08.07.2024, 21:46 ✶
uciekam z kocyków i idę do namiotu
Wracając do Tessy niekoniecznie przejęła się, że pojawił się przy niej jakiś nieznajomy mężczyzna, który prowokacyjnie eksponował roznegliżowane łydki. Dora niby spojrzała na niego przelotnie, ale pomijając wesoły, chociaż nieco ugrzeczniony uśmiech, nie próbowała wejść z nim w dalszą interakcję, troszkę chyba zbita z tropu jego szybkim mruganiem.
- Tak, tak. Dałam radę - pokiwała głową, bo koniec końców jej własność na nowo znalazła się w jej rękach i mogła wrócić do domu z lekkim sercem.
Crawley miała plan. Chciała usiąść sobie spokojnie i zająć się swoimi lodami, podczas gdy Tessa sączyłaby swoje wino i obie zwyczajnie cieszyłyby się towarzystwem. Mogły dalej rozmawiać jak i równie dobrze patrzeć na rozbijające się o piasek fale - jej było wszystko jedno. Ale zamiast tego, zapewnienia ciotki spotkały się z równie gorliwymi słowami od strony jej nowego amanta.
Dora zrobiła oczy jak galeony, nie będąc pewną czego się od niej teraz właściwie wymaga. Ewidentnie znalazła się bowiem w sytuacji w której absolutnie nie chciała być, najlepiej nigdy. Wybieranie, by opowiedzieć się za jedną lub drugą osobą nigdy specjalnie dobrze jej nie leżało, szczególnie kiedy te osoby były jej relatywnie bliskie, bo kiedy tak patrzyła, albo raczej słuchała mężczyzny, zaczęła mieć coraz wyraźniejsze wrażenie, że go zna. A potem zapaliła się w jej głowie przysłowiowa lampka.
Lody, które wcześniej próbowała sobie wpakować do buzi, teraz powoli zaczęły zmieniać się pistacjową zupę, szczególnie te na uniesionej w gotowości łyżeczce. W końcu jednak sztuciec zadzwonił o naczynie, kiedy dziewczyna złapała miskę w obie ręce i stanęła na równe nogi, prostując się niczym struna.
- Pójdę znaleźć Teddiego bo chyba... hahah... słyszałam jak mnie woła, haha tak, dokładnie tak - odwróciła się i pognała do namiotu z jedzeniem, chowając się przed tą dwójką, a przede wszystkim ich konfliktem.
- Teddie. Teddie, Teddie... Co robisz? - zapytała, niekoniecznie oczekując od niego teraz odpowiedzi. Na moment obejrzała się za siebie, spoglądając czy przypadkiem Woody albo Tessa nie postanowili jej ścigać, a potem uśmiechnęła się do chłopaka wesoło, wpakowując sobie do ust porcję jeszcze nieroztopionych lodów. - Powiedz, co takiego ciekawego dodajesz do drinków? Co one robią?
Wracając do Tessy niekoniecznie przejęła się, że pojawił się przy niej jakiś nieznajomy mężczyzna, który prowokacyjnie eksponował roznegliżowane łydki. Dora niby spojrzała na niego przelotnie, ale pomijając wesoły, chociaż nieco ugrzeczniony uśmiech, nie próbowała wejść z nim w dalszą interakcję, troszkę chyba zbita z tropu jego szybkim mruganiem.
- Tak, tak. Dałam radę - pokiwała głową, bo koniec końców jej własność na nowo znalazła się w jej rękach i mogła wrócić do domu z lekkim sercem.
Crawley miała plan. Chciała usiąść sobie spokojnie i zająć się swoimi lodami, podczas gdy Tessa sączyłaby swoje wino i obie zwyczajnie cieszyłyby się towarzystwem. Mogły dalej rozmawiać jak i równie dobrze patrzeć na rozbijające się o piasek fale - jej było wszystko jedno. Ale zamiast tego, zapewnienia ciotki spotkały się z równie gorliwymi słowami od strony jej nowego amanta.
Dora zrobiła oczy jak galeony, nie będąc pewną czego się od niej teraz właściwie wymaga. Ewidentnie znalazła się bowiem w sytuacji w której absolutnie nie chciała być, najlepiej nigdy. Wybieranie, by opowiedzieć się za jedną lub drugą osobą nigdy specjalnie dobrze jej nie leżało, szczególnie kiedy te osoby były jej relatywnie bliskie, bo kiedy tak patrzyła, albo raczej słuchała mężczyzny, zaczęła mieć coraz wyraźniejsze wrażenie, że go zna. A potem zapaliła się w jej głowie przysłowiowa lampka.
Lody, które wcześniej próbowała sobie wpakować do buzi, teraz powoli zaczęły zmieniać się pistacjową zupę, szczególnie te na uniesionej w gotowości łyżeczce. W końcu jednak sztuciec zadzwonił o naczynie, kiedy dziewczyna złapała miskę w obie ręce i stanęła na równe nogi, prostując się niczym struna.
- Pójdę znaleźć Teddiego bo chyba... hahah... słyszałam jak mnie woła, haha tak, dokładnie tak - odwróciła się i pognała do namiotu z jedzeniem, chowając się przed tą dwójką, a przede wszystkim ich konfliktem.
- Teddie. Teddie, Teddie... Co robisz? - zapytała, niekoniecznie oczekując od niego teraz odpowiedzi. Na moment obejrzała się za siebie, spoglądając czy przypadkiem Woody albo Tessa nie postanowili jej ścigać, a potem uśmiechnęła się do chłopaka wesoło, wpakowując sobie do ust porcję jeszcze nieroztopionych lodów. - Powiedz, co takiego ciekawego dodajesz do drinków? Co one robią?
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.