08.07.2024, 21:50 ✶
Przy stołach z Morpheusem
Jonathan jak na dość nerwowy z pewnych względów sierpień, miał dzisiaj naprawdę wyśmienity humor. Zjawił się całkiem wcześnie, chociaż rozważał przez chwilę gustowne spóźnienie się, witał się wesoło z każdym i oczywiście jak zwykle wyglądał doskonale, specjalnie kupując nowe okulary przeciwsłoneczne na tę okazję. Problemy? Jakie problemy? Dzisiaj nie było żadnych problemów. Dzisiaj była zabawa na plaży.
– Wiesz, muszę przyznać, Brenna naprawdę nieźle to wszystko dzisiaj urządziła. Może nasze kolejne urodziny też powinniśmy zrobić na plaży? Najlepiej z
jakimś motywem przewodnim. Co powiesz na bajkowe syrenki?– rzucił wesoło do Morpheusa, trochę żartując, a trochę nie, bo ostatnio widział pewną szatę, której błyszczenie i kolory nadawałby się świetnie na taką imprezę, ale na żadną inną już absolutnie nie. A że i tak ją kupił, to miłoby było ją kiedyś założyć.
Stali akurat przy stole, do którego Jonathan zaciągnął przyjaciela i teraz z gracją nakładał sobie na talerz, to na co miał ochotę.
– A właśnie... – zaczął, częstując się jednym makaronikiem, a potem obrzucając spojrzeniem całe zgromedzenie. – Tak sobie pomyślałem, czy... – Tu zamarł i westchnął głośno, a potem rzucił Morpheusowi pełne bólu spojrzenie, którego źródło siedziało na kocu nieco dalej z jednym z najbardziej paskudnych wąsów, jakie przyszło oglądać temu światu. Selwyn miał tę nieprzyjemność, by dowiedzieć się już kim była ta "nieznana" mu twarz, co sprawiało, że nie miał żadnej wyrozumiałości do tego stroju. A tyle razy mu tłumaczył!
– Morphy powiedz mi... Czy on mi to robi specjalnie? No wiesz, tak na złość mi? Czy on mnie nienawidzi. Zrobiłem mu coś? To jakaś zemsta? A może to bogowie Morphy? Proszę, powiedz mi, czy bogowie mnie nienawidzą, że tak mnie każą? A może sama Matka? Wiem, że nie jestem jakoś szalenie religijny, ale bez przesady. Wiesz co? Ja już nie pamiętam, co chciałem powiedzieć. Chodźmy się po prostu napić.
!zaklętamuszla
Jonathan jak na dość nerwowy z pewnych względów sierpień, miał dzisiaj naprawdę wyśmienity humor. Zjawił się całkiem wcześnie, chociaż rozważał przez chwilę gustowne spóźnienie się, witał się wesoło z każdym i oczywiście jak zwykle wyglądał doskonale, specjalnie kupując nowe okulary przeciwsłoneczne na tę okazję. Problemy? Jakie problemy? Dzisiaj nie było żadnych problemów. Dzisiaj była zabawa na plaży.
– Wiesz, muszę przyznać, Brenna naprawdę nieźle to wszystko dzisiaj urządziła. Może nasze kolejne urodziny też powinniśmy zrobić na plaży? Najlepiej z
jakimś motywem przewodnim. Co powiesz na bajkowe syrenki?– rzucił wesoło do Morpheusa, trochę żartując, a trochę nie, bo ostatnio widział pewną szatę, której błyszczenie i kolory nadawałby się świetnie na taką imprezę, ale na żadną inną już absolutnie nie. A że i tak ją kupił, to miłoby było ją kiedyś założyć.
Stali akurat przy stole, do którego Jonathan zaciągnął przyjaciela i teraz z gracją nakładał sobie na talerz, to na co miał ochotę.
– A właśnie... – zaczął, częstując się jednym makaronikiem, a potem obrzucając spojrzeniem całe zgromedzenie. – Tak sobie pomyślałem, czy... – Tu zamarł i westchnął głośno, a potem rzucił Morpheusowi pełne bólu spojrzenie, którego źródło siedziało na kocu nieco dalej z jednym z najbardziej paskudnych wąsów, jakie przyszło oglądać temu światu. Selwyn miał tę nieprzyjemność, by dowiedzieć się już kim była ta "nieznana" mu twarz, co sprawiało, że nie miał żadnej wyrozumiałości do tego stroju. A tyle razy mu tłumaczył!
– Morphy powiedz mi... Czy on mi to robi specjalnie? No wiesz, tak na złość mi? Czy on mnie nienawidzi. Zrobiłem mu coś? To jakaś zemsta? A może to bogowie Morphy? Proszę, powiedz mi, czy bogowie mnie nienawidzą, że tak mnie każą? A może sama Matka? Wiem, że nie jestem jakoś szalenie religijny, ale bez przesady. Wiesz co? Ja już nie pamiętam, co chciałem powiedzieć. Chodźmy się po prostu napić.
!zaklętamuszla