Tłumaczenie się bezpieczną szkołą, nie przekonywało Richarda. A szczególnie, jeżeli chodziło o Hogwart. Jeden z powodów, dla których także nie zdecydował się zapisać swoich dzieci, tylko do Instytutu Magii.
- Po tej całej akcji z Martą Warren zacząłem w to wątpić, aby Hogwart był bezpieczny. Chyba że na przestrzeni lat coś się zmieniło.Przypomniał bratu jak to zamordowano mugolaczkę, gdy obaj chodzili do tej szkoły. Bezpiecznym miejscem nie było, skoro rodzice ich wcześniej do domu sprowadzili. Jako nastolatek miał to w dupie i że dziewczyna sobie sama na to zasłużyła. Nadal tak uważa, ale patrząc tym razem pod kątem bycia ojcem i posiadaniu swoich dzieci, być może miałby wątpliwości o ich bezpieczeństwo w Hogwarcie, gdyby do niego uczęszczały. Robert może widział to inaczej. Może przez kilka długich lat, w Hogwarcie sporo się zmieniło pod względem bezpieczeństwa. Nie będzie wnikał.
Temat ten jednak był mniej wart uwagi, kiedy spostrzegł, że Robert bardziej zainteresował się jego obecnością w Hogsmeade. Przyznał nawet, że jest durniem, co sam Richard o tym wiedział. Za głupotę oberwał. Ale tego Robert nie musiał przecież wiedzieć. Nie chciał go tym za bardzo martwić. Była mała potyczka i tyle. Miło z kolei, że brat wykazywał troskę.
- Następnym razem nie będę się zapuszczać tak daleko.Zapewnił, aby Robert ponownie nie musiał się o niego martwić. Raz jeden mu wystarczyło. Nie sądził, że nawet w Szkocji dochodzi do niespodziewanych ataków. Przekonał się na własnej skórze.
Robert pociągnął temat, zadając pytanie o zwolenników. Richard nie bardzo wiedział o co konkretnie on pyta.
- No tych śmierciożerców? Nie są zwolennikami? Użyłeś wcześniej tego słowa? To chyba to samo? Czy coś pokręciłem?Dopytał, przekonanym będąc, że mówią o tych samych osobach, co robią na ulicach raban z hukiem, zwracając na siebie uwagę. Brat doprecyzował pytanie, kolejnym, chcąc najwyraźniej poznać jego zdanie na temat ich działań? Trochę czuł się jak na przesłuchaniu.
Oparł się wygodniej plecami o oparcie krzesła. "Skąd takie zdanie.." –zastanowił się, przypominając całą akcję.
- Nie wiem jaki konkretnie jest cel ich działań. Ale jeżeli mają kogoś postraszyć, coś zabrać, zabić, to nie powinno się robić tego po cichu? Trafili widocznie na sprytniejszą od nich osobę, co wymknęła się im wysadzając część swojego biura, niszcząc materiały. Huk jaki było słychać na ulicy, zwrócił nie tylko moją uwagę ale innych mieszkańców.Wyraził swoje zdanie, niczym wprawiony już w usuwaniu szkodników ludzkich, spoglądając na działanie tak, czego nie powinno się robić? Może wysłali amatorów? Nie wiedział. Utkwił wzrokiem na Robercie, jakby czekał na kolejne pytania? Bardziej chciałby usłyszeć wyjaśnienia. Dopowiedział także wstępną część zdarzenia, której był świadkiem. Jeżeli Robert będzie chciał znać zakończenie, to mu je przedstawi.
- Wiesz coś więcej? Czy mnie się wydaje? W tej sprawie.
Zapytał ostrożnie. Może miał błędne przeczucie tego przepytywania. Jakby Robert go sprawdzał. Jeżeli coś wiedział, byłoby miło, jakby się swoją wiedzą podzielił. To przecież dobre tematy niż przepisy świąteczne z Proroka Codziennego. Przecież zawsze mówili sobie wszystko.