się nie zdziwił, gdyby przynajmniej pierwsze kolejki ustawione zostały właśnie na korzyść pani Delacour. Skoro napracowała się nad organizacją tego wieczorku, to jakaś nagroda jej się za to należała, nieprawdaż? No cóż, tę kobietę albo kochało się za to jaka była, albo też miało problemy z tym, żeby choćby tolerować.
Następnie uwagę z powrotem przeniosła na Camille.
- Mi również ich brakowało, Kotku. – uśmiechnęła się. Prawda była taka, że dawno już takiego przyjęcia Agnes nie miała okazji zorganizować. W ostatnich miesiącach sporo podróżowała po Europie. Do domu wróciła dopiero w lipcu. – Postaram się jednak zadbać o to, żeby w najbliższym czasie to nadrobić. – padła deklaracja. Tylko czy pani Delacour faktycznie zamierzała tego słowa dotrzymać? Po prawdzie nie była nigdy kimś, kto tego typu sprawami zaprzątał sobie głowę. Było dobrze zachować pewien dystans względem tego, co wychodziło z ust Agnes. I nawet nie dlatego, że w tym momencie kłamała. Ona po prostu nie miała do tego głowy. Była zbyt roztrzepana, zapominalska, miała wiele pomysłów, ale sporo z nich tak po prostu porzucała.
Nie śpieszyła się z odpowiedzią na pytanie dotyczące wesela Blacków. Skupiona na wpatrywaniu się w srebrną kulkę, na zaklinaniu jej w myślach, odezwała się ponownie dopiero po upływie krótkiej chwili.
- Musiałam odmówić, na początku sierpnia byłam na krótkiej wycieczce w Hiszpanii. Chciałam jeszcze przez chwilę nacieszyć się słońcem. Poza tym sama wiesz, hiszpańscy chłopcy są tacy… - nawet nie musiała tłumaczyć jacy Ci hiszpańscy chłopcy byli, o co jej tutaj chodziło. Dało się to bowiem odczytać. Ton głosu, wyraz twarzy, one mówiły wyraźnie w czym rzecz. – O, chyba już zwalnia. – to mówiąc nachyliła się nad stołem, chcąc znaleźć się możliwie blisko koła ruletki. Dostrzec, w którym polu za chwilę zatrzyma się kulka. – No ale, Camille… czy chcesz mi powiedzieć, że stałaś się po tym weselu bohaterką jakiś gorących plotek? Czy może chodzi tu o kogoś innego? - ciężko było jej sobie wyobrazić Camille jako bohaterkę jakiś mniej grzecznych opowieści. Blondynka nie wydawała się taka. Choć może? Jak to w końcu się mawiało? Cicha woda brzegi rwie. I inne takie. Czasem człowiek mógł się zdziwić. Zdziwić tak porządnie. – A Ty Lorien? Byłaś z mężem na tym weselu? – zagadnęła drugą z kobiet, nie chcąc jej z tej rozmowy wykluczać. Dała jej tych kilka chwil na odpowiedź. Zwłaszcza, że nie chciała jakoś szczególnie śpieszyć się z tym, aby opowiadać o swoim obecnym życiu towarzyskim oraz uczuciowym. Znaczy chciała, po prostu miała na to jeszcze cały wieczór.
Kulka wreszcie się zatrzymała, wybierając pole o numerze 3, w kolorze czerwonym.
- Moi drodzy, los zdecydował. – poinformował Peter, przerywając na moment prowadzone przy stole rozmowy. – Wypadła czerwona trójka.
Znaczyło to tyle, że szczęśliwej liczby nie obstawił nikt. Dwie osoby zdołały jednak poprawnie wytypować pole. Zgodnie z zasadami, nie zyskiwały tym samym jednak szczególnie wysokiej nagrody. Pula, co łatwo było przeliczyć, wynosiła 58 żetonów. Pomiędzy Lorien i Camille, miało jednak zostać rozdzielone jedynie 30% tej puli, zaś pozostała część przechodziła na kolejną rundę. Peter sprawnie wszystko przeliczył.
- 9 żetonów dla pani Lorien i 9 żetonów dla ślicznej Camille. – poinformował, podane ilości przekazując obydwu kobietom. Żadna z nich nie wyszła na tym na plus, Camille była tego jednak nawet i całkiem bliska. Straciła bowiem zaledwie 3 żetony. Mogła więc czuć się wygraną? I to nawet podwójnie, sądząc po tym, że spojrzenie Petera zatrzymało się na niej chwilę dłużej. Czy to coś znaczyło? Czyżby wcale nie był aż tak bardzo zapatrzony w tą młodą kelnerkę imieniem Elise?
Pozostałe żetony, przesunięte zostały przez krupiera na bok, tworząc pulę znajdującą się w grze, ale nie postawioną na żadne pole planszy.
- No cóż, widać szczęście niekoniecznie mi tutaj dopisało. – skomentowała to wszystko Agnes. Tak ciut kwaśno. – Nie to, co wam, kochane. – nie zamierzała jednak się wycofywać. Nie tak szybko. Kiedy plansza ponownie była pusta, a krupier dał znać, że mogą zaczynać kolejną rundę, blondynka obstawiła kolejne liczby. Tym razem zaryzykowała bardziej. Wytypowała 6 liczb, na każdą stawiając po 4 żetony. Były to kolejno: 1, 8, 12, 21, 27 i 33. – Wasza kolej.
Cofnęła się, czekając na to, co zrobią pozostali gracze zgromadzeni przy stole.
Na posty czekam do 11.07, godziny 9.Kolejka nadal nie obowiązuje.
Posiadane żetony:
Agnes – 86
Lorien – 93
Camille – 17
Matthias – 34
W puli znajduje się 40 żetonów z poprzedniej rundy.
Agnes obstawiła 6 pól po 4 żetony, łącznie 24 żetony
Wytypowane pola to: 1, 8, 12, 21, 27, 33