Norka miała wrażenie, że czuję się dzisiaj nieco inaczej, jakby chciała się skupić na swoim szczęściu, nic więcej się nie liczyło, pierwszy raz to ona, ona i Samuel byli najważniejsi. Dotknęła ręką zielonej muszelki którą miała zawieszoną na siły, nie wiedziała, że to dzięki temu drobnemu przedmiotowi nastąpiła w niej taka delikatna zmiana. Nie przejmowała się zupełnie wszystkimi osobami, które znajdowały się wokół nich, liczyło się tylko ich wspólne szczęście.
Miała wrażenie, że mylnie założyła, że Sam będzie się czuł tutaj nieswojo. Wydawał się bez mniejszego problemu odnajdywać w tej sytuacji, co ją uszczęśliwiło, nie chciała bowiem, żeby robił cokolwiek wbrew swojej woli tylko po to, żeby ona była zadowolona. Razem musieli patrzeć w jednym kierunku, szukać kompromisów, znaleźć jakąś swoją ścieżkę. Wiedziała, że to wymaga czasu i pracy, aby wszystko nabrało sensu. Wcale jej to nie przerażało, wręcz przeciwnie, była ogromnie szczęśliwa, że stał się tak ważną częścią jej życia.
To prawie, które powiedział trochę ją zastanawiało. Na pewno były tutaj jakieś niedociągnięcia, w końcu nie było idealnych przyjęć, jednak nie spodziewała się, że nie spełnią jego oczekiwań. Bardzo szybko jednak miała się dowiedzieć, o co konkretnie mu chodziło.
Och. To o to chodziło. Nie było jednak dla niej istotne to, czy nić nadal zdobiła jej palec, czy w tym miejscu znalazło się coś innego. Najważniejsze były przecież jego zapewnienia, to, że chciał z nią spędzić całe swoje życie. Nic więcej, żadne przedmioty nie mogły temu dorównać. - Nie muszę mieć jej na palcu Sam. - Uniosła delikatnie głowę, aby spojrzeć na niego. Zawsze się wszystkim martwił, zupełnie niepotrzebnie, chociaż mogła zrozumieć, że zależy mu na tym, aby było widoczne, że podjęli pewne decyzje, nie zamierzała tego negować.
Poczuła, że jego dłoń zacisnęła się mocniej, twarz zanurzyła w jej obojczyku, znajdowali się bardzo blisko siebie, odezwał się do niej ponownie, nie spodziewała się zupełnie, że będzie miał dla niej taką niespodziankę.
Sięgnęła w końcu po pudełeczko, które przysunął w jej stronę. Oczy jej błyszczały, bo faktycznie nie miała pojęcia, że coś dla niej naszykował, że postanowił po raz kolejny ją zaskoczyć. Otworzyła je z ogromną ciekawością, dłuższą chwilę przyglądała się zawartości pudełka. Pierścionek był cudowny, zupełnie nieoczywisty, czym zasłużyła sobie na to, żeby dostawać takie dzieła sztuki? Nie miała pojęcia. Uśmiech gościł na jej twarzy, zupełnie szczery, naprawdę podobał jej się ten prezent.
- Wiesz, że nie musiałeś, prawda? - Nie była przyzwyczajona do dostawania takich podarunków.
Słuchała uważnie tego, co do niej mówił. Oczywiście, że nie był to byle jaki, pierwszy, lepszy pierścionek. Samuel jak zawsze przygotował wszystko bardzo dokładnie, była zachwycona tym, jak mocno się angażował, jak bardzo pokazywał, że mu na niej zależy. Czasem miała wrażenie, że ona nie okazuje mu swoich uczuć odpowiednio.
- Brak mi słów, nie wiem jak udało ci się zorganizować coś takiego, to jest niesamowite. - Oczywiście, że materiał, z którego był wykonany nie był przypadkowy, powinna się tego spodziewać, Sam ciągle ją zaskakiwał takim przywiązaniem do detali.
- Chyba tak, znaczy tak, dziesiąte są chyba najważniejsze. - Powiedziała jeszcze cicho nie odrywając wzroku od błyskotki. Nie spodziewała się, że biżuteria może być, aż tak bardzo dopracowana.
- Czy mógłbyś? - Wysunęła przed niego swoją dłoń, aby wsunął jej na palec ten piękny pierścionek, teraz to już nikomu nie umknie to, że zostali sobie przeznaczeni.
Była tak bardzo zaaferowana tym wszystkim, że nie zauważyła, że jej brat się im przygląda, na całe szczęście, bo na pewno nie omieszkałaby tego skomentować.