08.07.2024, 14:23 ✶
Przez to, że nigdy nie miałem problemów z tym, że musiałem udowadniać swoją wartość, myślałem o innych (tych, którzy musieli to robić), że gdyby pracowali tak ciężko jak ja, mieli odpowiednią prezencję (to też przecież było ważne) to wcale nie musieliby nic nikomu udowadniać. Wydawało mi się także, że trzeba być ponad tym wszystkim i nic nie powinno się chcieć komukolwiek udowadniać. Jeśli tak było to oznaczało, że albo przebywało się w złym towarzystwie albo trzeba pokazać tym ludziom jakim robactwem byli. Strach to również pewien rodzaj szacunku. Zwłaszcza taki po którym nie trzeba nic nikomu udowadniać.
W późniejszym czasie zapewne uważałem, że to urocze, iż lubiła przywłaszczać sobie cudze ubrania. Za pewnie uwielbiałem taki widok z rana, w mieszkaniu, ale niekoniecznie gdzieś po przekroczeniu progu mojego mieszkania. Wtedy zawsze byłem podirytowany i naburmuszony, że nie jest ubrana ładnie, jak inne. Choć w początkowej fazie związku nigdy jej tego nie powiedziałem, dopiero później. Początki to był piękny, sielankowy czas, gdzie uważaliśmy, że tworzymy cudowny związek i nie jedna para powinna nam zazdrościć tego jak dobrze się dogadujemy i egzystujemy razem ze sobą.
Zdziwiło mnie, że nie przepadała za winem. Ja uwielbiałem dobre wina, nawet te mugolskie.
- Mam jeszcze tylko brandy – zazwyczaj nie posiadałem za wiele alkoholi w domu poza winem. Nauczony doświadczeniem, że kobiety kochają gotujących facetów, zapraszałem często na randki do siebie do domu. Przygotowywałem wówczas trzy daniową kolację – mają przystawkę, kolację i niewielki deser. Miałem pasujące wino do głównej potrawy jako że dosyć dobrze znałem się na winach. Tak więc w moim domu wino to był o b o w i ą z e k. Nie pijałem zazwyczaj alkoholu, więc innych trunków nie posiadałem. Tę brandy akurat dostałem tamtego dnia na urodziny od kolegów z pracy.
Gdy wyraziła aprobatę na brandy lekko się zdziwiłem, ale włożyłem nam do odpowiednich szklanek lodu (koneserzy pewnie by mnie teraz zabili za to, że rozcieńczam coś tak dobrego z wodą, ale nic bardziej mylnego, to są zaczarowane kostki, które nie topnieją!), a następnie nalałem do nich wyżej wspomnianego alkoholu.
- Proszę – powiedziałem, podając jej brandy, a następnie sam usiadłem na fotelu. – Co właściwie robiłaś o tak później godzinie sama? – w życiu bym nie pozwolił swojej kobiecie chodzić o takich godzinach samej. Mamy niebezpieczne czasy.
W późniejszym czasie zapewne uważałem, że to urocze, iż lubiła przywłaszczać sobie cudze ubrania. Za pewnie uwielbiałem taki widok z rana, w mieszkaniu, ale niekoniecznie gdzieś po przekroczeniu progu mojego mieszkania. Wtedy zawsze byłem podirytowany i naburmuszony, że nie jest ubrana ładnie, jak inne. Choć w początkowej fazie związku nigdy jej tego nie powiedziałem, dopiero później. Początki to był piękny, sielankowy czas, gdzie uważaliśmy, że tworzymy cudowny związek i nie jedna para powinna nam zazdrościć tego jak dobrze się dogadujemy i egzystujemy razem ze sobą.
Zdziwiło mnie, że nie przepadała za winem. Ja uwielbiałem dobre wina, nawet te mugolskie.
- Mam jeszcze tylko brandy – zazwyczaj nie posiadałem za wiele alkoholi w domu poza winem. Nauczony doświadczeniem, że kobiety kochają gotujących facetów, zapraszałem często na randki do siebie do domu. Przygotowywałem wówczas trzy daniową kolację – mają przystawkę, kolację i niewielki deser. Miałem pasujące wino do głównej potrawy jako że dosyć dobrze znałem się na winach. Tak więc w moim domu wino to był o b o w i ą z e k. Nie pijałem zazwyczaj alkoholu, więc innych trunków nie posiadałem. Tę brandy akurat dostałem tamtego dnia na urodziny od kolegów z pracy.
Gdy wyraziła aprobatę na brandy lekko się zdziwiłem, ale włożyłem nam do odpowiednich szklanek lodu (koneserzy pewnie by mnie teraz zabili za to, że rozcieńczam coś tak dobrego z wodą, ale nic bardziej mylnego, to są zaczarowane kostki, które nie topnieją!), a następnie nalałem do nich wyżej wspomnianego alkoholu.
- Proszę – powiedziałem, podając jej brandy, a następnie sam usiadłem na fotelu. – Co właściwie robiłaś o tak później godzinie sama? – w życiu bym nie pozwolił swojej kobiecie chodzić o takich godzinach samej. Mamy niebezpieczne czasy.