Planował osobiście przejść z Sophie do Lorien, ale nie podejrzewał, że ten cały Matthias się przyklei na dobre i będzie krok w krok obok jego bratanicy. Richard zaproponował Sophie przejście to odpowiedniego stolika, ale nie rozumiał, czemu ten chłopak proponował, to samo? Może ma problemy ze słuchem. Albo ze zrozumieniem.
- Właśnie zaproponowałem to swojej córce.Odpowiedział także stanowczo, nie życząc sobie co prawda ingerowanie w sprawy rodzinne i jego decyzje.
Słyszał ponaglającego człowieka, zajmującego się wymianą galeonów na żetony, poświęcił kilkanaście swoich cennych monet i dał córce Roberta, w drodze do stolika. Nie spodziewał się, że mu podziękuje, w taki sposób. Jego reakcją było tylko spojrzenie na Sophie dość poważnie, jakby chciał jej przekazać, aby nie odwalała niczego głupiego, skoro już tutaj jest. Przy czym przerwał Lorien prowadzone dyskusje, aby do nich podeszła i wygłosiła swoje czułości rodem kochanej macochy.
Dając możliwość wymiany zdań swoim kobietom, rozejrzał się rozpoznając większość osób tutaj obecnych. Nawet wchodzących spóźnialskich. Jedynie Isaaca Bagsshota obdarzył chwilową niechęcią. Na co zwróciła widocznie uwagę Lorien. Sophie być może oddaliła się już ze swoim towarzyszem, kiedy niespodziewanie poczuł wciskaną mu tackę z żetonami. Spojrzał pytająco na Lorien, ale dostrzegł że najwidoczniej chciała mu coś dyskretnie powiedzieć, więc pochylił się na tyle by nie musiała za bardzo rozciągać swoich palców lub podwyższać szpilek.
"Odpuść." – tak brzmiała jej prośba. Spojrzał jej w oczy, słuchając wyjaśnienia, dlaczego ma jej posłuchać.- Dobrze.
Odpowiedział krótko i ucałował ją w czubek głowy, jak kochaną żonę. Jakby chciał ją w ten sposób zapewnić, że wszystko będzie dobrze. A czy będzie, to się jeszcze okaże.
Kelnerzy przemieszczali się z kieliszkami szampana, więc ujął w prawą dłoń, w lewej trzymając tackę z żetonami. Słuchając przemowy Agnes, wzrokiem podążał za każdym obecnym, na moment zatrzymując się na Camille, która najwyraźniej obserwowała jego osobę. Nie dawał po sobie poznać, że ją jakkolwiek zna. Będąc świadomym, że to on z nią załatwiał interesy a nie Robert. Nie skupiał się na niej zbyt długo i wrócił do obserwacji pozostałych, wysłuchania końcowej mowy Agnes i oczywiście, dołączając do toastu. Uniósł kieliszek, tak samo jak uczynili to inni, po czym upił spore łyki, aby opróżnić zawartość kieliszka. Bo przecież ”na trzeźwo nie da się tutaj przetrwać". Odstawił pusty kieliszek na tackę kelnerce i wraz z Lorien, przeszli do pomieszczenia gier hazardowych.